• facebook
  • rss
  • Serce w płomieniach

    dodane 20.07.2017 00:00

    Tego dnia, odchodząc od katedralnego konfesjonału po spowiedzi, skakała do nieba. Chwilę później, gdy zobaczyła jak płonie wieża kościoła, chciało się jej płakać.

    Chrzest, Pierwsza Komunia Święta, kryzysy wiary,  potem powrót do Boga. A dwa lata temu mocne pragnienie spowiedzi generalnej. Trudno jednak było się zdobyć na odwagę. Myśl o spowiedzi z całego życia wróciła jednak latem tego roku. – Straciłam pracę, którą chciałam już od pewnego czasu zmienić, a pogoda sprzyjała, więc stwierdziłam, że zrobię sobie wakacje. Postanowiłam, że dopóki nie pójdę do pracy, będę chodziła do kościoła na nabożeństwa majowe, a jak się okazało później, również na czerwcowe. Okazało się też, że zaraz po nabożeństwach jest Msza, więc dlaczego miałabym nie zostać i nie poświęcić tego czasu Bogu? Po co przychodzić tylko na pół godziny, jak można na półtorej?! – uśmiecha się Kasia Radziewicz z Gorzowa Wlkp.

    Odważysz się?

    Od urodzenia jej parafianką parafii katedralnej. To właśnie tam podążała ostatnio na codzienne spotkanie z Bogiem. – Jestem z natury wstydliwą osobą, więc lepiej nie pytać, ile razy próbowałam podejść do kapłana i zapytać o spowiedź. Za każdym razem tchórzyłam, wymyślając milion powodów, dlaczego nie powinnam tego teraz robić – wyjaśnia gorzowianka. – Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia z ambony usłyszałam kazanie o tym, że sakrament pokuty i pojednania jest oznaką miłości Boga, a zaraz po tym dwa wiele znaczące słowa: „Odważysz się?”. Otworzyłam szeroko oczy i buzię ze zdziwienia, ale wtedy też stchórzyłam. Na pomoc przyszedł mi filmik o spowiedzi generalnej. Wtedy uświadomiłam sobie, że ani razu w życiu nie miałam porządnej spowiedzi, ani razu nie zrobiłam rachunku sumienia, klepałam te same grzechy przez całe życie, no może czasem coś tam innego wpadało. Zdobyć się na odwagę pomogli znajomi, którzy zawsze rzucali mi wyzwanie mówiąc: „Odważysz się?”. W końcu Kasia podeszła do jednego z księży z pytaniem, a w odpowiedzi usłyszała krótkie: „Przyjdź jutro”. – Trzęsłam się całą noc i cały dzień. Przyszłam do kościoła w sobotę 1 lipca. Do konfesjonału o godzinie 17 „wepchnęła” mnie przyjaciółka – opowiada gorzowianka. – I właśnie wtedy przeżyłam najwspanialszą, najbardziej leczącą rany, najbardziej uwalniającą chwilę w życiu. Pierwszy raz czułam się tak bezgranicznie kochana i potrzebna, zrozumiana. Nikt mnie nie wyśmiał, nikt nie krzyczał, nikt nie patrzył z politowaniem. Wiedzieć, że Bóg wszystko leczy, uwalnia, wybacza i kocha mimo wszystko, to najpiękniejsza rzecz w życiu. Płakałam, ale jednocześnie chwilę później uśmiechałam się – dodaje.

    Strugi wody na płomienie

    Potem stało się coś, co na długo pozostanie nie tylko w pamięci Kasi. Po spowiedzi została na Mszy św., ale w jej trakcie jeden z księży z ogromnym spokojem i opanowaniem poprosił o opuszczenie katedry. – Nie wiedzieliśmy co się dzieje, ale ten spokój udzielił się i nam. Wyszliśmy przez zakrystię i zobaczyliśmy wieżę naszego kościoła w dymie. Zaczęliśmy odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia z jednym z księży. Dwóch księży wbiegło do środka razem ze strażakiem po Najświętszy Sakrament, a później zaczęła się akcja wynoszenia obrazów, konfesjonałów i ławek z katedry. Wszechobecny gwar, szum, zamieszanie. A nasza katedra w ogniu i dymie gaszona strugami wody. Widok tak smutny i przerażający, że aż chciało się płakać – opowiada Kasia. Wcześniej trzęsła się ze strachu przed spowiedzią, później – z emocji, widząc płonącą wieżę katedry. – Po tym dniu byłam wyczerpana i smutna. Nie docierało do mnie, co się stało z naszym kościołem. Dotarło do mnie jednak coś innego. Tego dnia moje serce przecież też płonęło. Mój spowiednik, prowadzony przez Boga, był jak ci strażacy. Przez jego ręce, jak przez ręce strażaków, które odpowiednio kierowały strugi wody na płomienie, wylewała się Boża łaska. Pożar został ugaszony, jednak tak jak w przypadku naszego kościoła, to nie koniec pracy. Teraz trzeba to wszystko odbudować, zaprojektować, naprawić. To, co było, jest już za mną. Teraz będzie nowe, mocniejsze. Stało się to, co usłyszałam podczas spowiedzi, narodziłam się na nowo. Wiem, że i nasza matka kościołów narodzi się na nowo. Jestem pewna, że Bóg z tego wszystkiego wyciągnie ogromnie wielkie owoce, wspaniałe owoce – mówi gorzowianka. – Dziękujemy strażakom za tę piękną akcję! Nie zapomnijmy podziękować Bogu za strażaków naszych serc, którzy w pocie czoła pracują nad tym, by je ugasić i pomóc odbudować. Aby były jeszcze silniejsze, piękniejsze i jak najlepiej służyły Bogu. Nie zapomnijmy podziękować Ojcu, że te zdroje Jego łask się nie kończą. A On wie dobrze, czego nam potrzeba! Dzień mojej spowiedzi generalnej zapamiętam do końca życia, uczucie tak wspaniałej łaski i ogromnej miłości Bożej – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół