• facebook
  • rss
  • Wyfruwają od nas jak ptaki

    dodane 17.11.2016 00:00

    „Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca” – śpiewał Stan Borys. To właśnie z tej piosenki swoją nazwę wzięła świetlica „Jaskółka” przy Hospicjum św. Kamila w Gorzowie Wlkp.

    Ten utwór przejmująco opisuje żałobę. Polecam, aby wsłuchać się w jego słowa. Jaskółki to nasi podopieczni. Doświadczeni żałobą, wielkim smutkiem, bólem, tęsknotą. Naszą intencją jest oferowaniem im takiego wsparcia, by za jakiś czas mieli siłę „poszybować” w świat – tłumaczy psycholog i terapeuta Agnieszka Dobosiewicz.

    Dziecko w żałobie

    Hospicjum św. Kamila pomaga osobom z chorobą nowotworową, a po ich odejściu wspiera także ich rodziny w trudnym okresie żałoby. Potrzebę stworzenia świetlicy zauważyli pracownicy placówki. – To wyszło w rozmowach z pacjentami, którzy martwili się, co się będzie działo z ich dziećmi, gdy ich już nie będzie. Kto będzie się o nie troszczył, pomagał w trudnych chwilach, zwłaszcza na początku? – wyjaśnia Monika Wach, psycholog w gorzowskim hospicjum i koordynator świetlicy „Jaskółka”. – I tak w 2009 roku narodził się pomysł, aby powstało miejsce, które otoczy osierocone dzieci opieką, da im wsparcie, pomoże przejść przez traumatyczne doświadczenia, ale i obdarzy pozytywnymi i radosnymi chwilami – dodaje. „Jaskółka” to miejsce pomocy dla dzieci, które straciły kogoś bliskiego, na przykład mamę, tatę, brata, siostrę, babcię, dziadka czy przyjaciela. Kogoś, z kim dziecko było blisko. – Śmierć takiej osoby jest doświadczeniem traumatycznym. W świetlicy, głównie dzięki psychologom, staramy się przepracować tę traumę, towarzyszyć dzieciom w poszczególnych etapach żałoby. Śmierć kogoś bliskiego to strata, której nikt i nic nie jest w stanie wypełnić. Strata, której towarzyszy wielki ból, cierpienie, poczucie opuszczenia, osamotnienia. Dziecko odczuwa wielką tęsknotę, smutek, żal, często nie rozumie tego, co się stało, nie potrafi nadać temu znaczenia – opowiada Agnieszka Dobosiewicz. – Świetlica daje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, takiego gniazda, w którym można się schronić w trudnym czasie, nie tylko dla dzieci osieroconych, ale także rodziców, którzy zostali sami ze swoimi pociechami i potrzebują wsparcia. Dzieci wiedzą, że nie są same w tym bólu, mogą tu porozmawiać, popłakać, ale i śmiać się i niczego nie udawać. Uczą się wielu umiejętności – nie tylko radzenia sobie z bólem po stracie, ale chociażby zawierania znajomości. Gdy sobie już radzą, wyfruwają od nas jak ptaki, ale gdy coś się dzieje złego czy dobrego, wracają i rozmawiają – dodaje Monika Wach.

    Azyl bezpieczeństwa

    Świetlica proponuje dzieciom różne zajęcia. Wszystko zależy od tego, kiedy doświadczyły straty kogoś bliskiego i jak sobie radzą z tą stratą. – Są to zajęcia terapeutyczne indywidualne i grupowe, prowadzone przez psychologów i terapeutów. To najważniejsza forma naszej działalności. Chcemy poznać emocje, jakich doświadczają dzieci, dać im poczucie bezpieczeństwa, otoczyć troską i wsparciem. Docelowo zależy nam, by dzieci odzyskały równowagę emocjonalną, by doświadczenie żałoby wpisały w linię swojego życia i wzmocnione poszły dalej w świat – tłumaczy A. Dobosiewicz. „Jaskółka” to także miejsce wszechstronnego rozwoju. – W świetlicy spotykamy się w każdą środę w godz. od 16 do 19. Naszą bazą jest Hospicjum św. Kamila, które znajduje się przy ul. Stilonowej 21 w Gorzowie. Każde spotkanie wygląda inaczej, ale zawsze na początku siadamy w kole i opowiadamy, co u nas słychać, co zmieniło się od ostatniego spotkania, dzielimy się dobrymi i niezbyt radosnymi sprawami, wydarzeniami. Potem są zajęcia, na przykład kulinarne lub plastyczne czy sportowe. Organizujemy zajęcia artystyczne, m.in. fotograficzne, teatralne, taneczne, muzyczne. Dzięki współpracy z Zespołem Szkół Gastronomicznych dzieci mają zajęcia kulinarne, podczas których wspólnie przygotowują proste potrawy, poznają ciekawostki o kuchniach całego świata. Zawsze mamy czas na odrabianie lekcji, gdzie pomoc dzieciom oferują wolontariusze z gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Podczas spotkań mówimy także o zdrowym stylu życia, o ważnych wartościach, uczymy się komunikacji, asertywności, poznajemy siebie nawzajem. Mamy również czas na zabawę. Dzieci lubią grać w planszówki, a także rozmawiać z sobą w „niebieskiej sali”, która jest przytulnym i bezpiecznym miejscem dla naszych podopiecznych – tłumaczy pani Agnieszka. – Ponadto organizujemy różne wycieczki i kolonie letnie oraz zimowe. Wiosną tego roku byliśmy w Parku Narodowym Ujście Warty, z okazji Dnia Dziecka zwiedzaliśmy zoo w Berlinie, latem dzieci wypoczywały na kolonii w Długiem, a na ferie zimowe w 2017 roku wybieramy się do Myśliborza. Dzieci mogą poznać różne miejsca, zwiedzić je, skorzystać z wielu atrakcji. Podczas kolonii był m.in. rejs żaglówkami, motorówkami i rowerami wodnymi, odwiedziny w parku linowym, a także wizyta u strażaków w Strzelcach Krajeńskich. W ten sposób chcemy dać dzieciom wiele pozytywnych doświadczeń, by choć na chwilę zapomniały o tym, co je spotkało, by umiały się cieszyć, śmiać, by nie czuły się gorsze czy inne. W prowadzeniu świetlicy pomagają także wolontariusze – dodaje. Część z nich to osoby dorosłe, z przygotowaniem pedagogicznym i terapeutycznym. Część wolontariuszy to wspomniana już młodzież z gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. – Wbrew pozorom, wiele rzeczy tu dzieje się na wesoło. Ten żal i smutek mają we własnym domu, a to jest miejsce, które ma być azylem bezpieczeństwa – zauważa Anna Borysowska. Energii do życia nabiera tu każdy. – Przychodzenie tutaj daje mi ogromną radość – zapewnia wolontariusz Norbert Bensi-Said.

    Nie unikajmy tematu

    Proces wychodzenia dziecka z traumy po stracie rodzica to bardzo indywidualna sprawa. – Zależy od jego wieku, od tego, jak silna była więź ze zmarłym rodzicem, jak wyglądały ostatnie wspólne dni czy chwile, czy nastąpiło pożegnanie dziecka i rodzica. Ważną rolę odgrywa też to, jak zachowuje się rodzic czy opiekun, z którym pozostaje dziecko. Czy jest otwarty na rozmowę, czy też nie chce bądź nie potrafi rozmawiać o tym, co się stało i czego w danej chwili doświadcza dziecko – podkreśla A. Dobosiewicz. Po śmierci kogoś bliskiego warto poszukać dla dziecka wsparcia u specjalistów, ale nie możemy zapominać o wsparciu w najbliższym środowisku. – Pomóc może nasza otwartość na to, czego doświadcza dziecko. Gdy widzimy, że jest smutne, trzeba spytać, dlaczego, bo może okazać się, że po prostu tęskni za zmarłą mamą. Może wystarczy porozmawiać, podzielić się swoimi emocjami, powiedzieć o swojej tęsknocie czy żalu. Może zaproponować spacer na cmentarz, może zrobić wspólnie rysunek czy laurkę, a może wspólnie pomodlić się. Sposobów jest wiele. Na pewno nie można dziecka zostawić samego ze smutkiem, rozpaczą, tęsknotą, nie można bagatelizować czy ignorować jego uczuć – podkreśla psycholog. Nie można też w ogóle unikać tematu śmierci. – Nie wolno udawać, że go nie ma. Wiele dzieci doświadczyło już śmierci ulubionego zwierzaka, a bohaterowie wielu bajek umierają lub ocierają się o śmierć. Rozmowa często wiąże się z określoną sytuacją. Gdy jest zainicjowana właśnie przez dziecko, to znak, że ono chce się czegoś więcej dowiedzieć, że coś je zaniepokoiło. Gdy dziecko zada pytanie dotyczące śmierci, trzeba na nie odpowiedzieć, zareagować, wyjaśnić. Nie można udać, że go nie było. Nie można z tematu śmierci zrobić tabu – podkreśla psycholog. – Z kolei gdy dziecko nie rozpocznie rozmowy o śmierci, to nie znaczy, że o tym nie myśli. Mądry rodzic będzie wiedział, kiedy i jak taką rozmowę przeprowadzić. Nie ma najlepszego czasu. Każda sytuacja, każda relacja między dzieckiem a rodzicem jest inna. Sposób rozmowy powinien być dostosowany do wieku, poziomu percepcji, stanu emocjonalnego dziecka. Najlepiej dobierać proste słowa i przekazać dziecku swoje przemyślenia na ten temat – dodaje.

    Trudne i piękne

    Jesika, zapytana, z czym kojarzy się jej świetlica, bez wahania odpowiada: – Tutaj odpoczywam i zapominam o różnych sprawach. To mój drugi dom! To też miejsce wyjątkowe dla osób dorosłych. – Praca tutaj to wyzwanie i wyjątkowe doświadczenie. Pomoc dzieciom, wspieranie ich oraz ich bliskich, obserwowanie, jak sobie radzą, jak wracają do równowagi emocjonalnej, to sens mojego zaangażowania w działalność świetlicy – podkreśla pani Agnieszka, a pani Monika dodaje: – Najtrudniejsze jest patrzenie na ich ból i cierpienie, a zarazem ich szczerość, gdy mówią nam: „Tęsknię za mamą”, „Szkoda, że tata tego nie zobaczył”, „Mój braciszek jest w niebie”. Ale to jest zarazem piękne.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół