• facebook
  • rss
  • Tysiąc toreb dla Ukrainy

    dodane 22.12.2016 00:00

    – Widziałem te wszystkie dary i jestem w szoku. Spodziewałem się, że może być wiele, ale nie aż tyle! – mówił oblat brat Sebastian Jankowski, uśmiechając się od ucha do ucha.

    Chodzi o pomoc w ramach akcji Torba Charytatywna Caritas, która w tym roku odbyła się po raz drugi. – W tamtym roku było 200 toreb, a w tym 1000. Odzew jest niesamowity – cieszy się ks. Stanisław Podfigórny, dyrektor diecezjalnej Caritas. – Chęć pomocy, podzielenia się sobą – tak należy przyjąć i rozumieć odpowiedź naszych diecezjan w postaci wypełnionych toreb. W tym roku stały się one naszym konkretnym darem serca dla Polaków i Ukraińców cierpiących w wyniku wojny. Władze naszych miast i wsi, świeccy i duchowni, instytucje i firmy, gospodarstwa domowe, wierzący i niewierzący… To po prostu ludzie dobrej woli, ludzie o wrażliwym sercu, o twarzy dobrego Samarytanina. Wszystkim bardzo dziękujemy – dodaje. A jest za co dziękować. – W torbach jest wszystko, co przyda się na święta i do codziennego życia. Są produkty żywnościowe, środki czystości, pieluchy, bandaże, ubrania, bielizna, czapki, buty czy maskotki dla dzieci. Bus już pojechał na Ukrainę, ale będzie musiał jechać jeszcze raz, bo jest aż tyle darów – tłumaczy Leszek Masklak, koordynator akcji.

    Ważny jest człowiek

    Biskup, prezydent, urzędnicy, przedsiębiorcy, dziennikarze, uczniowie i wielu, wielu ludzi postanowili w tym roku zrobić Torbę Charytatywną Caritas. – Bardzo lubimy pomagać. Wystarczyło jedno hasło: „Zbieramy dary dla Ukrainy” i już tydzień później pojawiły się rzeczy. Chcieliśmy na początku zebrać tylko dwie paczki, a udało się siedem – wyjaśnia Daria Werykowicz, opiekunka 30. Zielonogórskiej Gromady Zuchowej „Mieszkanki Zaczarowanego Ogrodu”. – Ja przyniosłam makaron, napoje, pastę do zębów i jeszcze inne rzeczy. Bardzo lubię sprawiać innym radość – dodaje zuchenka Klara Dróbka. Pomoc z Zielonej Góry trafi przede wszystkim do 500 ubogich i bezdomnych, którzy są pod opieką Caritas Spes. Oto historia jednej z rodzin: „Państwo Lużencowie mieszkają ok. 12 km od Obuchowa k. Kijowa. Jest to rodzina wielodzietna (8 dzieci). Żyją bardzo biednie, rodzice mają problem, aby znaleźć stałą pracę. Mieszkają w małym domku jeszcze niewykończonym. Na ścianach wewnątrz nie ma tynku. Są to bardzo dobrzy ludzie. Chłopcy są ministrantami i często z braku pieniędzy na transport do kościoła idą na piechotę. Rodzina ledwo wiąże koniec z końcem, ale mimo trudności życiowych nie poddaje się”. Takich opowieści jest znacznie więcej. – Paczki trafią nie tylko do katolików, ale także do prawosławnych i protestantów. Dla mnie nie jest ważne, kto jakiego jest wyznania, ale ważny jest człowiek. Na Ukrainie wiele ludzi żyje w biedzie. Są albo bardzo bogaci, albo bardzo biedni. Nie ma klasy średniej. Nawet jak masz pracę, ledwo wiążesz koniec z końcem, bo ciężko przeżyć za 1800 hrywien na miesiąc! To 300 zł. Dlatego coraz więcej Ukraińców ucieka za granicę, bo nie widzą tam dla siebie możliwości życia – opowiada brat Sebastian.

    Treściwa zupa i śpiący Misza

    To właśnie na Ukrainie z ubogimi i bezdomnymi od sześciu lat pracuje brat Sebastian Jankowski. Zakonnik jest związany z naszą diecezją. Wprawdzie urodził się w miejscowości Miastko niedaleko Słupska, ale po śmierci mamy w 1992 roku zamieszkał z jej siostrą w Krośnie Odrzańskim. – Siedem lat później wstąpiłem do oblatów. Najpierw postulat w Kodniu, potem nowicjat na Świętym Krzyżu, juniorat w Markowicach, cztery lata w domu prowincjalnym w Poznaniu i wreszcie śluby wieczyste ponownie w Kodniu – wyjaśnia br. Sebastian i kontynuuje: – Dwanaście lat temu pojechałem na Ukrainę. Tam trzy lata pracowałem w Opatowie na Krymie, potem w Krzywym Rogu, czyli najdłuższym mieście w Europie. Potem zostałem skierowany do Sławatycza, 40 km od Czarnobyla, a od sześciu lat pracuję w Kijowie. Najpierw posługiwałem przy parafii i współpracowałem z siostrami Matki Teresy z Kalkuty, aż w końcu zostałem skierowany do pracy w Caritas Spes. Wtedy zacząłem pracować z bezdomnymi. Zaczęło się od kanapek i herbaty rozdawanej na dworcu. Najpierw dla 10–15 osób, ale z czasem ludzi przybywało i nie byliśmy w stanie tylu kanapek przygotować. Inspiracją do pójścia krok dalej była wolontariuszka. – Przyszła kobieta, która powiedziała, że będzie dla nas gotować zupę dla bezdomnych. Robiła to u siebie w bloku na trzecim piętrze. W dzień pracowała, a w nocy gotowała 50 litrów zupy i nie chciała za to żadnych pieniędzy. Nawet składniki na zupę sama kupowała! – opowiada brat i dodaje: – Trzeba było jednak wymyślić coś innego, bo ta pani miała swoje lata i była schorowana. To było już dla niej bardzo męczące. Tym bardziej że ludzi zaczęło przybywać, bo ta zupa była naprawdę smaczna, z mięsem i ziemniakami. Obecnie posiłki są przygotowywane w klasztorze Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obuchowie koło Kijowa. Za każdym razem jest to przynajmniej 150 litrów zupy, 25 litrów kompotu, 50 bochenków chleba. – To wszystko rozwozimy po ulicach Kijowa dwa razy w tygodniu. Tam mamy sześć punktów, gdzie ludzie się zbierają i wiedzą, o której przyjedziemy. Zabieramy ze sobą także lekarstwa i opatrunki, bo się przydają – tłumaczy brat. – W tym wszystkim jedzenie nie jest najważniejsze. Osoby, które do nas przychodzą, chcą bardziej bliskości, żeby po prostu z nimi porozmawiać i być przy nich. Niektórzy mówią wprost, że jedzenie znaleźliby sobie w śmietniku, ale przychodzą tu, bo my przyjeżdżamy. Naprawdę oni są za to wdzięczni. Przychodzą też ludzie ubodzy, których nie stać na ugotowanie sobie obiadu. Chodzą do nas ze słoikami – dodaje. Brat Sebastian już myśli o wigilii dla bezdomnych. Oczywiście będzie ona dwa tygodnie później, bo większość mieszkańców Kijowa to osoby prawosławne. – Na taką wieczerzę przychodzi nawet 600 osób. Natomiast w lipcu organizujemy wypoczynek z Bogiem, ale liczba chętnych przekracza możliwości organizacyjne. Na tę chwilę uczestniczy w nich ok. 50 bezdomnych. Często usłyszeć można potem świadectwa. 40-letni Misza podczas wyjazdu często nie przychodził na posiłki, tylko spał. Potem wyznał, że od 19 lat nie spał w łóżku – mówi zakonnik.

    Wolontariat po pracy i nawrócenie Igora

    W całym dziele pomaga grupa wolontariuszy. W tej chwili jest ich 15, są wśród nich katolicy i prawosławni. Są studenci, osoby pracujące oraz bezdomni. – Dla wielu z nich to prawdziwe poświęcenie. Osoby pracujące przychodzą nam pomagać prosto po robocie. Kijów ma prawie 3 mln mieszkańców i nasze posiłki rozwozimy od godz. 17 do 22. I taki człowiek o godz. 23 wraca do domu, a potem wstaje o piątej czy szóstej i idzie znowu do pracy. Piękne jest też to, że sami bezdomni w to się włączyli. Są zadowoleni, że mogą ubrać fartuch z napisem „Caritas” i rozdawać jedzenie. Naprawdę pomaganie sprawia im radość – przyznaje brat Sebastian. Zakonnik cieszy się, że wolontariuszy jest coraz więcej. Do grupy przyłączyli się ostatnio lekarze z jednej z klinik i zaoferowali darmowe leczenie dzieci oraz pomoc medyczną dla bezdomnych. Wolontariusze są na wagę złota, bo w Kijowie jest ponad 10 tys. bezdomnych. Co gorsza, ich liczba wcale nie maleje. – Sytuacja ludzi pogorszyła się szczególnie po wybuchu konfliktu z Rosją. Najgorsze jest to, że nie ma żadnej noclegowni państwowej. Część bezdomnych może znaleźć schronienie u sióstr od Matki Teresy z Kalkuty. Misjonarze Wincentego à Paulo otworzyli niedawno tymczasową ogrzewalnię, gdzie ludzie mogą spać na podłodze. Dostałem wykładzinę, to im zawiozę, aby nie musieli spać na gołej ziemi – wyjaśnia brat. Dla oblata ważne jest nie tylko to, że ludzie bezdomni mogą się najeść. Dzięki pomocy wielu osób dobrej woli odnajdują coś więcej niż tylko miskę strawy. – Jest wiele przypadków nawróceń. 43-letni Igor wychowywał się w domu dziecka, po rozpadzie swego małżeństwa żyje jako bezdomny. Spotkałem się z nim sześć lat temu u sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Przychodził tam jeść, a potem nieraz zostawał i pomagał siostrom. Czuł się dowartościowany. W końcu powiedziałem mu o pomyśle zanoszenia kanapek na dworzec. Chodził ze mną i pokazywał potrzebujących. Igor przystąpił do sakramentów, praktykuje i uczęszcza na katechezy – opowiada brat Sebastian.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół