• facebook
  • rss
  • Słychać było oddech drugiej osoby

    dodane 08.06.2017 00:00

    2 czerwca 1997 roku minęło 20 lat od wizyty papieża Polaka w Gorzowie Wlkp. W całej diecezji, a szczególnie nad Wartą, dziękowaliśmy Bogu za ten dzień. Nie zabrakło ciekawych inicjatyw.

    Tego dnia w parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego po wieczornej Eucharystii otwarto wystawę archiwalnych zdjęć z prywatnych zbiorów gorzowian. – Zastanawialiśmy się z proboszczem, w jaki sposób, oprócz modlitwy, uczcić tę rocznicę. Zapytałem go, czy mogę ogłosić w niedzielę, aby ludzie przynosili zdjęcia. Zażartowałem: „To co, pomożecie?”. Ludzie, nawiązując do papieskiego przemówienia sprzed lat, chórem odpowiedzieli: „Pomożemy”. Parafianie szybko zaczęli przynosić fotografie.

    – Otrzymałem gazety, publikacje, bilety i inne pamiątki. Z tym wszystkim wiążą się wspomnienia, które są w ludziach cały czas żywe. Parafianie opowiadali mi, jak z przejęciem oczekiwali papieskiej wizyty i jak ją przeżyli. Trudno im się dziwić, przecież do tej pory mogli tylko oglądać papieża w telewizji albo słuchać go w radiu, a tu był prawie na wyciągnięcie ręki. Mówili: „Proszę księdza, my na Ojca Świętego czekaliśmy jak na kogoś z rodziny”. Ludzie przynieśli ponad pół tysiąca zdjęć – mówi ks. Artur Nebelski. Na spotkaniu z Ojcem Świętem był też ks. Artur. Miał wtedy 16 lat. – Raz widziałem Jana Pawła II na żywo, i to właśnie w Gorzowie – opowiada kapłan, który pochodzi z Solnik k. Kożuchowa. – Przyjechaliśmy z kolegą, z którym służyłem przy ołtarzu. Pamiętam ten niezwykły entuzjazm i to zasłuchanie w każde słowo papieża. Mimo tak wielkiego tłumu podczas przemówienia Ojca Świętego była niesamowita cisza, wręcz słychać było oddech drugiej osoby. Mimo zmęczenia i dwunastu godzin spędzonych na placu nikt nie narzekał. A jak papież przejeżdżał, to miało się wrażenie, że objął wzrokiem każdego. To był nie tylko czas euforii, ale i umocnienia duchowego. Nie ukrywam, że to wpłynęło na wybór mojej drogi życiowej – dodaje. Swoje pamiątki na wystawę przyniósł też Stefan Orłowski z Gorzowa Wlkp., który nie mógł być na placu podczas nabożeństwa z udziałem papieża. Miał wtedy ważne zadanie: był w Papieskiej Służbie Kościelnej. – Byłem przy katedrze gorzowskiej i widziałem z bliska Ojca Świętego. Pamiętam, jak mówili, żeby się nie odwracać i pilnować porządku, ale człowiek był ciekawy. Wizyta Jan Pawła II to była chyba najważniejsza chwila w moim życiu. Żyliśmy w ciekawych czasach, kiedy papieżem był Polak, którego nauki tak chłonęliśmy. Choć szczerze powiem, że zastanawiam się, co z tych nauk nam zostało – a warto do nich wracać, bo są bardzo aktualne. Na placu papieskim nie mogła być też Teresa Matuszczak. Musiała zostać w domu i opiekować się małymi dziećmi. Wszystko z uwagą śledziła w telewizji. Papieża widziała jednak nie tylko na szklanym ekranie. – Oczywiście wyszliśmy witać Ojca Świętego na trasie przejazdu obok naszego bloku. To było prawdziwe święto dla wszystkich i do dziś wracam do jego słów wypowiedzianych w Gorzowie. To był wyjątkowy człowiek, który nie potrafił przejść obojętnie obok cierpiącego człowieka. Dziś jest dużo zobojętnienia wśród ludzi i musimy – jak papież – otworzyć się na każdego człowieka w potrzebie, a nie tylko zamykać się w swoim własnym świecie – zauważa pani Teresa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół