• facebook
  • rss
  • Śpiew wzmocni ducha

    dodane 24.11.2016 00:00

    - Nie śpiewam dla siebie, ale dla Jezusa. Msza św. ze śpiewem jest jakby bardziej kolorowa - przekonuje 11-letnia Amelia.

    A co mówią inne dzieci? – Bardzo podoba mi się na scholi. Lubię śpiewać na Mszy św. i chwalić Pana Boga – mówi Milena (10 lat). – Tutaj jest fajna atmosfera. Lubię tu przychodzić – zapewnia Hania (10 lat), a Ola (11 lat) dodaje: – Śpiewanie to taka jakby podwójna modlitwa.

    Pomóc rozwinąć skrzydła

    Obecna schola przy parafii pw. św. Marcina w Świdnicy k. Zielonej Góry istnieje od 2012 roku. Inicjatorem jej założenia był miejscowy proboszcz, ks. Robert Tomalka. Zajęcia odbywają się w soboty od godziny 10 i trwają do południa. – Mamy bardzo dużo pracy i często brakuje nam czasu, żeby przygotować śpiewy na niedzielną Mszę. Zajęcia zaczynamy od rozgrzewki, czyli ćwiczeń oddechowych i na dykcję. Potem przygotowujemy śpiew na Eucharystię, a jak zostanie trochę czasu, uczymy się nowych piosenek. Na koniec przychodzi ksiądz ze słodyczami i przeszkadza prowadzącym – śmieje się Aneta Wadecka, opiekunka scholi. Na scholę przychodzi 25 dzieciaków. – Czasami na próbach zapominają o problemach życia codziennego, bo ktoś poświęca im czas, ktoś ich wysłucha, ktoś im pomoże wyjść ze skorupki. Kiedy zaczynaliśmy czytać modlitwę wiernych na Mszy św., było tylko kilku chętnych, tych lepiej się uczących i bardziej otwartych. Teraz tylko dwie osoby się wstydzą. Po prostu dzieci uwierzyły w swoje możliwości. Ważne, żeby chciały spróbować, a to już połowa sukcesu, reszta należy do prowadzących. Dzieciom trzeba pomóc rozwinąć skrzydła – tłumaczy Aneta Wadecka.

    Byłam dumna z dzieci

    Schola śpiewa na niedzielnej Eucharystii w samo południe. – Na tej Mszy jest bardzo dużo rodzin z dziećmi. Śpiewamy również na Pasterce, Wigilii Paschalnej i na odpuście. Parafianie bardzo dobrze nas odbierają. Słyszymy, że niektórzy specjalnie przychodzą akurat w południe, bo schola tak pięknie śpiewa. A jak nas nie ma, to od razu są pytania: „Co się stało?”. Jesteśmy zauważani na Mszy i to motywuje nas do pracy. Teraz nie tylko śpiewamy, ale również prowadzimy modlitwę wiernych, czytamy czytania, śpiewamy psalmy i aklamację – wyjaśnia Aneta Wadecka i dodaje: – Byłam bardzo dumna z dzieci w październiku, kiedy prowadziły w piątki Różaniec. Przychodziły i czytały rozważania oraz prowadziły modlitwę. Widać, jak rozwijają się duchowo. Kiedy inne dzieci poszły na Halloween, to nasze scholkowe były na Mszy i Różańcu, który same przygotowały. Było pięknie, a ja cieszyłam się, że wybrały Boga, a nie święto upiorów. Schola to jednak nie tylko śpiewanie. Na ostatnich zajęciach dzieci robiły kartki świąteczne dla zaprzyjaźnionych sióstr zakonnych. – Zabawa była przednia. Zrobiliśmy również olbrzymi różaniec z serc na dekorację kościoła. Padła propozycja, żeby po kolejnych zajęciach zrobić kartki i rozprowadzać je w kościele. Czemu nie? Spróbujemy! – uśmiecha się opiekunka scholi. – W lipcu ksiądz zabrał wszystkie chętne dzieci i trzy rodziny na wakacyjny odpoczynek do Krynicy-Zdroju. Był czas nie tylko na rozrywkę, poruszaliśmy też wiele trudnych tematów związanych z naszą religią. Najmłodsi bardzo chłoną wiedzę. Naprawdę było wspaniale, zintegrowaliśmy się i dzieci teraz całkiem inaczej współpracują ze sobą. Moim marzeniem jest zaangażowanie rodziców w życie scholi. Dzieci będą dumne, kiedy ich rodzice włączą się w pracę naszej wspólnoty parafialnej. Każda osoba chcąca pomóc jest mile widziana. Można chociażby wspólnie z dziećmi posługiwać na Mszy, np. czytając modlitwę wiernych czy niosąc dary – dodaje.

    Śpiewamy całą rodziną

    Pierwsi rodzice już są! Na gitarze gra tu Monika Patryn, która do scholi trafiła za swoimi dziećmi. – To one miały śpiewać, a gdy okazało się, że przyda się ktoś grający, to wyciągnęłam swoją starą gitarę i tak już zostałam – uśmiecha się pani Monika. – Schola daje mi poczucie bycia we wspólnocie. Czuję się potrzebna i mam swój osobisty wkład w niedzielną Mszę św. Dzięki temu zaangażowaniu nie jestem tylko biernym słuchaczem, ale głębiej przeżywam liturgię. Choć czasem trudno skupić się na modlitwie, gdy trzeba zapanować nad dziećmi – dodaje. Pani Monika zachęca do dzielenia się talentami, które otrzymaliśmy od Boga. – Poprzez udział w scholi mam poczucie, że mój, chociaż nie jest jakiś wybitny, to jednak nie został zmarnowany, lecz służy budowaniu Kościoła i wspólnoty. Poza tym moje dzieci dzięki temu chętniej chodzą do kościoła. Najlepiej widać to podczas uroczystości i świąt. Dają wtedy z siebie wszystko, śpiewając nawet w nocy podczas Pasterki. Pieśni ze scholi towarzyszą nam też poza kościołem, chociażby w samochodzie, na spacerze czy w domu. To jeszcze piękniejsze uwielbienie, kiedy możemy śpiewać całą rodziną – mówi pani Monika.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół