Nowy numer 20/2018 Archiwum

Kadry z dziecięcej pamięci

– Rodzice nauczyli nas przede wszystkim patriotyzmu i wiary. Staraliśmy się razem z żoną przekazać to także naszym dzieciom – mówią Teresa i Antoni Kuczyńscy.

Aprzekazywać było komu, bo sulechowianie mają 7 dzieci, 21 wnuków i 2 prawnuków. Dla nich wszystko jednak zaczęło się na Kresach. Pani Teresa urodziła się w miejscowości Skiłądziszki na Litwie. Gdy skończyła się wojna, miała zaledwie cztery lata i niewiele pamięta z tego okresu. Natomiast mąż Antoni urodził się w 1934 r. i pamięta sporo.

Wspomniał o niej Mickiewicz

Pan Antoni był jednym z czterech synów Józefa i Marcjanny. Urodził się w Ługomowiczach (województwo nowogródzkie, powiat wołożyński). To teren dzisiejszej Białorusi. – Mieszkaliśmy na kolonii, prawie 3 km od wsi. Ojciec był światłym rolnikiem i gospodarował nowocześnie. Miał dość duże i zasobne gospodarstwo – wyjaśnia pan Antoni. – Warto wspomnieć, że Ługomowicze to wieś, którą Adam Mickiewicz wspomina w „Panu Tadeuszu”. Chodzi o fragment, gdzie mowa o zarządcy pańszczyźnianym, który nazywał się Wołk. Chcieli go powiesić, ale chłopi się nad nim zlitowali. Co prawda Mickiewicz napisał Łogomowicze, ale chodziło o Ługomowicze. Wspomniana miejscowość była wsią gminną. – Był tam posterunek policji, była szkoła, ale kościoła nie było. Na niedzielną Mszę św. chodziliśmy pieszo do kościoła w Dudach. To właśnie tam miałem chrzest. Zresztą po raz drugi, bo pierwszy raz ochrzczono mnie jeszcze w domu, dlatego że byłem chorowity. Z kolei I Komunię Świętą miałem w miejscowości Iwje oddalonej od nas o 15 km. Matka regularnie posyłała mnie tam na nauki do księdza. Szło mi dobrze, bo co usłyszałem, to dobrze zapamiętałem – opowiada Antoni Kuczyński.

Rodzice pomagali AK

Szczęśliwe życie zniszczyła wojna. Pan Antoni miał nadzieję, że szybko się skończy. – Rozmawiałem na początku z polskim żołnierzem, który mówił: „Najpierw pobijemy Niemców, a potem Ruskim damy w skórę”. Ale to trwało i trwało, i ciągle nam zagrażało niebezpieczeństwo – wspomina pan Antoni. – Jak Rosjanie przyszli, to robili często zebrania, na których uprawiali propagandę bolszewicką. Niektórzy próbowali się podśmiechiwać, ale to mogło skończyć się wywózką. Tak było w przypadku mojego stryjaszka. Podpadł m.in. tym i wywieźli go na Syberię – dodaje. Rodzice pana Antoniego w czasie wojny współpracowali z AK. – W naszym domu był punkt kontaktowy. Pewnego razu jakichś dwóch młodych chłopców z AK szło do nas. Na drodze zatrzymali ich partyzanci rosyjscy. Powiedzieli, dokąd idą. Do naszego domu wszedł jeden pijany Rosjanin i powiedział, że nas rozpruje jak wieprze. Rzuciliśmy się do ucieczki. Ja pobiegłem z matką. Ukryliśmy się w jakichś chaszczach za domem. Ten Rosjanin gonił nas i raz strzelił w naszym kierunku. Na szczęście chybił. Po tym zdarzeniu wyprowadziliśmy się z naszego domu. Pojechaliśmy do miasteczka Iwje oddalonego o 15 km. Mieszkaliśmy tam pół roku, a potem wróciliśmy do domu – opowiada pan Antoni.

Zabili kuzyna Edwarda

Codzienne życie pod okupacją, zarówno niemiecką, jak i rosyjską, nie było łatwe. Trzeba było chociażby oddawać część jedzenia. – Wszystkiego ubywało. Ojciec próbował temu jakoś zaradzić. Zbudował barak z desek, który obłożył słomą i tam schował większość bydła. Zrobił też ziemiankę w młodym świerkowym lesie, aby móc ukryć się w razie niebezpieczeństwa. Dla mojego kuzyna Edwarda to schronienie nie okazało się szczęśliwe – tłumaczy sulechowianin i kontynuuje: – Wtedy już Rosjanie tępili AK. Akowcy ukrywali się w naszej ziemiance. Był wśród nich także mój kuzyn, który nie chciał, aby zabrano go do wojska. Rosjanie obserwowali ten teren z wysokiej wieży. Kiedyś o świcie w lesie zauważyli dymek. Uzbrojeni Rosjanie poszli zobaczyć, skąd się wydobywa. Znaleźli ślady partyzanta, który wrócił do ziemianki od dziewczyny. Nie zatarł za sobą śladów. Rosjanie odkryli ziemiankę. Nawet nie próbowali wzywać Polaków do poddania się. Bez ostrzeżenia ostrzelali schron, a później rannych dobili bagnetami.

Najważniejsza miłość i wiara

Doświadczeni wojną i życiem w ciągłym strachu musieli opuścić swój ukochany dom rodzinny. Po zakończeniu wojny pan Antoni wraz z rodzicami przyjechał do Torzymia, z kolei pani Teresa trafiła do pobliskich Przęślic. To właśnie tam się poznali. W tym roku obchodzili już 57. rocznicę ślubu. Jaka jest ich recepta na szczęśliwe małżeństwo? – Kłócimy się, a i owszem, ale szybko się godzimy. Najważniejsze są miłość i wiara – zwierzają się z uśmiechem państwo Kuczyńscy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma