• facebook
  • rss
  • Spotkanie w drodze

    dodane 18.08.2016 00:00

    Ks. Mariusz Jagielski, nowy dyrektor Instytutu Filozoficzno- -Teologicznego im. Edyty Stein w Zielonej Górze, mówi o bliskości, odkrywaniu tajemnicy Boga i sensie studiowania teologii.

    Ks. Marcin Siewruk: Wspólnie z młodzieżą, ze studentami uczestniczyłeś w ŚDM. Jakie są Twoje doświadczenia? Ks. Mariusz Jagielski: Podczas spotkania papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu padło wiele pytań i papież udzielił ciekawych odpowiedzi. Pierwszym jego wezwaniem była zachęta do bliskości. Można powiedzieć, że ŚDM były przeżyciem Kościoła, jego powszechności, jako bliskości.

    Myślę, że często powszechność Kościoła kojarzy nam się z ideą albo wypowiadaną w Credo formułą. Natomiast w Krakowie, na bardzo ograniczonym obszarze, mieliśmy taką kumulację powszechności, że nasze ludzkie receptory były na granicy wytrzymałości. To było doskonale widać po młodzieży. Rodziło to ogromną radość i wszyscy otwierali szeroko oczy, bo zobaczyli, jaki jest Kościół, jakie ma różne twarze. Widoczne to było w katechezach głoszonych przez biskupów. Biskupi bez dystansu stawali przed młodzieżą. Bliskość była jednym z najwspanialszych doświadczeń krakowskiego spotkania młodych. Jadąc wypchanymi do granic możliwości tramwajami, przechodząc przez zatłoczone ulice, nie sposób było nie spojrzeć sobie w oczy, powiedzieć czegoś, uśmiechnąć się. Warto podkreślić, że bliskość nie była odkrywana jako zagrożenie, ryzyko, ale bogactwo i szansa odgrywania nowych horyzontów. Każdy wrócił z Krakowa z innym spojrzeniem, bogatszy o spotkania, usłyszane słowa, a tego nie dałoby się przeżyć tak intensywnie na odległość, bez doświadczenia bliskości. Jakie pytania intrygują dyrektora IFT na początku kadencji? Nie da się ukryć, że stawiam sobie pytanie, po co ma istnieć instytut. Jaki jest jego cel i sens? I widzę ogromny sens działalności IFT w diecezji. Idąc kluczem „bliskości”, jest to szansa na jej budowanie. Uczelnia jest okazją na bliskość w przeżywaniu Kościoła w wymiarze, który nie zawsze jest dla nas oczywisty, nie narzuca się jako pierwszy. Instytut to nie są tylko wykłady, nie tylko zdobywanie informacji, ale spotkaniem z rzeczywistością Kościoła, którą przeżywamy, bo jesteśmy w Kościele. Uczymy się go, odkrywamy, mamy różne doświadczenia i uświadamiamy sobie, co w nim otrzymujemy. Dlatego w instytucie tak naprawdę uczymy się tego, w czym uczestniczymy, szukamy sposobów, jak to nazwać, jak nasze przeżycia przekazywać innym. O. Marie-Dominique Philippe w rozmowie z ateistą usłyszał słowa, że rozmowa z katolikami jest nieciekawa, bo wszystko już wiedzą. Chyba wielu z nas jest w podobnej sytuacji. Wiemy wszystko doskonale, dopóki ktoś nie zada nam konkretnego pytania: „Co jest dla ciebie fundamentem twojej wiary?” albo: „Opowiedz mi, co to znaczy, że twój Bóg jest Trójedyny? Pozwól mi wejść w tę tajemnicę”. A Pan Bóg przecież przemówił do nas, pozwolił nam wejść w Jego misterium. W swoim Synu Jezusie Chrystusie opowiedział, kim jest, i chce, żebyśmy ponieśli to dalej. I właśnie instytut jest wielką szansą na spotkanie, będąc w drodze do kochania Boga, do przyjęcia Jego miłości, ale też poznawania Tego, który nas ukochał. Kim właściwie jest ten Bóg, który mnie ukochał i kim ja jestem w Jego spojrzeniu, że zdecydował się stać moim bratem? Przed zielonogórską uczelnią stoją wyzwania wobec diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Które z nich są najważniejsze? IFT jest szansą na tworzenie środowiska, uczenia się Kościoła, przeżywania go i posługiwania we wspólnocie. Mam ogromną nadzieję, ale też doświadczenie ludzi, którzy kończą instytut, że nie patrzą na Kościół już tak samo, że rozumieją swoją obecność jako posługiwanie. To nie muszą być wcale wielkie i spektakularne rzeczy, ale chodzi o sposób obecności w parafii. W interesie nas wszystkich, proboszczów, wikariuszy, jest możliwość działalności IFT. Warto posyłać na studia osoby zainteresowane. Oczywiście, pięcioletnie studia magisterskie mogą wiele osób po prostu przerażać. To jakby posyłać kogoś do zdobycia Mount Everestu, kiedy jego doświadczenia związane ze wspinaczką wysokogórską sprowadzają się jedynie do obejrzanych filmów o nadludziach zdobywających ośmiotysięczniki. W takim razie jakie formy studiów teologicznych może zaproponować uczelnia w nowym roku akademickim? Oprócz studiów dziennych są inne propozycje, które naprawdę są szansą dla wszystkich. Z jednej strony są dwuletnie studia podyplomowe dla osób, które chciałyby posługiwać w Kościele, ucząc katechezy. Jest to forma odkrywania swojej misyjności. To jest genialne, że matematyk albo fizyk, ucząc katechezy, pokazuje, że wiara nie jest czymś wtórnym, jakimś dodatkiem, post factum, bo najpierw jest życie, a potem Pan Bóg. Myślę o jeszcze jednej możliwości, która czeka na odkrycie i recepcję w diecezji. Chodzi o wolnych słuchaczy. Dlatego proszę księży o rozpowszechnienie tej propozycji. Wolnym słuchaczem może być każdy, kto chciałby uczynić kolejny krok w wierze. Człowiek nie jest tylko sercem czy intelektem, ale wzrasta w harmonii. Droga duchowa jest zaangażowaniem całego człowieka. Rozpoczęcie studiów jako wolny słuchacz nie oznacza, że student znajdzie odpowiedzi na wszystkie pytania, ale że spojrzy na wiarę z innej perspektyw. Może się okazać, że nagle pewne pytania dopiero zaczną istnieć. Wolny słuchacz nie musi być na wszystkich wykładach, od rana do wieczora, przez pięć dni w tygodniu. Może wybrać ścieżkę biblijną. Ustawić tak wykłady, żeby poznać fundamenty biblijne. A ktoś inny wybrałby ścieżkę związaną z teologią moralną. Przecież dzisiaj kwestie moralne i etyczne budzą wiele pytań i stawiają przed konkretnymi wyborami. Możliwości jest naprawdę bardzo dużo. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół