• facebook
  • rss
  • Szczęście na końskim grzbiecie

    dodane 24.11.2016 00:00

    Co łączy przedsiębiorców, hodowców koni, zawodowych żołnierzy i studentów? Żołnierz jazdy lekkiej uzbrojony w lancę, szablę oraz broń palną, czyli ułan.

    Stowarzyszenie Lubuski Oddział Kawalerii w barwach 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. Co to takiego? Można by w skrócie powiedzieć, że to grupa rekonstrukcyjna, ale byłoby to duże uproszczenie. To pasjonaci kultywujący, jak sama nazwa wskazuje, tradycję 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, który w II Rzeczypospolitej Polskiej stacjonował we Lwowie przy ulicy Łyczakowskiej.

    Młodzieńcze marzenia zrealizowane

    Lubuski Oddział Kawalerii w barwach 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich powstał w 2012 roku. To inicjatywa dowódcy Janusza Walaszka z Lubniewic, a także członków stowarzyszenia, którzy są prawdziwymi pasjonatami jeździectwa, kawalerii, a w szczególności historii Polski. – Idea zrodziła się podczas studiów w AWF w Gorzowie Wlkp. już w latach 80. To w naszej Alma Mater stawialiśmy pierwsze kroki w opanowywaniu sztuki jeździeckiej z szumnym hasłem na ustach, mówiącym, że „największe szczęście w świecie na końskim leży grzbiecie”. Naszą ideą było stworzenie dobrowolnego, niepolitycznego, trwałego i niezarobkowego stowarzyszenia osób chcących kultywować tradycje jazdy polskiej, a w szczególności kawaleryjskie – wyjaśnia zastępca dowódcy Mariusz Schwarz, a dowódca Janusz Walaszek kontynuuje: – Pomysł założenia grupy rekonstrukcyjnej chodził za mną już od wielu lat, jednak zawsze była to odległa myśl, pomysł, który brzmi kusząco, ale wydaje się zbyt abstrakcyjny, żeby go zrealizować. Tak było do momentu, gdy pomysłem zainteresowało się więcej osób. Ich zaangażowanie sprawiło, że założenie takiego stowarzyszenia wydawało się coraz realniejsze. Ostatecznie do tego pomysłu przekonał nas świętej pamięci Lesław Kukawski, którego poznaliśmy kilka lat temu. Zawsze służył nam nie tylko radą, ale i wiedzą. Był jednym z największych autorytetów w kwestii kawalerii II RP, a zwłaszcza 14. pułku, z którym był bardzo związany emocjonalnie, gdyż urodził się i dorastał we Lwowie.

    Najpierw rodzina, potem oddział

    Oddział kawalerii to organizacja patriotyczno-wychowawcza. – Nawiązujemy do umundurowania, uzbrojenia, tradycji i zwyczajów jednego z najstarszych pułków kawalerii, jakim był 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich ze Lwowa. Przyjmując nazwę oraz barwy, pragniemy oddawać hołd żołnierzom, którzy przelewali krew oraz oddali życie, abyśmy dzisiaj mogli żyć bezpiecznie, godnie i w dostatku. Poprzez szkolenie oraz kultywowanie tradycji pragniemy udzielać dorosłym, a w szczególności dzieciom i młodzieży żywej lekcji historii, przybliżając im czasy, w których ich pradziadkowie, dziadkowie i ojcowie walczyli o niepodległość naszego kraju w imię hasła: „Bóg, Honor, Ojczyzna” – wyjaśnia Mariusz Schwarz. Stowarzyszenie tworzą nie tylko starsi mężczyźni, ale także młodzi, którzy dopiero wkroczyli w dorosłość. – Na przystąpienie do nas czekają także młodsi chłopcy, którzy nie mogą jeszcze tego zrobić z racji wieku. Aktualnie jest w naszej grupie 10 stale jeżdżących ułanów oraz kilku takich, którzy jeżdżą z nami, kiedy tylko pozwala im na to czas – tłumaczy Janusz Walaszek. Mariusz Schwarz dodaje: – Jedną z fundamentalnych zasad naszej organizacji jest przyjaźń i braterstwo, a w naszym działaniu na pierwszym planie stawiana jest rodzina, praca zawodowa, obowiązki szkolne, a dopiero później praca na rzecz oddziału, która scala go, dając mu stabilność, równowagę i harmonię.

    Zwyciężyli i zyskali patronkę

    Historię 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich ze Lwowa musi poznać każdy, kto chce założyć mundur tej jednostki. – Po wojnie województwo lubuskie stało się domem dla wielu Polaków, którzy przesiedlali się z Kresów, a to właśnie tam stacjonował 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich. Oprócz tego Jazłowiacy zasłynęli jako jeden z bardziej bitnych i zasłużonych pułków kawalerii w historii II RP. Zarówno w 1920 r., kiedy na II RP nadciągała bolszewicka inwazja, jak i w kampanii wrześniowej, gdy toczyła boje z niemieckimi wojskami prącymi w stronę Warszawy. Jako jedyni zostali dwukrotnie odznaczeni orderem Virtuti Militari – przypomina Janusz Walaszek. Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii 14. pułku była bitwa pod Jazłowcem, w której ułani odparli oddziały ukraińskie. – Najeźdźców było podobno trzykrotnie więcej, ale szarża polskich ułanów była tak potężna i odważna, że zostali oni rozgromieni i bitwa zakończyła się wspaniałym zwycięstwem. Natarcie Ułanów Jazłowieckich z 1919 roku porównywano do tego spod Somosierry – wyjaśnia Mariusz Schwarz. – Dzięki zwycięstwu ocalili także klasztor niepokalanek. Siostry w podzięce uszyły sztandar pułku, a Najświętsza Maryja Panna Jazłowiecka stała się patronką lwowskich ułanów. Gdy grupa ułanów weszła do klasztornej kaplicy, jeden z nich, patrząc na figurę Białej Pani, głośno zawołał: „To Ona”. Zaskoczone siostry zapytały, co oznacza ten okrzyk. I tak w kronice jazłowieckiej pod datą 11 lipca 1919 roku zapisano: „Jeden z ułanów, Władysław Nowacki, miał w czasie bitwy widzenie, zobaczył Najświętszą Maryję Pannę, która w obłoku jasności szła od klasztoru w stronę umierającego na polu ułana plutonowego Sekuły”. Siostry prosiły, aby napisał to, co widział, bo to bardzo ważne wydarzenie dla historii cudownej figury Białej Pani. I tak powstał krótki, żołnierski raport: „Powoli ścichło wszystko. Z dala dochodziły pojedyncze strzały i okrzyki. Spokój wracał po bitwie na ziemię. I jasność się wówczas jakaś podniosła z murów klasztoru i ku żołnierzykowi szła przez łan. A w jasności tej stąpała Przenajświętsza Panienka, ku ułanowi zmierzając, by obrońcy swemu powieki zamknąć na sen wieczny. I za dotknięciem rączki świętej… wydał się ułan jakby ze złota ulany. I stąd to lampas nasz żółty jest i proporczyk żółty, i nie może być inny. I dał Pan nad Pany w nagrodę za trud złożony pomyślne pułkowi naszemu zwycięstwo i obronę Jazłowieckej Panienki. Dał pierwsze chlubne zwycięstwo w granicy rodzonej i w Boga obronie”. Porucznik Władysław Nowacki, który napisał relację, jest też autorem hymnu Ułanów Jazłowieckich, który był modlitwą poranną i wieczorną żołnierzy. Oto jego fragment: „Szczęście i spokój daj tej ziemi, Pani,/ Co krwią spłynęła wśród wojen, pożogi,/ Do Cię swe modły zanosim, ułani,/ Odwróć, ach odwróć, o odwróć los srogi./ I by radosną była jako uśmiech dziecka,/ Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka”.

    Podziękował wzruszony staruszek

    Lubuski Oddział Kawalerii na co dzień działa przy Ośrodku Jeździeckim „Master” w Lubniewicach. Tam też w soboty i niedziele odbywają się treningi. – Poza tym jesteśmy wszędzie tam, gdzie zostaniemy zaproszeni. Kolejny rok z rzędu byliśmy obecni na obchodach Święta Niepodległości w Gorzowie Wielkopolskim. Uczestniczyliśmy także w zeszłorocznych obchodach Dni Twierdzy Kostrzyn czy w święcie 17. Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu – opowiada dowódca i kontynuuje: – Robimy to z pasji. Zresztą, bardzo drogiej, bo nie czerpiemy ze stowarzyszenia żadnych zysków, a koszty umundurowania są naprawdę duże. Dlatego w zamian za naszą obecność i pokazy gospodarze imprez odwdzięczają się elementami wyposażenia, które zawsze są potrzebne – czy to siodłem, czy to lancą. Mimo wszystko nie rezygnujemy i nie tracimy chęci do kultywowania naszej pasji. To naprawdę ogromna satysfakcja – widzieć, jak ludzie przychodzą, patrzą na nas i sami pytają o historię, jaka stoi za barwami, których tradycję przypominamy. To właśnie dla satysfakcji i wzbudzenia zainteresowania historią pasjonaci robią to, co robią. – Pamiętam, jak po jednym z pierwszych pokazów, które organizowaliśmy, podszedł do mnie wzruszony staruszek i podziękował za to, co robimy, ponieważ nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Innym razem młoda kobieta z pełnym entuzjazmem zaczęła opowiadać o tym, że jej dziadek też był ułanem i nasz pokaz zmotywował ją do przejrzenia rodzinnych pamiątek. Równie pamiętnym wydarzeniem była wizyta na cmentarzu Orląt Lwowskich, który zwiedzaliśmy, podróżując szlakiem tradycji 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich dwa lata temu – wspomina pan Janusz i dodaje na koniec: – Bycie w stowarzyszeniu nie zmienia drastycznie życia, to nie jedno z tych hobby, dla których trzeba poświęcić się bez opamiętania, ale na pewno uczy wielu rzeczy, które przydają się w życiu. Przede wszystkim pokory i szacunku. Nie tylko do innych ludzi, ale także do tradycji czy munduru. Każdy zaczyna przykładać większą wagę do schludności ubioru, do zachowania i do tego, co sobą reprezentuje. W końcu staramy się być wzorem, a to duża odpowiedzialność. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół