• facebook
  • rss
  • Jak w piłkarskiej szatni

    dodane 10.08.2017 00:00

    Trener intensywnie motywuje podopiecznych, że idąc do celu, warto przejść z niedowiarstwa w wiarę, z letniości w gorliwość, z bezbożności w pobożność oraz z nienawiści i oschłości w miłość.

    Ogorzałe twarze pielgrzymów są pełne szczęścia i radości, ale nie znaczy to, że przemierzając setki kilometrów, nie doświadczają w drodze przenikającego bólu, a nawet cierpienia. Euforia i entuzjazm przeplatają się ze zwątpieniem, rezygnacją i zmęczeniem. Pątnicy, wyruszając na szlak pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, wiedzą, że przed nimi pełna niespodzianek przygoda wiary.

    Nikt nie wie, co go czeka po drodze, ale chęć zatrzymania się w szaleńczym kołowrocie codzienności, oderwania się od często ważnych, ale również banalnych uwikłań, dodaje siły i determinacji, żeby krok za krokiem iść dalej. Kilkanaście dni prostego życia, przepełnionego modlitwą od najwcześniejszych godzin dnia aż do późnego wieczoru. Spotkanie ludzi pełnych życzliwości, gotowych do pomocy sióstr i braci, dla których troska i wrażliwość to nie tylko puste frazesy. Nie ma znaczenia, że przed laty z Gorzowa Wielkopolskiego, Głogowa i Zielonej Góry wychodziły znacznie liczniejsze grupy. Pielgrzymkowy zapał nadal udziela się wielu osobom, które pieczołowicie planują wakacyjny odpoczynek i wpisują pątniczy trud na listę priorytetów. Głogowska wędrówka do Królowej Polski trwa od 37 lat, natomiast gorzowska i zielonogórska – od 35. Za każdym razem pątnicy wychodzą, aby służyć wspólnocie Kościoła, aby przez modlitwę pomagać chorym i zagubionym w złości i żalu, aby zapobiec katastrofie wynikającej z nienawiści. Kiedy możliwości i umiejętności oraz wszelkiego rodzaju zabiegi nie są w stanie pomóc, jedyną szansą jest Boże błogosławieństwo. Biskup Tadeusz Lityński, zwracając się do pielgrzymów w Zielonej Górze, porównał ich do biblijnych bohaterów: króla Salomona i Mojżesza, którzy modlili się za naród wybrany i za wszystkich będących w potrzebie. Plecak pielgrzyma na każdym etapie wędrówki jest wypełniony bagażem intencji, nie tylko tych osobistych. Coraz więcej osób, duchowych pielgrzymów, prosi o modlitwę w drodze. Niezależnie od wieku, pątnik niesie osobistą historię życia oraz własne plany i marzenia. – Do czego można porównać pielgrzymkę? – pytał bp Lityński. – To jakby przerwa w meczu piłkarskim. Są dwie drużyny, minęła pierwsza połowa. Jedni wygrywają, inni przegrywają, obie drużyny schodzą na przerwę do szatni. Trener motywuje wygrywających, żeby nie odpuszczali, ale podtrzymywali wysiłek i zaangażowanie. W drugiej szatni selekcjoner przegrywającego zespołu mobilizuje smutnych i zdenerwowanych piłkarzy, aby skoncentrowani realizowali taktykę i dali z siebie wszystko. Trenerem jest Jezus, który na pielgrzymce bardzo intensywnie, od wczesnego poranka aż do późnego wieczoru, na bitej czy piaszczystej drodze niesutannie motywuje do przyjęcia łaski zbawienia dla wszystkich, których zabieramy w modlitwie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół