• facebook
  • rss
  • Po religii wsiada w karetkę

    dodane 10.08.2017 00:00

    Jako katecheta ratuje dusze, jako ratownik medyczny – ciała.

    Łukasz Frączkiewicz z Zielonej Góry jest katechetą. Poza tym jest nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej w parafii św. Urbana I Papieża w Zielonej Górze, ale sporo czasu poświęca na jeszcze jedno zajęcie.

    Aby się nawrócić, trzeba żyć

    Kilkanaście lat temu ukończył kurs instruktora pierwszej pomocy, potem prowadził szkolenia, przygotowywał młodzież do konkursów pierwszej pomocy. – Jednak ciągle mi czegoś brakowało, chciałem czegoś więcej. Postanowiłem więc, że wrócę do szkoły w charakterze ucznia. Ukończyłem dwuletnie Medyczne Studium Zawodowe i po państwowym egzaminie zawodowym uzyskałem dyplom ratownika medycznego wraz z uprawnieniami do pracy w tym zawodzie i możliwością posługiwania się tym tytułem – wyjaśnia Łukasz. – Po lekcjach wsiadam w karetkę, której jestem kierowcą, i w gotowości wraz z zespołem czekamy, by nieść pomoc w sytuacji zagrożenia czyjegoś życia lub zdrowia. Zielonogórzanin pracuje w firmie zabezpieczającej medyczne imprezy masowe, wydarzenia kulturalne i sportowe. – Oprócz bezpośredniego ratowania zdrowia lub życia osoby poszkodowanej zabezpieczam także, wraz z innymi członkami Zespołu Ratownictwa Medycznego, szybki i przede wszystkim bezpieczny transport do szpitala – opowiada kierowca karetki. – Jedną z przyczyn, dla których podjąłem pracę jako ratownik medyczny, była myśl, że przecież aby ktoś mógł się nawrócić do Boga, musi spełniać podstawowy warunek: musi żyć. Nie jest to praca lekka, łatwa i przyjemna, ale na pewno dająca wiele satysfakcji, szczególnie wtedy, kiedy uda się komuś pomóc. Gdy robię zakupy z rodziną, zdarza się, że ktoś podchodzi i mówi: „Ja pana znam i dziękuję, bo pan mnie uratował”. Coraz więcej osób przechodzi różnego rodzaju kursy pierwszej pomocy, ale zdaniem zielonogórzanina wiedza na ten temat jest wciąż za mała. – Choć osobie dorosłej za nieudzielenie pierwszej pomocy grozi kara pozbawienia wolności nawet do lat 3, o czym mówi art. 162 Kodeksu karnego, ludzie ograniczają się do wezwania karetki, niestety nawet bez sprawdzenia stanu poszkodowanego. Boją się, że udzielając pomocy, bardziej zaszkodzą. Tylko jak można bardziej zaszkodzić komuś, kto być może umiera? Najbardziej poprzez brak czynności – podkreśla Łukasz. Zachęca do udziału w kursie pierwszej pomocy, bo to przydaje się na co dzień. – Szczególnie osoby, które mają małe dzieci, wiedzą, że mniejsze lub większe urazy zdarzają się często. Szkolenie z pierwszej pomocy, jeśli było solidnie przeprowadzone, daje przekonanie, że w sytuacji zagrożenia czyjegoś życia lub zdrowia będę wiedział, co robić, i będę działał, zamiast stać i biernie się przyglądać. Szkolenie trwa minimum kilka godzin, ale na pewno nie będzie to czas zmarnowany.

    Życie z Bogiem to coś normalnego

    Łukasz i jego żona Ola od trzech lat są w Domowym Kościele, czyli gałęzi rodzinnej Ruchu Światło–Życie. – Długo szukaliśmy dla siebie wspólnoty kościelnej, która spełniłaby nasze oczekiwania. Wiedzieliśmy, że niedzielna Eucharystia jest niesamowicie ważna, ale chcieliśmy dla nas i dla naszych dzieci czegoś więcej. Znajomy ksiądz zakładał tzw. krąg rodzin i zaproponował nam właśnie Domowy Kościół. Kiedy zapoznaliśmy się z jego zasadami, wiedzieliśmy, że to jest nasza droga w Kościele – wyjaśniają małżonkowie. – Domowy Kościół proponuje małżeństwem pewne zobowiązania, których przestrzeganie jeszcze bardziej pogłębia wiarę w Boga poprzez codzienną wspólną modlitwę małżeńską, rodzinną, rozmyślanie nad tekstami z Pisma Świętego, czy wreszcie rodzinne wyjazdy na rekolekcje, które szczególnie w dzisiejszym pędzie życia pozwalają bardziej zacieśnić relacje małżeńskie i rodzinne. Nie ma małżeństw idealnych, ale zdaniem zielonogórzan każdy powinien dążyć ku Bogu w jedności ze współmałżonkiem. – Na spotkaniach naszego kręgu, rejonowych czy też diecezjalnych, rozmawiamy z różnymi rodzinami, z krótszym lub dłuższym stażem małżeńskim, po różnego rodzaju kryzysach, z którymi wygrali dzięki wierze w Boga i wsparciu ludzi z kręgu Domowego Kościoła. Ich doświadczenie daje nam gotowe rozwiązania, które możemy wykorzystać w naszym życiu – podkreśla Łukasz. – Jesteśmy rodziną wielodzietną, nasze dzieci chętnie biorą udział w spotkaniach kręgu, w których uczestniczą także inne dzieci. Wspólna zabawa i modlitwa pokazują im, że życie blisko Pana Boga jest czymś normalnym, tym samym w naturalny sposób wzrastają w wierze – dodaje Ola.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół