• facebook
  • rss
  • Chcemy po sobie coś pozostawić

    dodane 27.10.2016 00:00

    – To, co robimy, to rodzaj pamięci i hołdu. Pamięć o Kresach jest dla nas bardzo ważna. To część naszej historii i tożsamości – zauważają bracia Kopocińscy.

    Krzysztof i Zbigniew Kopocińscy, bracia i lekarze okuliści ze 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, są społecznikami i inicjatorami wielu kresowych przedsięwzięć. To dzięki nim w Żarach m.in. upamiętniono Sprawiedliwych Ukraińców i lekarzy powstańców warszawskich oraz postawiono Krzyż Wołyński na miejskim cmentarzu. Bracia od pięciu lat organizują też akcję „Światełko pamięci”. Nie ustają w staraniach o przywrócenie świetności i pierwotnego wyglądu cmentarzowi Orląt Lwowskich we Lwowie. Niedawno odnowili też grób polskiego lekarza, ppłk. dr. Kazimierza Malanowicza, na wileńskim cmentarzu na Antokolu.

    Wojskowa mogiła

    Kiedy rok temu wybrali się na zjazd medyczny polskich lekarzy do Wilna, nie przypuszczali, że tak szybko tam wrócą i podejmą niezwykłe zadanie – renowację grobu ppłk. dr. Kazimierza Malanowicza, byłego komendanta 3. Szpitala Okręgowego w Grodnie. – Podczas tego zjazdu zwiedzaliśmy Wilno, odwiedziliśmy m.in.cmentarz Na Rossie i nekropolię na Antokolu z największą w Wilnie kwaterą żołnierzy Wojska Polskiego. Tam zupełnie przypadkiem natrafiliśmy na zaniedbany grób ppłk. Malanowicza. Z ledwością odczytaliśmy napisy na płycie nagrobnej – opowiadają bracia Kopocińscy. Po powrocie do kraju, wystąpili z wnioskiem do Wojskowej Izby Lekarskiej o sfinansowanie renowacji tego pomnika. – To było trudne zadanie, bo nagrobek znajduje się poza granicami Polski. Musieliśmy znaleźć osobę, która wykona renowację i konserwację nagrobka, oraz otrzymać zgodę strony litewskiej. Nawiązaliśmy kontakt z prof. Januszem Smazą z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który konserwował m.in. cmentarz Obrońców Lwowa i liczne nagrobki na Rossie. On podjął się tego zadania i, co ważne, bezpłatnie przeprowadził profesjonalną ekspertyzę pomnika – tłumaczy Krzysztof Kopociński. – Bardzo pomogła nam też Alicja Klimaszewska, prezes Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą. Według zarządu cmentarza na Antokolu, ten grób nie istniał. Pani Alicja poszła do dyrekcji i pokazała, że ta mogiła jednak tam jest – dodaje Zbigniew Kopociński. Renowacja odbyła się w lipcu i sierpniu 2015 roku. 8 października br. bracia Kopocińscy zorganizowali uroczystość w Wilnie, poświęconą ppłk. Malanowiczowi, m.in. z Mszą św. w asyście Wojska Polskiego, w kościele pw. św. św. Piotra i Pawła na Antokolu.

    Nie tracimy nadziei

    Przodkowie braci stracili życie na Ukrainie. – Nasi bliscy nie mają nawet skromnego nagrobka z imieniem i nazwiskiem, bo zostali spaleni żywcem przez banderowców. Inni spoczywają w zbiorowej, bezimiennej mogile. Chcieliśmy wykonać nagrobek i napisać, kto tam leży, ale miejscowy ksiądz powiedział, żebyśmy tego nie robili, bo i tak zostanie zniszczony. Nie tracimy jednak nadziei, że kiedyś to się zmieni i godnie upamiętnimy naszych krewnych. Na miejscowym cmentarzu jest za to pomnik upowców – mówią bracia. – Na Ukrainie notorycznie spotykaliśmy się z dewastowaniem nagrobków. Raz widzieliśmy, jak banda nacjonalistów chodziła po cmentarzu Łyczakowskim i tłukła młotkami medaliony. Na to barbarzyństwo nie byliśmy w stanie nawet zareagować, bo zgłoszenie tego władzom, które mają nacjonalistyczne poglądy, nie ma sensu – dodają.

    Znaki tożsamości

    Bracia Kopocińscy są uparci w dążeniu do celu. Walczą o dobre imię Polaków na Kresach. Jedną z akcji, jakie zorganizowali, było staranie o możliwie pełną i zgodną z prawdą historyczną restaurację cmentarza Obrońców Lwowa we Lwowie. – Lwy powróciły na cmentarz, ale cały czas trwa spór, by odzyskały swój pierwotny wygląd i żeby na tarcze powróciły napisy: „Zawsze wierny”, „Tobie, Polsko” oraz herby Lwowa i Polski. Lwy stoją na swoim miejscu, ale zapakowane są w drewniane skrzynie. Ponadto chcemy, by na każdy nagrobek powrócił napis: „Obrońca Lwowa” – wyliczają bracia Kopocińscy. Obaj lekarze od pięciu lat włączają się również w akcję zbiórki zniczy na Kresy pod hasłem „Światełko pamięci”. – Chcemy coś po sobie pozostawić, dlatego podejmujemy różne inicjatywy. Czasem mają one walor edukacyjny, innym razem jest to znak, jak pamiątkowa tablica czy pojedynczy znicz, który zapłonie na polskim grobie na Kresach 1 listopada. Kresy to nasze dziedzictwo. Kiedy jest okazja do zrobienia czegoś dobrego, to trzeba to koniecznie robić i, co ważne, starać się nagłośnić takie akcje, by ludzie pamiętali o tym, co polskie, chociaż obecnie poza granicami kraju – tłumaczy Krzysztof Kopociński.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół