• facebook
  • rss
  • Rozbawili Jana Pawła II

    dodane 01.06.2017 00:00

    – Wśród zwykłych ludzkich zajęć nie możemy zatracać łączności z Chrystusem – mówił przed 20 laty w Gorzowie Wlkp. papież Jan Paweł II.

    Ponad 400 tys. ludzi zgromadziło się na placu dziś noszącym imię Jana Pawła II. To była największa uroczystość nie tylko w historii miasta, ale i diecezji. 2 czerwca 1997 roku na zawsze w pozostało w sercach tysięcy pielgrzymów.

    Entuzjazm, aż żal było odjeżdżać

    Kiedy jeden jedyny raz papież przybywał na ziemię lubuską, ordynariuszem diecezji był bp Adam Dyczkowski. – Gdy usłyszałem o planowanej podróży Ojca Świętego do Polski, wiedziałem, że wiele diecezji stara się o jego przybycie i bałem się, że taką diecezję na pograniczu mogą pominąć. Dlatego poprosiłem o pomoc mojego drogiego kolegę ks. prof. Tadeusza Stycznia, którego Jan Paweł II bardzo lubił i często zapraszał go do siebie do Rzymu. Na wakacje brał go też ze sobą w góry. Przed wakacjami porozmawiałem z nim i powiedziałem: „Tadek, jedziesz z Ojcem Świętym w góry. Pamiętaj, przypominaj mu, że może go nie być na Jasnej Górze, może go nie być w Krakowie, ale w Gorzowie być musi”. (śmiech) Tadek to rzeczywiście poważnie potraktował i już po kilku dniach Ojciec Święty powiedział: „Nie męcz mnie już i zadzwoń do Adama, że będę”. To wtedy od razu zabraliśmy się do solidnej roboty. Doszliśmy do wniosku, że Gorzów faktycznie najbardziej zasługuje na wizytę papieża ze względu na katedrę, a także miejsce spoczynku jego przyjaciela – bp. Wilhelma Pluty – wyjaśnia bp Dyczkowski. Przygotowania do wizyty papieskiej, zaangażowanie i entuzjazm wielu kapłanów i świeckich weń zaangażowanych to spory materiał na osobny artykuł, a może nawet i książkę. Dzięki temu sam dzień przyjazdu Ojca Świętego pozostał na długo w pamięci. – Niezwykle ważny był temat wizyty, który zaproponowaliśmy i który został zaakceptowany przez papieża: „Świadkowie wiary”. Przygotowywaliśmy się wtedy do 1000-lecia śmierci Pierwszych Męczenników Polski. Papież dał nam program na przygotowanie tego jubileuszu na następne lata. Owocem wizyty był nie tylko jubileusz roku 2003, ale także modlitwa i dekanalne pielgrzymki do Rokitna w intencji papieża, aby mógł wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. To był wkład diecezji w życie Kościoła powszechnego – podkreśla bp Socha. Papież w Gorzowie nakreślił zielonogórsko-gorzowskim diecezjanom program chrześcijańskiego życia. – Zachęcał nas do tego, abyśmy żyli wiarą i byli jej świadkami w codziennym życiu. Warto przy tej rocznicy wrócić do tego przemówienia i uświadomić sobie, jakie dał nam wskazówki, bo bez wątpienia był to pewien program dla formacji duchowej i pracy duszpasterskiej. Myślę, że trochę za mało w duszpasterstwie zwracamy uwagę na treść tego orędzia i za mało go wykorzystujemy – uważa bp Socha. Tego dnia nie tylko pogoda, ale także atmosfera była fantastyczna. – To był niesamowity entuzjazm. Kiedy ksiądz prymas na zakończenie tej pielgrzymki żegnał papieża na lotnisku Balice pod Krakowem, specjalnie wspomniał „entuzjastyczny Gorzów”. Rzeczywiście, dwie trzecie ludzi na placu to była młodzież. Pamiętam, jak po liturgii Jan Paweł II usiadł na fotelu i wesoło z nami rozmawiał, aż wreszcie ks. Dziwisz powiedział: „Ojcze Święty, jeszcze chwila i do Gniezna pójdziemy na nogach, bo helikoptery latają tylko do 21.00”. Widziałem, jak się zasmucił Ojciec Święty, jak żal mu było opuszczać to spotkanie – opowiada bp Dyczkowski.

    Ciągle to wspominamy

    Mimo upływu 20 lat, wspomnienia w pamięci uczestników spotkania są żywe. Wzięli w nim udział diecezjanie z każdego zakątka, a także wiele osób z ościennych diecezji i całej Polski. Oczywiście nie zabrakło samych gorzowian. Ewa Rawa, dziś lubuski kurator oświaty, mieszkała wtedy na tzw. Manhattanie (Osiedlu Górczyn), czyli miejscu spotkania i modlitwy z Janem Pawłem II. – Wybraliśmy się całą rodziną. Mój mąż, nasze paroletnie córki i moi rodzice. Pamiętam, że na placu musieliśmy być kilka godzin wcześniej. Duże wrażenie na mnie zrobiły ogromne rzesze pielgrzymów – opowiada pani Ewa. – Podczas przejścia przez bramkę kontrolną był bardzo duży ścisk. Chroniliśmy przede wszystkim Karolinę i Kasię. Dzięki Bogu wszystko odbyło się spokojnie, a zgromadzeni ludzie byli przyjaźni, uczynni i odpowiedzialni. Wszyscy chcieli być jak najbliżej papieża, chociaż każdy miał wyznaczony swój sektor. Czekaliśmy w modlitwie ze świadomością tego, że to bardzo wyjątkowy moment w naszym życiu. Wielką radość sprawił nam nadlatujący papieski helikopter. Wiedzieliśmy, że za chwilę będzie z nami Ojciec Święty – kontynuuje. A później? Była już tylko ogromna radość i skupienie. Tysiące osób wsłuchujących się w głos papieża, a przy tym niesamowita cisza i powaga. – Jakby każde słowo, zdanie, myśl były najważniejsze. Papież dominował, emanował swoim ciepłem i dobrocią, był ważny i bardzo słuchany. Nawet te spontaniczne brawa, okrzyki radości i powtarzane „Dziękujemy”, i śpiewy współgrały, tworząc harmonię z przekazem naszego papieża – wspomina Ewa Rawa i kontynuuje: – Pamiętam, że pielgrzymi rozbawili Jana Pawła II, śmiał się serdecznie, kiedy deklarowali „Pomożemy, pomożemy, pomożemy”. Słowa te padły w kontekście wypowiedzi i prośby papieża o wparcie jego misji i Kościoła w obliczu nowego tysiąclecia. Papież powiedział, że skądś zna ten słowa, ale też, że ma nadzieję, że tym razem będzie lepiej. Miło było słyszeć dobre słowa papieża o bp. Wilhelmie Plucie, o gorzowskiej katedrze, regionie, o naszej przyrodzie. To było wielkie przeżycie, umocnienie wiary. Takie momenty pozostają w sercu na całe życie. Dla pani Ewy było to niezapomniane spotkanie dodające siły i odwagi do świadectwa w codziennym życiu. – Jestem pewna, że zostawił w nas myśli i wskazówki, utwierdził w naszych zasadach i wartościach. Dobrze jest mieć blisko Boga św. Jana Pawła II, którego się znało, z którym mogliśmy być i porozmawiać z nim. A dzisiaj możemy się do niego modlić za naszych bliskich, dziękować za wszystko, czego doświadczamy. Dla mnie i mojej rodziny to szczególne wydarzenie, które uwieczniliśmy na zdjęciach i które ciągle wspominamy. W moim życiu jest wiele ważnych momentów, ale kiedy przymknę oczy i pomyślę o tym spotkaniu, widzę śmiejącego się do nas Jana Pawła II. Wierzę, że kiedy do niego się modlę, wspiera mnie i moją rodzinę – mówi Ewa Rawa.•

    Świadectwo życia

    Bracia i Siostry, w naszych czasach, gdy nie potrzeba już świadectwa krwi, tym bardziej czytelne musi być świadectwo codziennego życia. O Bogu winno się świadczyć słowem i czynem, wszędzie, w każdym środowisku: w rodzinie, w zakładach pracy, w urzędach, szkołach, biurach, w miejscach, gdzie człowiek się trudzi i gdzie odpoczywa. Winniśmy wyznawać Boga przez gorliwe uczestniczenie w życiu Kościoła; przez troskę o słabych i cierpiących, a także poprzez podejmowanie odpowiedzialności za sprawy publiczne, w duchu troski o przyszłość narodu budowaną na prawdzie Ewangelii. Taka postawa wymaga dojrzałej wiary, osobistego zaangażowania. Winna wyrażać się w konkretnych czynach. Za taką postawę trzeba nieraz płacić heroizmem i ogromnym poświęceniem. Czyż i w naszych czasach, w naszym życiu nie doświadczyliśmy różnego rodzaju upokorzeń, starając się dochować wierności Chrystusowi i w ten sposób zachować chrześcijańską godność? Każdy chrześcijanin jest powołany, by zawsze i wszędzie tam, gdzie go Opatrzność postawi, przyznawać się do Chrystusa przed ludźmi (por. Mt 10,32). (…) Zadania, jakie Pan Bóg stawia przed nami, są na miarę każdego z nas. Nie przekraczają naszych możliwości. Bóg przychodzi na pomoc w chwilach naszej słabości. On jeden zna ją naprawdę. Zna ją lepiej niż my sami, a przecież nas nie odtrąca. Przeciwnie, w swej miłosiernej miłości pochyla się nad człowiekiem, by go umacniać. To umocnienie człowiek otrzymuje poprzez żywy kontakt z Bogiem. Wypada na ten aspekt naszego życia zwrócić szczególną uwagę. Wśród zwykłych ludzkich zajęć nie możemy zatracać łączności z Chrystusem. Potrzebne są nam specjalne momenty przeznaczone wyłącznie na modlitwę. Modlitwa jest niezbędna w życiu osobistym i w apostolacie. Nie może być autentycznego świadectwa chrześcijańskiego bez modlitwy. Ona jest źródłem natchnienia, energii, odwagi w obliczu trudności i przeszkód; jest źródłem wytrwałości i umiejętności podejmowania inicjatywy z nowymi siłami. Życie modlitwy wyrasta z uczestniczenia w liturgii Kościoła. Aby mogło się ono rozwijać, potrzeba udziału we Mszy św., potrzeba korzystać z sakramentu pojednania. W ten sposób całe nasze istnienie zostaje przeniknięte Chrystusem: Nim samym, Jego łaską. Przecież On powiedział: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Eucharystia jest pokarmem duchowym, z którego czerpiemy wewnętrzną moc do dawania świadectwa, i dzięki któremu możemy przynosić owoc, obfity owoc. Dlatego tak ważne jest uczestnictwo w niedzielnej Mszy Świętej. Ani troski rodzinne, ani inne sprawy nie powinny pozostawać poza sferą życia duchowego. Wszelka ludzka działalność nabiera w Chrystusie głębszego znaczenia, stając się autentycznym świadectwem. fragment homilii Jana Pawła II z Gorzowa Wlkp.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół