• facebook
  • rss
  • Ręce złotnika

    dodane 04.05.2017 00:00

    Praca ze szlachetnymi kruszcami i kamieniami wymaga do dziś ogromnej wiedzy, doświadczenia i talentu. Przed wiekami ta robota zostawiała na rękach złotnika niezatarte ślady.

    W parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika we Wschowie zachowały się liczne średniowieczne naczynia liturgiczne, wśród nich kielichy mszalne, najstarszy z 1486 r., wykonany w warsztacie poznańskiego złotnika Mikołaja Auerhana, oraz z 1517 r., pochodzący z wrocławskiej pracowni złotniczej Andrzeja Heidekera. Są to naczynia ze złoconego srebra. Z opisu, jaki możemy przeczytać w specjalistycznych wydawnictwach, wiemy, że były kute, repusowane [zdobione poprzez wybijanie na zimno wgłębień, dających po drugiej stronie wypukły wzór – przyp. autora], grawerowane i odlewane. Co to wszystko oznacza? To intrygujące tajemnice złotniczego rzemiosła.

    Jak u kowala

    Warsztat złotniczy musiał być odpowiednio przygotowany i wyposażony. Wysokie pomieszczenie skierowane na wschód, z oknami od południa, z oddzielnymi pomieszczeniami do wykonywania odlewów z miedzi, cyny i ołowiu oraz do pracy w złocie i srebrze. Naprzeciwko okna ustawiony był stół do pracy, ułatwiający równocześnie zbieranie rozsypanych drobinek cennych metali. Bardzo ważnym elementem pracowni złotnika był piec, budowany również w pobliżu okna. Rzemieślnicy używając miechów, np. z baranich skór, specjalnie preparowanych w roztworze z drożdży, naciąganych wszerz, uzyskiwali odpowiednią temperaturę w piecu. W pracowni nie mogło zabraknąć różnej wielkości i kształtów kowadeł, młotków, kleszczy, pilników, rylców, skrobaków, wybijaków, ciągadeł (przez które przeciągało się druty), organarium (służącego do tworzenia srebrnych lub złotych prętów o ziarnistym profilu), narzędzi do przecinania.

    Najczystsze srebro

    Z najsłynniejszego średniowiecznego podręcznika, wydanego przez mistrza złotniczego mnicha Teofila, możemy poznać metodę oczyszczania srebra. Do glinianej czarki wsypywano przesiany popiół, który z wodą rozprowadzano na ściankach naczynia i suszono nad delikatnym ogniem. Następnie czarkę ustawiano naprzeciw otworu pieca, aby było na nią skierowane gorące powietrze z miecha i podnoszono temperaturę. Do czarki wkładano srebro, na wierzch ołów, a na samą górę rozżarzone węgle, aby roztopić ołów. Dmuchając, wielokrotnie odsuwano ołów, aż do momentu, kiedy srebro zaczynało kipieć i pryskać. Wtedy dodawano połamany kawałek szkła, kolejną dawkę ołowiu oraz rozpalaną żagiew i tak długo powtarzano czynność, aż srebro oczyściło się z cyny i mosiądzu. Ta praca zostawiała na rękach złotnika niezatarte ślady. Palce mistrzów i czeladników były zawsze pobrudzone drobinkami metali i odczynników, które wnikały w pory skóry. Zabierając się do wykonania zlecenia, złotnik przygotowywał najpierw srebrną albo złotą blachę odpowiadającą wielkością i kształtem planowanemu wyrobowi. Kiedy rzemieślnik przygotował model, musiał wykonać odpowiednią ilość różnej grubości złotego lub srebrnego drutu, od szerokiego po bardzo cieniutki i delikatny. Kolejnym istotnym etapem pracy złotnika było przygotowanie odpowiedniej mieszanki do lutowania elementów. Mistrzowie mieli „swoje” stopy. Sztuką było też dobranie odpowiedniej temperatury, żeby elementy się „przykleiły”, ale nie roztopiły. Jeżeli lutowanie powiodło się, w zależności od metalu, z jakiego były wykonane, wyroby były wygotowywane lub poddawane kąpieli we właściwych roztworach, aby nabrały należytego, zapierającego dech w piersiach blasku, który jeszcze dzisiaj możemy podziwiać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół