• facebook
  • rss
  • W tej ciszy przemawia Bóg

    dodane 23.02.2017 00:00

    Za chwilę posypiemy głowę popiołem. Nie jest to jednak zachęta, aby stać w miejscu i użalać się nad swoim losem. To szczególne zaproszenie dla człowieka, aby o poranku spotkać się ze Zmartwychwstałym.

    Trwają intensywne przygotowania do Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która odbędzie się w piątek 7 kwietnia przed Niedzielą Palmową. Co to takiego? – Najprościej mówiąc, to możliwość spotkania z Bogiem. Skierowana przede wszystkim w swojej duchowości do mężczyzn, ale jak pokazał ubiegły rok, trafia też do kobiet – tłumaczy Sebastian Maślanka, jeden z liderów rejonu Zielona Góra.

    Coraz więcej tras

    W zeszłym roku EDK odbyła się w naszej diecezji po raz pierwszy. Jedyną zarejestrowaną trasą była wtedy ta z Zielonej Góry do Świebodzina. Wszystkich zaskoczyła liczba chętnych do pokonania 44 kilometrów. – Najpierw ustawiliśmy zapisy na 100 osób, ale po kilku dniach przesunęliśmy je już na 200, a potem na 300. W końcu zgłosiło się 350 osób, a potwierdzonych świadectw ukończenia zebraliśmy 286. Oczywiście w ogóle tego się nie spodziewaliśmy. Taka liczba uczestników pokazała tylko, że jest potrzeba takiej formy pobożności – zauważa Sebastian Maślanka. Liderzy zielonogórskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej proponują w tym roku dwie trasy. – Dlaczego? Tak jak życie każdego mężczyzny nieustannie się rozwija, tak też chcemy, aby zielonogórska EDK też się rozwijała. Mamy już kilka pomysłów na kolejne trasy, ale w tym roku zdecydowaliśmy, że będzie można pójść nie tylko do Świebodzina, ale też w drugą stronę, na południe na Górę św. Anny k. Głogowa. Do tamtejszej kaplicy już wiele, wiele lat temu udawali się indywidualni pokutnicy i chcemy wrócić do tej tradycji – wyjaśnia Sebastian. W naszej diecezji w tym roku będzie kilka tras. – Jeśli chodzi o naszą diecezję, to oprócz propozycji zielonogórskiej powstały też inne rejony. I tak pątnicy z Łagowa pójdą do Świebodzina, z Rokitna do Świebodzina, ze Świebodzina do Rokitna i z Gorzowa Wlkp. do Rokitna. Po raz drugi nocna Droga Krzyżowa wyruszy też z Sulęcina do Świebodzina. Tutaj EDK odbędzie się 7 kwietnia. Wyjątkiem jest rejon Nowa Sól, gdzie z uwagi na organizację Biegu do Pustego Grobu w Poniedziałek Wielkanocny pątnicy pójdą na Górę św. Anny i z powrotem już 10 marca. Dzięki temu każdy ma szansę znaleźć coś w swojej okolicy – zauważa Rafał Wojtkiewicz ze Świebodzina, koordynator diecezjalny EDK.

    Po prostu inny sposób

    Ale przejdźmy do rzeczy. Dwie najważniejsze zasady Ekstremalnej Drogi Krzyżowej to milczenie i odpowiedzialność. – Odpowiedzialność, bo decydując się na przejście, musisz liczyć na siebie, wyruszasz na własną odpowiedzialność. Podejmujesz ryzyko, musisz być przygotowany na to, co wydarzy się na trasie. Także na rezygnację w trakcie drogi. Na taką ewentualność przygotuj sobie transport powrotny. Milczenie, bo to właśnie w ciszy, w drodze jeszcze bardziej docierają do nas rozważania każdej ze stacji drogi krzyżowej. W tej ciszy przemawia Bóg. Wyjątkiem jest czytanie rozważań na każdej ze stacji – wyjaśnia Cezary Zalewski, jeden z liderów zielonogórskiego rejonu. Ekstremalna Droga Krzyżowa rozpoczyna się Mszą świętą i kończy zazwyczaj w jakimś miejscu o znaczeniu religijnym. – Na trasie zachowujemy szczególną ostrożność i przestrzegamy przepisów ruchu drogowego. Poruszamy się w małych grupach. Ważne jest też dobre przygotowanie do drogi czyli prowiant – jedzenie, gorące napoje, a także odpowiedni do pogody ubiór, wygodne, sprawdzone w dłuższej wędrówce buty, latarka. Nie zapominamy o rzeczach które zapewnią bezpieczeństwo – naładowany telefon, mapa, kamizelka odblaskowa. Warto przygotować się także fizycznie. Ponad 40 km to spore wyzwanie dla tych, którzy na co dzień stronią od aktywności fizycznej, dlatego na kilka tygodni przed EDK częściej wychodźcie na dłuższe spacery – zachęca Cezary. „Można przeżyć Drogę Krzyżową w kościele, siedząc w ławce i słuchając rozważań. Można na stojąco, siedząco, w samotności lub w tłumie ludzi zgromadzonych na tym nabożeństwie. Każdy sposób jest inny, nie ma lepszych czy gorszych” – piszą na stronie internetowej główni organizatorzy. – Tutaj to ekstremum jest po to, żeby poczuć zmęczenie, spotkać się z samym sobą i spotkać się z Bogiem – mówi Rafał Wojtkiewicz.

    Wyrusz w drogę

    Eliza Kamińska Sulechów – Na EDK postanowiłam wybrać się po raz pierwszy. Z jednej strony ciekawość, czy dam radę, ale z drugiej konkretna intencja. Nie było łatwo! Chęć wędrówki z każdym krokiem malała. Były momenty rezygnacji, ale miałam świadomość, jak bardzo cierpiał Jezus, idąc drogą krzyżową, nie mając w tym ani chwili wytchnienia. Zapomniałam o bólu i szłam z Nim... Największym wyzwaniem była cisza. Prawie 11 godzin wędrówki w milczeniu oddziaływało wewnętrzną walką, poznaniem pragnień serca, ale też i konkretnym zastanowieniem się nad swoim życiem. Doświadczenie tej formy rekolekcji pozwoliło mi inaczej spojrzeć na mękę Chrystusa. Teraz jestem pewna, że to właśnie Jego obecność dodawała mi sił. Ekstremalna Droga Krzyżowa to wspaniała inicjatywa godna polecenia. Spotkanie Jezusa, który czeka na nasze otwarte serca i głębsze poznanie tajemnicy wiary, to tylko początek... Wojciech Smykał Sulechów – Poszedłem zapewne z ciekawości, czy dam sobie radę w terenie w takich warunkach. Fizycznie było bardzo ciężko, ale dziś wiem, że było warto. Każdy czasami potrzebuje wyciszenia. Chwila refleksji nad własnym życiem oraz męką Pana dodawała siły na dalszą drogę. W perspektywie była cała noc na przemyślenia różnych tematów. Sama droga odsłoniła słabości ciała, których się nie spodziewałem. Po dotarciu do ostatniej stacji czułem wielką radość i satysfakcję, że dałem radę fizycznie i zdołałem donieść moje problemy oraz przemyślenia przed figurę Chrystusa Króla. Droga zmęczyła ciało, ale „naładowała akumulatory” do dalszego, mam nadzieje, lepszego życia. Gutek Dylawerski Gorzów Wlkp. – Przemówił do mnie sam pomysł takiego przeżycia Drogi Krzyżowej – noc, zimno, ciemno, droga przez nieznany las. Prawdziwy trud całonocnego marszu zmuszającego do odłożenia codziennych spraw i skupienia się tylko na tym, co mógł przeżywać Jezus, gdy szedł oddać życie za nas, za mnie. Potrzebowałem tak odmiennej, nieszablonowej formy aktywności w Kościele. Po zakończeniu drogi czułem się jakby lżejszy, bardziej pewny siebie, spokojniejszy, a każde wspomnienie drogi do dziś dodaje mi sił, żeby być lepszym, bardziej się starać, dawać więcej z siebie, mniej się przejmować i tak łatwo nie poddawać. Ten czas oddany Bogu był źródłem wielu zmian w moim życiu. Moje podejście do obowiązków jako męża, ojca, głowy rodziny czy współpracownika bardzo się zmieniło, i to uznaję za najlepsze owoce. Dlatego na kolejną edycję EDK też się wybieram i już… nie mogę się doczekać. Wyrusz w drogę Tomasz Roszyk Gorzów Wlkp. – Wyruszyłem w drogę pełen niepewności związanych z tym, czy podołam. Czy będzie to sukces czy porażka? Czy zmęczenie, samotność wynikająca z milczenia, noc, las nie staną się ciężarem nie do zniesienia? Okazało się coś innego. Zamiast zmagać się z trudnościami drogi, zmagałem się ze sprawami, które osiadły głęboko na dnie mojej duszy i stały się ciężarem. Oto rozwiązanie stało się jasne! Tej nocy Jezus dał mi do zrozumienia, że jest ze mną w każdej sytuacji. Pomaga nieść ciężar i mówi, że życie będzie trudne, nieraz niewygodne jak buty, które uciskają, ale On zawsze czeka. Wystarczy do Niego iść, a na końcu jest radość! Olga Jackiewicz Zielona Góra – Koło jedenastej stacji przyszedł ogromny kryzys. Wtedy nabawiłam się kontuzji, później okazało się, że to zapalenie ścięgna. Ból był ogromny, ale wiedziałam, że muszę iść dalej. Jezus ciągle mi towarzyszył, wtedy to właśnie On pomógł mi nieść mój krzyż. Ostatecznie dotarłam do końca. Szłam ok. 12 godzin. Umęczona, z grymasem bólu na twarzy, nadal było we mnie niezrozumienie. Musiałam to wszystko przetrawić, poczekać, aż opadną emocje i zrozumieć, co się wydarzyło. To była dla mnie prawdziwa droga krzyżowa, pełna bólu i cierpienia. Łzy cisnęły mi się do oczu, a na usta pytanie: „Dlaczego?”. Zrozumiałam sens tego cierpienia, pozwoliło mi ono przybliżać się do Jezusa, poznać Go bardziej, zrozumieć Jego cierpienia na krzyżu i zanurzyć się w Jego ranach. To było dla mnie nawiązanie intymnej relacji z Jezusem, poznanie Jego łaski i miłości. Henryk Borys Zielona Góra – O EDK usłyszałem w kościele na Mszy św. I w zasadzie poszedłem tak, jak stałem, bez żadnego przygotowania. Nigdy nie byłem na pielgrzymce, ale wyobrażałem sobie, że będziemy szli w grupie. Na miejscu usłyszałem, że idziemy na własną odpowiedzialność i jest to indywidualna pielgrzymka każdego w milczeniu. Po prostu wzięliśmy ze sobą symboliczny krzyż i poszliśmy. Nikt mnie nie namawiał, po prostu poczułem taką potrzebę pójścia w intencji mojej rodziny. Czy warto było? Zdecydowanie tak! Naprawdę polecam każdemu. Krzyż jest dla mnie tajemnicą i dzięki tej drodze bardziej zrozumiałem te dwa wymiary tego znaku. W życiu człowieka jest potrzebna łączność z Bogiem i łączność z ludźmi. Wtedy jest równowaga. Później uświadomiłem sobie, że to była moja pierwsza Droga Krzyżowa od czasów dzieciństwa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół