Nowy numer 20/2018 Archiwum

To nie wyścigi, ani obóz przetrwania

Grzegorz Mazurek zapewnia, że EDK pomaga zrozumieć cierpienie Chrystusa.

Krzysztof Król: Przypomnijmy, czym jest EDK?

Grzegorz Mazurek: To Droga Krzyżowa, ale trochę w innej formie. Jak tłumaczy pomysłodawca, ks. Jacek Stryczek, można przeżyć Drogę Krzyżową w kościele, a można też idąc 40 lub więcej kilometrów. Każdy sposób jest inny i nie ma lepszych czy gorszych. EDK po prostu zakłada pewien konkretny wysiłek. Wiele osób nie spodziewa się, że to aż taki trud. Niby człowiek jest wysportowany, ale potem okazuje się, że ledwo dochodzi do końca. Sam tego doświadczyłem, ale te wszystkie własne słabości na pewno pomagają zrozumieć cierpienie Chrystusa. Inaczej patrzy się na krzyż, mając odciski na stopach i czując ból mięśni.

Dla kogo jest więc EDK?

To specyficzna forma duchowości. Jest część osób, które potrzebuje takiego fizycznego kopa i ja na pewno jestem taką osobą. Z założenia organizatorów EDK jest dla mężczyzn szukających Boga i chcących odkryć swoją tożsamość. Jednak – jak pokazują minione lata – w drogę wyruszają także kobiety. Przed decyzją o udziale w EDK na pewno warto dobrze się zastanowić, czy damy radę, bo wysiłek w czasie tej drogi jest rzeczywiście duży. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to nie pielgrzymka, na której po przejściu jakiegoś odcinka ktoś będzie czekał na nas z kubkiem herbaty czy gorącą zupą, albo podwiezie nas w razie potrzeby. Nie chcę nikogo zniechęcać, po prostu mówię jak jest! Tu każdy idzie na własną odpowiedzialność. Organizatorzy zapewniają tylko rozważania i mapę z trasą. Ale jeśli czujemy, że Pan Bóg wzywa nas na tę drogę, to może warto posłuchać tego głosu? Sami musimy podjąć tę decyzję.

Jakie zasady obowiązują na EDK?

Główna – idziemy w ciszy! Trzeba sobie uświadomić, że to nie jest wyjście towarzyskie. Naszym towarzyszem jest Pan Jezus i żeby usłyszeć to, co do nas mówi, potrzebna jest cisza. Idziemy w nocy, aby uświadomić sobie ciemność naszego grzechu, z którego mamy wychodzić. Trzeba pamiętać, że to nie wyścig, ani obóz przetrwania. Celem tej drogi jest spotkanie z Bogiem.

W tym roku będzie nowa trasa z parafii pw. św. Stanisława Kostki w Zielonej Górze?

Tak. Zwiększamy liczbę tras, bo szukamy ważnych miejsc duchowych w naszej diecezji. W tym roku proponujemy trzy drogi. Pierwsza do figury Chrystusa Króla w Świebodzinie liczy 46 km, druga – do kościoła na Górze św. Anny ma 56 km. I trzecia zupełnie nowa trasa do Żagania, gdzie znajduje się replika kaplicy Grobu Chrystusa z Jerozolimy. To miejsce, w którym śmierć styka się ze zmartwychwstaniem. To samo w sobie jest już wielkim przesłaniem. Trasa będzie miała ponad 60 km i na pewno będzie ekstremalna. Jest na niej sporo przewyższeń. Patronem tej trasy będzie bł. Pier Giorgio Frassati, który na pewno nie bał się żyć ekstremalnie i szukać różnych dróg do Chrystusa. Chociażby w 1924 założył z przyjaciółmi nieformalne Stowarzyszenie Ciemnych Typów, którego celem był apostolat wiary i modlitwy między innymi przez wspólne górskie wycieczki.

A Ty kiedy pierwszy raz poszedłeś na EDK?

Dwa lata temu do Świebodzina. I nie jako organizator, ale uczestnik. To było niesamowite doświadczenie. Szczególnie od czterdziestego kilometra. Myślałem, że jeśli jestem wysportowany, bo jeżdżę na rowerze i chodzę po górach, to dam sobie radę. Ale pod koniec mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. To był taki wielki ból, że ledwo mogłem zrobić krok. Już nawet nie robiłem przystanków i szedłem siłą rozpędu, bo bałem się, że jak się zatrzymam, to już na dobre. To wyjątkowe przeżycie fizyczne i duchowe, którego tak naprawdę nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć! Jak człowiek otworzy się na Pana Boga to Go spotka. W czasie drogi jest dużo czasu, żeby przemyśleć wiele rzeczy. I często te końcówki są bardzo owocne. Na początku myśli człowiek o wszystkim, a w końcu woła: „Boże, pomóż!”, bo nie jest w stanie dojść. EDK to mocne doświadczenie, które wpływa później na codzienność.

Na ręce masz opaskę z hasłem EDK: „Warto żyć ekstremalnie”. Co to dla Ciebie znaczy?

Wydaje mi się, że całe życie Jezusa jest życiem ekstremalnym. Dla mnie żyć ekstremalnie, to kochać i dawać siebie innym. Tak na całość, bez półśrodków.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma