• facebook
  • rss
  • Niczego nie żałuję

    dodane 25.05.2017 00:00

    Maj to nie tylko czas Pierwszej Komunii Świętej, ale też święceń. U progu kapłaństwa zapytaliśmy dziewięciu diakonów o początki ich powołania.

    Wstąpienie do seminarium nie musi od razu wiązać się z przyjęciem święceń. Jest to przede wszystkim czas na potwierdzenie autentyczności powołania. Jeśli więc czujesz, że kapłaństwo może być drogą dla ciebie, to spróbuj życia w seminarium. Pan Bóg pokaże ci w swoim czasie to, co dla ciebie zaplanował – tłumaczy dk. Andrzej Pytlik.

    Uciekałem przed głosem powołania

    Diakon Damian Wierzbicki z parafii pw. NMP Królowej Polski w Trzebielu swoje pierwsze Msze św. „odprawiał” jako dziecko. – Jedynie moja siostra chętnie w nich uczestniczyła. Odprawiałem w moim pokoju – śmieje się diakon. – Lubiłem naśladować księdza, bo moje zainteresowania już od dzieciństwa kierowałem w stronę Kościoła. Początkowo była to tylko zabawa, ale z czasem Pan Bóg coraz bardziej dopominał się o konkrety. – Uciekałem przed głosem powołania, który coraz mocniej słyszałem w gimnazjum. W szkole średniej zaangażowałem się w diecezjalną diakonię liturgiczną. Była to dla mnie wspólnota, w której nie tylko nawiązałem przyjaźnie, ale konkretnie odpowiadałem Bogu na Jego wezwanie. Uczestnicząc w rekolekcjach, coraz mocniej pragnąłem zostać księdzem, a ostateczną odpowiedź dałem Bogu na oazie – wyjaśnia dk. Damian. Odkąd pamięta, księdzem chciał też zostać dk. Barnaba Dębicki z parafii pw. św. Jadwigi Królowej we Wschowie. – O kapłaństwie zacząłem jednak poważnie myśleć podczas przygotowania do bierzmowania. Drogę powołania odczytywałem, śpiewając w scholi przy klasztorze franciszkanów we Wschowie. Pod koniec gimnazjum, zachęcony przez znajomych, rozpocząłem regularną lekturę Biblii. W jej trakcie zacząłem odkrywać, że słowo Boga jest żywe i przemienia moje życie. Wtedy też zobaczyłem konkretne znaki, które dawał mi Pan. A mówił o moim życiu i o moim powołaniu. Odpowiedziałem na to słowo, a ono prowadzi mnie aż do dziś – przekonuje dk. Barnaba.

    Powiedz mi, gdzie mam iść?

    Dość wcześnie zaczęła się także historia powołania Andrzeja Pytlika z parafii pw. św. Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze, bo już w IV klasie podstawówki. – Wtedy jeden z księży przy okazji spowiedzi zachęcił mnie, żebym został ministrantem. To wydarzenie odczytuję jako pierwszy znak tego, że Pan Bóg chciał mnie mieć blisko siebie. Dzięki temu bardzo mocno odkrywałem Jego działanie w liturgii, ale zmieniało się również moje patrzenie na życie. Nie było jednak jakiegoś jednego momentu, o którym mógłbym powiedzieć, że właśnie wtedy odkryłem swoje powołanie. Był to proces, w którym coraz bardziej upewniałem się, że to kapłaństwo jest drogą, którą Chrystus wybrał dla mojego szczęścia – mówi dk. Andrzej, dla którego ważne były także rekolekcje służby liturgicznej. – Rozważałem dużo możliwości przyszłej drogi, ale coraz głębiej w sercu czułem, że chcę oddać swoje życie na służbę Kościołowi. W klasie maturalnej podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium i nigdy nie żałowałem tej decyzji – dodaje. Zupełnie inną drogę niż kapłaństwo planował Adam Skubis z parafii pw. NMP Królowej Polski w Głogowie, pasjonat sportu. Podjął decyzję, że chce iść do wojska, konkretnie do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. – Przeszedłem badania, zdałem egzamin sprawnościowy, ale niestety nie dostałem się. I co dalej? Wtedy pojawiła się myśl o seminarium. Nie wiem dlaczego, ale powierzyłem tę sprawę Bogu. Modliłem się słowami: „Boże, co mam wybrać? Wiesz, jaki jestem…” i zacząłem wymieniać swoje wady. I modliłem się dalej: „Powiedz mi, gdzie mam iść? Tylko nie mów mi przez wewnętrzne natchnienia i fragmenty z Pisma Świętego. Proszę, powiedz mi przez drugiego człowieka”. Na trzeci dzień, przed Eucharystią, podszedł do mnie jeden z księży pracujących na parafii i spytał, czy ma napisać mi opinię do seminarium. To uznałem za znak od Pana.

    Adam, zastanów się

    Myśl o powołaniu towarzyszyła dk. Adamowi Czeponisowi z parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie Wlkp. na długo przed wstąpieniem do seminarium, ale, jak sam przyznaje, bardzo często tę myśl po prostu zagłuszał. – Bóg dawał mi wiele znaków, ale ja byłem uparty i chciałem bardziej siebie słuchać aniżeli Boga. Mógłbym opowiadać wiele historii, ale chcę wskazać tę najważniejszą, po której poszedłem do seminarium. Miałem taki okres, kiedy powiedziałem Bogu zdecydowane „Nie!” i planowałem zupełnie inne studia – opowiada dk. Adam. Przełomowa była oaza lektorska, na której usłyszał świadectwo powołania jednego z kleryków, bardzo podobne do jego historii. – I nagle poczułem głęboko w sercu jakąś wątpliwość, czy aby na pewno moje zdecydowane „nie”, to nie najgorszy błąd, jaki mogę zrobić. I w tym samym momencie podeszła do mnie jedna osoba, która powiedziała mi na ucho: „Adam, zastanów się”. Dla mnie był to zdecydowany znak od Boga, takie: „Pójdź za Mną”. Ta osoba nie mogła przecież wiedzieć, że w tym momencie mam w sercu wątpliwość. Wtedy poczułem jakąś ulgę i wiedziałem, że Bóg woła mnie, abym poszedł za Nim. Natomiast dk. Kamil Obała z parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Drezdenku już od młodzieńczych lat pragnął zostać ministrantem. – Ta bliskość żywego Boga nie tylko rozpalała moje serce, ale również pozwoliła mi autentycznie odczytać i rozeznać życiowe powołanie. Z biegiem lat, będąc blisko ołtarza i Boga, podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium w Paradyżu. Dziś, myśląc o swoim powołaniu, zauważam i odkrywam, jak Bóg kształtował moje serce dzięki Słowu oraz Eucharystii. Dziękuję Mu też za wszystkich tych ludzi, których postawił na mojej drodze życia. Dziękuję w szczególności za przykład płynący z domu rodzinnego oraz za wszystkich księży, którzy pomogli mi odkryć drogę bliskości z Bogiem – podkreśla z przekonaniem dk. Kamil.

    Dziadek „popchnął” do kościoła

    W przypadku dk. Jakuba Świątka z parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Głogowie pierwsza myśl o kapłaństwie pojawiła się w ostatniej klasie gimnazjum podczas rekolekcji powołaniowych w Paradyżu. – Trudno w kilku zdaniach określić własne powołanie. Myślę, że moje kształtowało się na kilku płaszczyznach. Pierwsza to rodzina, a szczególnie mój dziadek. To on „popchnął” mnie do Kościoła, razem z nim co niedziela jeździłem na Mszę Świętą. To on uczył mnie modlić się i to dzięki niemu zostałem ministrantem. Kolejna to służba liturgiczna ołtarza. Zawsze posługa na Mszy św. budziła we mnie fascynację i chęć bycia coraz bliżej ołtarza. Ostatnią płaszczyzną, w której rozpoznałem swoje powołanie, był Ruch Światło–Życie. Tam uczyłem się słuchać Boga oraz odpowiadać na Jego wezwanie. Tam poznałem wielu kapłanów, którzy stali się dla mnie wzorami. Tam też, razem z animatorami, podejmowałem pierwsze rozmowy na temat swojej drogi. I myślę, że to właśnie dzięki oazie udało mi się odczytać głos powołania – zauważa dk. Jakub. Z kolei dk. Mariusz Wysakowski z parafii pw. NMP Królowej Polski w Gorzowie Wlkp. swoje powołanie rozpoznał dopiero w liceum. – Byłem wychowywany w katolickiej rodzinie. Co niedzielę chodziliśmy do kościoła, choć nigdy specjalnie tego nie lubiłem. Wiele razy próbowałem oszukiwać rodziców i nie iść do kościoła – przyznaje szczerze gorzowianin. Wszystko zmieniło się, kiedy poszedł do Katolickiego Gimnazjum św. Tomasza z Akwinu w Gorzowie Wlkp. – Poznałem tam ludzi, którzy pokazali mi żywą wiarę. Wtedy pojawili się także księża, którzy pomogli mi „wejść do Kościoła” poprzez propozycję służenia przy ołtarzu i uczestnictwo w oazie. Wtedy właśnie rozpoczęło się moje odkrywanie powołania do kapłaństwa. Wielomiesięczne zmaganie się ze sobą na modlitwie oraz rozmowy z kapłanami pozwoliły mi podjąć decyzję, że chcę wstąpić do seminarium i zostać księdzem – podkreśla dk. Mariusz Wysakowski. Pierwsze poruszenia serca do kapłańskiej drogi Michał Szot z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Gorzowie Wlkp. odkrył we wspólnocie modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym „Kanaan” przy katedrze. – Długo trwało spieranie się z Bogiem i udowadnianie Mu, że się pomylił. Kończyłem studia, pracowałem i miałem własny plan na życie, ale Jego wezwanie było coraz wyraźniejsze. Tak jak biblijny celnik Mateusz poszedłem za Jezusem, rozważając słowa: „Pójdź za Mną” – opowiada swoją historię Michał. – Sprawa nie była łatwa, ponieważ musiałem zostawić wszystkie plany na przyszłość i zdobyty dorobek zawodowy. Mimo wielu wątpliwości i rozterek podjąłem męską decyzję, której nie żałuję. Doświadczyłem Boga żywego, który jest blisko nas i pragnie przychodzić w Eucharystii do wszystkich ludzi. Cieszę się, że mogę głosić Ewangelię całym swoim życiem i całą swoją przyszłą posługą kapłańską. Dziś uważam, że nie mogło mnie nic lepszego w życiu spotkać. Kapłaństwo to wielka odpowiedzialność, ale i łaska, za którą nie przestaję Bogu dziękować! – dodaje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół