Nowy numer 2/2021 Archiwum

Taniec z małżonkami

Niezwykła muzyczna terapia. – Często mężczyźni mówią już na samym początku: „Ale ja i tak nie nauczę się tańczyć”. A ja pytam: „A kto panu to powiedział?”. Nad wszystkim można pracować – przekonuje nauczyciel tańca Dominika Górska--Jabłońska.

Prezent dla żony

Swoją przygodę z tańcem 10 lat temu rozpoczęli Jolanta i Zenon Drapiewscy. Karnet nauki tańca był prezentem dla żony z okazji ćwierć wieku ich małżeństwa. – Na początku zamierzaliśmy pobierać nauki w zakresie kursu podstawowego, ale tak nas zafascynował wspólny taniec, wspaniała atmosfera, że postanowiliśmy tańczyć i zdobywać dalsze umiejętności taneczne, potwierdzając je egzaminami tanecznymi – wyjaśnia pan Zenon. Nie ma tańca najłatwiejszego i najtrudniejszego. Wszystko zależy od predyspozycji partnerów. – Uwielbiamy walca angielskiego. Bardzo wolnego i dostojnego, w którym możemy w pełni wyrazić siebie i spokojnie w rytmie na trzy przemieszczać się po parkiecie jak w łodzi po falującym jeziorze marzeń – mówią małżonkowie, którzy mają dwójkę dorosłych dzieci i troje wnucząt. – Najtrudniejszy dla nas do nauki okazał się walc wiedeński, w którym jest mniej figur, ale zarazem niezbędne są szybkość i wzajemna koordynacja ruchów tańca wirowego – dodają. Zenon i Jolanta występują w pokazach i formacjach tanecznych. Mają swoje taneczne marzenia. – Najbardziej marzę o zatańczeniu z moją Jolą w turnieju tanecznym, żeby poczuć te chwile, gdy świat kręci się wkoło nas, a my widzimy tylko siebie i jesteśmy cudownie złączeni muzyką walca angielskiego – zwierza się pan Zenon. Taniec to dla małżonków relaks nawet po najcięższym dniu pracy. Po prostu przyjemność. – Tak mało czasu poświęcamy na przytulenie się, obejmowanie kochanej osoby, a taniec daje nam ten czas i możliwości. Bardzo często moja Jola w domu, gdy gra muzyka, zaprasza mnie do tańca i wspólnie się wygłupiamy – opowiada pan Zenon.

Zupełnie inny wymiar

Choć od zawsze lubili taniec, to na poważnie zainteresowali się nim 7 lat temu, gdy ich młodsza córka Ada rozpoczęła jego naukę. Małgorzata i Mariusz Dudkowie, zarażeni entuzjazmem córki, postanowili zapisać się na kurs. Taniec sprawia im ogromną przyjemność. – Oboje pracujemy zawodowo bardzo aktywnie. Czasami wpadamy na wieczorne zajęcia od razu po pracy, ale taniec daje nam coś niesamowitego. Te 90 minut treningu przenosi nas w zupełnie inny wymiar, inny świat. Zapominamy o naszych problemach, bolączkach i całym tym zgiełku dookoła. Jesteśmy tylko my i muzyka – wyjaśnia Małgorzata Dudek. – No i oczywiście pani instruktor, która czuwa nad poprawnością kroków tanecznych. Jednak nie sama technika taneczna i kolejne układy są dla nas ważne, ale fakt, że jest to nasza chwila. Taniec wyzwala w nas same pozytywne emocje – dodaje. Najłatwiejszym tańcem była dla małżonków cha-cha. Najtrudniejszym wciąż pozostaje tango. – Opanować do perfekcji tango to nasze taneczne marzenie – przyznają. Nie perfekcja w tańcu jest jednak najważniejsza, ale to, że taniec zbliża. – W tańcu odczuwamy w szczególny sposób swoją bliskość, jednym spojrzeniem wyrażamy głębię uczucia, które łączy nas jako małżonków. W jakiś przedziwny i jakże subtelny sposób adorujemy siebie nawzajem. Ja męskość męża, a on moją kobiecość – podkreśla Małgorzata. – Taniec to lek dla naszych dusz i przyjemność dla naszych ciał, to chwila dla nas – dodaje.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama