Nowy numer 20/2018 Archiwum

Dać widzowi do myślenia

Premiera przedstawienia „Brat naszego Boga” odbyła się 15 października nie w teatrze, ale w pomieszczeniach dawnego sklepu w centrum miasta przy ul. Hawelańskiej. Czy sztuka napisana przez Karola Wojtyłę wciąż porusza?

Przypomnijmy, że dramat „Brat naszego Boga”, powstały w latach 1944–50, przedstawia losy polskiego powstańca, malarza i zakonnika Adama Chmielowskiego, czyli św. Brata Alberta. Główny bohater jest rozdarty wewnętrznie i musi dokonać wyboru pomiędzy sztuką a chęcią niesienia pomocy osobom bezdomnym. Spektakl to inicjatywa gorzowskiego Stowarzyszenia Art-Drama, które zrzesza zawodowych i amatorskich aktorów.

– Nasza organizacja skupia artystów, którzy poszukują przestrzeni dla siebie. Oczywiście każdy ma swoją pracę, ale czasem mamy głód czegoś więcej – mówi prezes Dominik Jakubczak. Pomysł na zrealizowanie sztuki „Brat naszego Boga” chodził za aktorami już od dawna. Reżyser spektaklu, Artur Nełkowski, postanowił przenieść historię Brata Alberta do czasów współczesnych. – Czułem potrzebę zmierzenia się z tą sztuką, ponieważ Wojtyła napisał tekst ponadczasowy. Każdy czas ma swój lęk, każdy czas ma swoją radość, ale też każdy czas ma swoją biedę. A ten tekst nie pozwala zapomnieć, czym jest miłosierdzie – tłumaczy reżyser. – Teatralność tego dramatu niesamowicie uruchamia wyobraźnię, aż chce się wziąć ten tekst na warsztat. Bliski mi jest teatr, który idzie za tekstem, czyli szuka autora i tego, co chce powiedzieć, dlatego nie staram się wydziwiać i odchodzić daleko od oryginału. To jednak nie jest łatwy tekst, pisany, bardzo intelektualnym językiem, dlatego dokonałem dużej adaptacji. Starałem się wyciągnąć głównie te sceny, które mówią o sercu i bliskości z biednym. Poszedłem drogą powołania Adama, aby wybrzmiała główna myśl o miłosierdziu – dodaje. Premiera spektaklu odbyła się jednak nie w teatrze, ale w dawnym sklepie. Dlaczego? – Przestrzeń miejska jak gdyby definiuje się z Bratem Albertem, bo on właśnie chodził ulicami i szukał biednych. To był charyzmat jego powołania – wyjaśnia Artur Nełkowski. – A my z naszymi spektaklami chcemy dawać widzowi do myślenia – dodaje. W rolę głównego bohatera Adama Chmielowskiego wciela się Mikołaj Kwiatkowski. – Najtrudniejsze było znaleźć w sobie Adama, a później Alberta. To rola, w której trzeba pokazać swoje serce, swoje łzy, swój gniew, swoją rozpacz, czyli pełen wachlarz emocji. To rola, która daje do myślenia. Chociażby to, że nie możemy przejść obojętnie obok potrzebującej osoby, nie kupując jej nawet bułki, a może czegoś więcej – zauważa Mikołaj. Spektakl został zrealizowany w kooperacji ze Stowarzyszeniem św. Eugeniusza de Mazenoda oraz Teatrem Tygiel.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma