• facebook
  • rss
  • Kościół to całe moje życie

    dodane 12.01.2017 00:00

    – Co jest dla mnie najważniejsze w życiu? Wiara! Po prostu – mówi Anastazja Kondarewicz z Białkowa k. Cybinki, która od ponad pół wieku służy parafii.

    Pani Anastazja pokazuje list od bp. Tadeusza Lityńskiego, który dostała na 50-lecie służby miejscowemu Kościołowi, a w nim m.in. takie zdanie: „Od 15. roku życia wspierała Pani inicjatywy duszpasterskie poszczególnych proboszczów przygotowujących dzieci do Wczesnej Komunii św., katechizując, angażując się jako zelatorka w grupie Żywego Różańca i Straży Honorowej, troszcząc się o kościół w Białkowie jako wieloletnia kościelna. Jestem Pani szczególnie wdzięczny za inicjatywę modlitwy w intencji powołań kapłańskich i zakonnych, gdyż i w naszych czasach żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Niech ta inicjatywa nigdy nie zgaśnie”. Podziękowali też sami mieszkańcy Białkowa i na okolicznościowej tablicy wygrawerowane jest: „Podziękowanie dla Anastazji Kondarewicz za 50-letnią pracę na rzecz parafii i dobra wiernych oraz zaangażowanie w sprawy Kościoła i bezinteresowną służbę w Domu Bożym”. – Na 50-leciu życzyli mi 100 lat. Ja mówię: „Matko Święta, gdzie ja 100 wyciągnę” – śmieje się mieszkanka Białkowa.

    Lubiłam uczyć katechezy

    Pani Anastazja ma swoje korzenie na Polesiu. – Mama jest z Podosia, to niedaleko Berezy. Rodzice chodzili do kościoła w Siechniewiczach, gdzie była parafia. To właśnie stamtąd mama przywiozła sztandar ze św. Stanisławem Kostką, który do dziś jest używany – wyjaśnia pani Anastazja. Jej mama z Kresów przywiozła wiele tradycji, ale przede wszystkim wiarę, którą przekazała swoim dzieciom. – Mój brat poszedł do seminarium w Paradyżu, ale księdzem nie został, bo zginął w wypadku samochodowym na pierwszym roku, w 1973 r. – tłumaczy pani Anastazja. – Ja zaczęłam służyć przy kościele w wieku 15 lat. Wtedy należeliśmy jeszcze do parafii w Cybince. Były nas trzy koleżanki i zaczęło się od pomocy w przygotowaniu Bożego Ciała, przygotowaniu dzieci do Pierwszej Komunii Świętej i wszelkich uroczystościach. A jak już tu była parafia, to wszystko się robiło. Mama była gospodynią na parafii, a ja katechizowałam wśród maluchów od 1 do 3 klasy. Zrobiłam też kurs przygotowawczy w parafii Ducha Świętego w Zielonej Górze. Uczyłam religii 23 lata i bardzo to lubiłam. Wtedy dzieci naprawdę bardzo słuchały, gdy mówiło się o Panu Jezusie.

    Z papieżem ręka w rękę

    Ważnym wydarzeniem w kwietniu 1989 r., był wyjazd do Rzymu. Wtedy to 700-osobowa grupa diecezjan, na czele z bp. Józefem Michalikiem i bp. Pawłem Sochą, zawiozła koronę dla Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej, aby poświęcił ją papież Jan Paweł II. W delegacji do Watykanu była też pani Anastazja. – Pojechały dwie osoby z każdego dekanatu – opowiada kościelna. – Przed audiencją z Ojcem Świętym śp. ks. Wojciech Krajenta zapytał: „Kto pójdzie do Ojca Świętego z chlebem w darach?”. Nikt się nie zgłaszał. Ja się wyrwałam w końcu i mówię: „Ja pójdę!”. Chwilę później przyszła refleksja: „Matko Boża! Toż to nie Białków, Cybinka, ale Rzym! Gdzież ja z motyką na słońce!”. Ale chwilę później pomyślałam: „Wola Boża!”. W kaplicy było 13 grup. Wszyscy myśleli, że papież wyjdzie drugimi drzwiami, a on wyszedł tymi obok nas. Stanął ręka w rękę obok mnie. Ja trzymam ten chleb, a papież obok mnie. Łzy leciały mi po policzkach. Święty Jan Paweł II to dla mnie bardzo ważna osoba. Jego relikwie są w ołtarzu głównym naszego kościoła obok relikwii patrona naszej parafii św. Andrzeja Boboli – dodaje.

    Przy sercu Pana Jezusa

    Pani Anastazja do dziś zajmuje się zakrystią. To ona wszystkim przypomina o zbliżającej się Eucharystii. – W niedzielę pierwsza Msza jest na 7.30 i ja już jestem o godz. 6.30 w kościele. Teraz, jak jest chłodno, to trzeba włączyć piece, zadzwonić na Mszę, a o 7.00 zaczynam śpiewać godzinki. W niedzielę przed Sumą rozpoczynam też Koronkę do Miłosierdzia Bożego – tłumaczy kościelna. Białkowianka należy do Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa. Celem członków wspólnoty jest wynagradzanie modlitwą za grzechy własne i świata. – Modlimy się w domu, ale też spotykamy się każdy pierwszy piątek miesiąca – mamy wtedy godzinną adorację Najświętszego Sakramentu, a później uczestniczymy we Mszy św. – wyjaśnia. I dodaje: – Straż honorowa to tradycja jeszcze z Polesia. Jak odchodziła matka, to przechodziło to na córkę. Tak było i jest także z Żywym Różańcem. Mieszkanka Białkowa w 2010 roku otrzymała odznaczenie Zasłużony dla Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. To wyróżnienie od biskupa diecezjalnego dla świeckich szczególnie zaangażowanych w życie Kościoła. – To miłe, że ktoś docenił moją pracę. Ja to robię na chwałę Bożą. Kościół to całe moje życie. Jak jest chrzest, ślub czy pogrzeb, to ja przy tym jestem. Mam już ósmego proboszcza – śmieje się.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół