• facebook
  • rss
  • Z lasu już nie wrócił

    dodane 13.07.2017 00:00

    Na Wołyniu zostawili swój dom i ojca. Dom stoi, na grobie ojca do dziś nie mogą postawić znicza.

    Urodzili się przed II wojną światową w Witoldówce na Wołyniu. Stanisław Ciecierski przyszedł na świat w 1930 roku, a jego brat Antoni dwa lata później. Ich rodzice już nie żyją. Ojciec zginął tuż przed końcem wojny na Wołyniu, matka umarła w 1969 roku. Jej grób znajduje się w Słońsku, a jego... Nawet nie wiadomo, czy ma grób. – W 2016 roku postanowiliśmy zmienić mamie pomnik, a na tablicy oprócz jej danych wygrawerowano dane ojca z uwagą: „Zamordowany na Wołyniu”. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, ale jest pamięć dla pokoleń – zauważają bracia.

    Zaradny tata

    Franciszek Ciecierski miał głowę do handlu. – Przed wojną nasz ojciec wspólnie z Ukraińcem Jasińskim kupowali tanio świnie na Wołyniu i koleją przewozili je do Mysłowic lub Katowic, gdzie można je było drożej sprzedać. Wraz z wybuchem wojny skończył się dochodowy interes i trzeba było wymyślić coś innego – wyjaśnia pan Stanisław z Kostrzyna nad Odrą, a brat Antoni z Sulęcina kontynuuje: – Ojciec miał kierat, maszynę do młócenia zboża – sztyftówkę. Miał również sieczkarnię i ludzie masowo przywozili słomę do cięcia na sieczkę, co przynosiło zysk. To jednak ojcu było mało, więc wymyślił spółkę produkcji oleju z kowalem Filipkiem. To przynosiło niezłe zyski i trwało do 1943 roku, do czasu nasilenia napadów band ukraińskich.

    Napadli drugiego dnia

    Kościół parafialny znajdował się w Ożeninie, gdzie do 1939 roku proboszczem był ks. Bolesław Dąbkowski, który został później powołany do wojska. Zanim jednak to się stało, w maju obaj bracia przyjęli Pierwszą Komunię Świętą i w tym samym czasie bierzmowanie. – Ksiądz biskup przyjechał z Łucka – wyjaśniają bracia. – Po odejściu ks. Dąbrowskiego posługę w parafii rozpoczął o. Gabriel Banaś OFM Cap – dodają. Do 1943 roku, poza pojedynczymi przypadkami napadów banderowców, było spokojnie. – Kolonia Witoldówka była położona pół kilometra od stacji kolejowej, strzeżonej węgierskich żołnierzy. Największy napad UPA na Witoldówkę nastąpił w drugim dniu Bożego Narodzenia 1943 roku o godzinie drugiej w nocy. Zaprzyjaźnieni Ukraińcy uprzedzali przed napadem, ale twierdzili, że nastąpi on w Wigilię lub pierwszy dzień świąt. W zapowiedzianych dniach obrona była przygotowana. W Szczepana mówiono, że banderowcy już nie przyjdą, bo się boją. Niestety, przyszli – wspomina starszy brat. – Wieś była położona tuż przy dębowym lesie. I z niego w nocy wypadli banderowcy. Jedni strzelali, inni podpalali. Kobiety i dzieci uciekały w kierunku stacji kolejowej, a banderowcy strzelali do uciekających z broni maszynowej i pojedynczymi strzałami. Musieliśmy się czołgać – kontynuuje młodszy.

    Zginęło siedem osób

    Witoldówka miała 50 domostw, a wtedy spalono 28 domów i zabudowań gospodarczych. – Wojsko węgierskie przyjęło wszystkich naszych uciekinierów. Banderowcy, nie mogąc pokonać naszej obrony, postanowili okrążyć wioskę i przejść obok stacji i torów. Wojsko węgierskie ogniem z broni maszynowej i granatami odstraszyło banderowców, którzy się wycofali. Mówili, że w napadzie brało udział około 2000 banderowców. Naszych zginęło siedem osób – opowiada pan Stanisław. Ale właśnie rok 1944 był dla ich rodziny najtragiczniejszy. Co prawda banderowcy nie dokonywali wtedy napadów na większą skalę, ale nie brakowało pojedynczych. – Było kilka przypadków, że ktoś z wioski wszedł do lasu po drzewo na opał i wtedy zdarzało się, że został złapany przez banderowców i bez skrupułów mordowany. W taki sposób zginął właśnie nasz ojciec – tłumaczą bracia. W pierwszych dniach czerwca Franciszek Ciecierski kupił od kobiety w Ostrogu konia za dwa worki pszenicy. Trzymał go w sadzie, bo stajnia była spalona. W Boże Ciało, 8 czerwca 1944 roku, wstał rano nakarmić zwierzę. Ale konia nigdzie nie było. – Tato obszedł całą wioskę. Na próżno. Wtedy postanowił poszukać konia w lesie. Nigdy już z niego nie wrócił – mówią Stanisław i Antoni Ciecierscy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół