• facebook
  • rss
  • Jestem szczęściarą

    dodane 09.02.2017 00:00

    Z Adrianną Borek rozmawia Krzysztof Król.

    Krzysztof Król: Dlaczego zgodziłaś się pisać felietony do „Gościa Niedzielnego”? O czym chciałabyś pisać?

    Adrianna Borek: Żeby odpocząć od kabaretu! (śmiech) A tak poważnie, to ucieszyłam się i jednocześnie przeraziłam z powodu tej szalonej propozycji. Zastanawiałam się, co tak niepoważna dziewczyna jak ja mogłaby mądrego napisać dla „Gościa”! (śmiech) Pomyślałam, że może to być fajna przygoda, a jednocześnie rozwój i… zaryzykowałam. A o czym chciałabym pisać? Hm... Skoro na co dzień zajmuję się rozśmieszaniem, to może... o radości.

    To niejedyne Twoje nowe wyzwanie. Byłaś zaangażowana też w ŚDM w Krakowie…

    Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie miałam przyjemność prowadzić niedzielny poranek przed główną Mszą św. Posłania z udziałem papieża Franciszka w Brzegach.

    A jak się tam znalazłaś?

    Mój znajomy, który jest konferansjerem w Lednicy, dostał propozycję z Krakowa, żeby poprowadzić coś takiego na ŚDM. Zapytał mnie, co ja o tym myślę i czy ma się zgodzić. Powiedziałam wtedy: „Chłopie, to jest szansa jedna na milion, nie ma się nad czym zastanawiać!”. Dwa dni później zadzwonił znowu i mówi: „Oni mi powiedzieli, żebym dobrał sobie jakąś fajną dziewczynę. I od razu zgłosiłem Ciebie!”. A ja mówię: „O nie, nie! Ja się nie nadaję”. Ale co miałam zrobić, jak powiedział mi: „Kobieto, to jest szansa jedna na milion!”.

    Co ŚDM wniosło w Twoje życie?

    Trudno opisać to doświadczenie w kilku zdaniach. Było idealnie, bo byliśmy tam dla Pana Boga i dla siebie nawzajem. Było to dla mnie wspaniałe doświadczenie młodości, pokoju i miłości. Tam naprawdę czuło się, że wszyscy jesteśmy jednością. Takiego uczucia nie miałam jeszcze nigdy. To nie było tylko moje wrażenie i uczestników ŚDM, ale też samych krakowian. Nawet słyszałam, jak jedna pani mówiła do drugiej: „Wiesz co, Bożenka, ja bym chciała, żeby Światowe Dni Młodzieży nigdy się nie kończyły. Bo tutaj jest taka radość, aż chce mi się wyjść i na to patrzeć!”.

    Czy nie za mało jest tej radości w ludziach wierzących?

    Chrześcijaństwo jest dla mnie dobrą nowiną, radosną nowiną. Jeśli nie będzie w nas radości serca, to nie będzie miało nas co wyrywać do działania, do głoszenia innym tej nowiny. Prawdziwa i autentyczna radość wyrywa z marazmu i wtedy nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Musimy w sobie tę radość pielęgnować, znajdując czas dla Boga, ale też dla ludzi. Jedno i drugie jest bardzo ważne.

    A wiara jest dla Ciebie ważna?

    Kieruję się tym, czego uczyła mnie mama: codziennie oddawać wszystko Bogu. Jestem szczęściarą, że urodziłam się chrześcijanką i katoliczką. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół