• facebook
  • rss
  • Chodzi o świadectwo w codzienności

    dodane 05.01.2017 00:00

    Franciszkanin konwentualny o. Stanisław Glista o pierwszej kolędzie, o katolikach w Uzbekistanie, o codziennej ewangelizacji i postanowieniach noworocznych.

    Krzysztof Król: Od pół roku posługuje Ojciec w parafii pw. św. Franciszka w Zielonej Górze. Już czuje się Ojciec jak u siebie?

    O. Stanisław Glista: Tak, choć wciąż poznaję parafię. W Polsce do tej pory bardziej pracowałem na wschodzie Polski. Zachód naszego kraju jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Uczę się ludzi, ich problemów, ich spojrzenia na wiele spraw, także na Kościół, na parafię i na zaangażowanie w życie wspólnoty. Tak więc dla mnie to wszystko nowość, ale bardzo ciekawa, bo to zawsze nowe wyzwanie. Uważam, że takie zamiany są bardzo rozwojowe. To poszerza horyzonty, a przy tym człowiek uczy się pokory i poznaje bardzo ciekawych ludzi. Już nie mogę doczekać się kolędy, żeby jeszcze bardziej poznać parafian i pogadać o duszpasterstwie, o problemach, które przeżywa rodzina, o oczekiwaniach wobec parafii, a także o tym, czego im brakuje albo denerwuje. Bardzo zależy mi na tym, aby każdy poczuł się w parafii jak w domu – nie tylko znalazł miejsce w ławce, ale we wspólnocie. To przecież miejsca naszego zbawiania się.

    Ostatnie cztery lata spędził Ojciec jednak nie w Polsce, ale w Uzbekistanie. Co to doświadczenie wniosło w kapłańskie życie?

    To niezwykle ciekawe doświadczenie Kościoła. W całym Uzbekistanie, gdzie jest ponad 35 mln ludności, jak jest 600 katolików to wszystko. To jest o tyle ciekawe, że tamtejsi katolicy to takie maleńkie ziarenko piasku w morzu islamu, który jest większością, choć oczywiście jest też prawosławie. Katolicy to taka maleńka cząstka, która stara się pielęgnować i rozwijać swoją wiarę. To są ludzie, którzy tak naprawdę poznają chrześcijaństwo i uczą się wszystkiego od podstaw. My otrzymujemy te podstawy w rodzinie, szkole czy środowisku, a tam tego nie ma wcale. W ich szkole o chrześcijaństwie mówi się przecież tylko w kontekście wypraw krzyżowych. Pokazanie, czym naprawdę jest chrześcijaństwo, to najważniejsze wyzwanie dla tamtej wspólnoty. Oczywiście nie brakuje problemów, bo państwo jest dość policyjne. Wiarę można praktykować w obrębie zarejestrowanego Kościoła. Pojawienie się z Pismem Świętym na ulicy to bardzo poważny problem. Można dostać za to mandat, którego wysokość jest wielokrotnością miesięcznej płacy. W Uzbekistanie ludzie sami muszą przyjść do kościoła – nam nie wolno niczego robić poza świątynią. Tam jest to zakazane przez państwo.

    A czego moglibyśmy się nauczyć od wierzących w Uzbekistanie?

    Walki o swoją wiarę, bo tam nic im nie pomaga w tym, żeby tę wiarę pielęgnować i rozwijać ją. Jeżeli człowiek sam o to nie powalczy i sam nie jest do tego przekonany, to nic z tego nie będzie.

    „Idźcie i głoście” to hasło tego roku duszpasterskiego – łatwo powiedzieć, ale trudniej wcielić w życie…

    O tak! Wszystko zależy od tego, na ile człowiek ma osobistą relację z Jezusem. Jak bardzo jest świadomy tego, kim jest, co otrzymał od Boga i na ile czuje się dzieckiem Boga. Bo jeśli będzie to poważnie i świadomie przeżywał, to znajdzie i poczuje powołanie, że jego wiara jest nie tylko dla niego samego. Bo jeśli rodzi się we mnie Chrystus, to nie po to, żeby tam sobie „siedział”, tylko ma „rodzić się” w moich czynach. I naprawdę widać Boga w moich czynach i moim życiu. Oczywiście wszystkie akcje ewangelizacyjne są potrzebne, ale najważniejsze dzieje się w zwyczajnej codzienności. Bo jeśli człowiek przychodzi codziennie do Jezusa, a w domu jest wredny i ze wszystkimi skłócony, to żebym nie wiem jak składał ręce w kościele, to to nie będzie żadne świadectwo.

    Co więc ma robić chrześcijanin na początku roku?

    Jak to co ma robić? Ma się uświęcać! Prosta sprawa. Nowy rok to data umowna. Myślimy często, że nowy rok to magiczna data i minutę po północy wszystko się zmieni. Życie idzie swoim rytmem i człowiek musi cały czas nad sobą pracować. Jak człowiek cały czas stara się rozwijać duchowo, pracować nad sobą, weryfikować to przez rachunek sumienia i poprzez spowiedź, słuchać słowa Bożego, to Pan Bóg zawsze będzie mu coś podpowiadał. Robienie sobie takich noworocznych postanowień jest bardzo niebezpieczne. Potem najczęściej nie udaje się ich zrealizować i mamy żal do siebie, i jesteśmy zfrustrowani. Nie róbmy tego! Pytajmy Boga, co zrobić dzisiaj! A w Nowy Rok podziękujmy Bogu za miniony czas i powierzmy to, co przed nami. Z nadzieją i ufnością idźmy do przodu, bo Panem historii jest Bóg, a my wędrujmy do Niego odważnie jak Trzej Królowie. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół