Znak krzyża za kurtyną

Katarzyna Buganik

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 13/2015

publikacja 26.03.2015 00:00

– Kiedy jestem na scenie, nie myślę o sobie czy o mojej rodzinie, ale o tej postaci, którą gram. Staram się zrozumieć mojego bohatera, przeżywam i analizuję jego postępowanie i sytuacje, w których się znalazł, a które ja odtwarzam – mówi aktorka.

 – Gram tylko na scenie i dobrze mi to wychodzi. W życiu codziennym ściągam maski, bo nie umiem grać i oszukiwać – tłumaczy Kinga Kaszewska-Brawer – Gram tylko na scenie i dobrze mi to wychodzi. W życiu codziennym ściągam maski, bo nie umiem grać i oszukiwać – tłumaczy Kinga Kaszewska-Brawer
Katarzyna Buganik /Foto Gość

Kinga Kaszewska-Brawer – aktorka teatralna, reżyser, żona Wojciecha, mama Bereniki i Tosi. Od 16 lat pracuje w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze, a od 13 lat w paradyskim seminarium prowadzi klerycki Teatr „Zdumienie” i młodzieżową grupę teatralną w Polkowicach. Pochodzi ze Świdnicy na Dolnym Śląsku.

Szkołę teatralną ukończyła we Wrocławiu. Jej aktorski debiut to Klara ze „Ślubów panieńskich” Fredry, którą zagrała w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, gdzie później pracowała przez dwa lata i poznała swojego męża Wojciecha, również aktora. W Teatrze Lubuskim pracuje od 1999 roku. W dorobku artystycznym ma wiele zagranych na scenie sztuk i spektakli. Do jej ważniejszych ról należą m.in.: Agafia Tichonowna – „Ożenek”, Koby, Dziennikarz I – „Wizyta starszej pani”, Mela – „Moralność pani Dulskiej” i Elf – „Sen nocy letniej”. – Zawsze lubiłam teatr. On jest i będzie obecny w moim życiu, bo teatr można robić nawet w domu z dzieckiem – twierdzi aktorka. – W pracy aktora najtrudniejsza nie jest nauka tekstu, ale analiza postaci. Tekstu uczymy się na scenie. Próby sceniczne poprzedzane są zawsze próbami stolikowymi, podczas których tekst czyta się przez dwa tygodnie, po kilka godzin, dwa razy dziennie i kwestie się zapamiętuje samoczynnie. Istnieje też tzw. pamięć ciała, polegająca na zapamiętywaniu tekstu w odniesieniu do przestrzeni sceny. Kiedy aktor podchodzi np. do stolika, to jego mózg przypomina sobie daną kwestię – wyjaśnia Kinga Brawer.

Jestem jak Peggen Mike

O swojej pracy opowiada z pasją i zaangażowaniem, bo dla niej każda postać to inny temat. Każdą rolę musi przemyśleć i zinterpretować. – Często jest tak, że pracujemy nad daną postacią np. dwa miesiące i nagle pewnego dnia reżyser zmienia układ, i trzeba postać „zbudować” od nowa, a to jest trudne. Moją ulubioną bohaterką i postacią, która oddaje mój charakter, jest Margot Flahert zwana Pegeen Mike, bo ja też jestem stanowcza, cenię sobie uczciwość i szczerość, a nie znoszę chamstwa i obłudy. Pegeen Mike była taką postacią, która potrafiła się przeciwstawić całej wiosce w obronie swoich marzeń i wartości, i dlatego jest mi bliska – tłumaczy aktorka. – Kiedy występuję na scenie, nie myślę o sobie ani o rodzinie, ale o tej postaci, którą gram. Staram się ją zrozumieć i często zastanawiam się, jak ja bym postąpiła w danej sytuacji. Zawsze pierwszemu spektaklowi towarzyszy trema, z każdym następnym występem jest już mniejsza. Stres jest na przykład, kiedy wypadnie jakaś kwestia i trzeba szybko się pozbierać. I wtedy, kiedy wiemy, że na widowni jest ktoś bliski… Zawsze przed wyjściem na scenę robię znak krzyża, czuję się wtedy bezpiecznie. On dodaje mi odwagi – dodaje. Ważny jest też kostium, który aktor chce dostać jak najszybciej, by się do niego przyzwyczaić przed premierą. – Kostium buduje rolę. Podczas prób gram w zwykłych ubraniach, a na spektakl wkładam np. klasyczną suknię, którą trzeba odpowiednio podnosić, dlatego kostium jest ważny i dobrze jest go poznać wcześniej, bo on nadaje charakter postaci – wyjaśnia aktorka.

Reżyserka w seminarium

Od 2002 roku Kinga Kaszewska-Brawer prowadzi klerycki teatr „Zdumienie” w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu. – Wybieram teksty, adaptuję je na scenę, decyduję o scenografii i przygotowuję oprawę muzyczną. Myślę, że Pan Bóg postawił mi ten teatr na drodze, bo mam w Paradyżu misję do spełnienia. Mojemu prywatnemu życiu też się to przydało. Jestem potrzebna klerykom jako reżyser i prowadząca, ale praca z nimi również mnie samej wiele daje i jest mi po prostu potrzebna – mówi aktorka. Kinga Brawer wraz z klerykami przygotowała wiele spektakli m.in.: „Tryptyk rzymski”, „Czekając na Godota”, „Pułapka na myszy”, „Oskar i pani Róża” czy „Światełko”. Na tegoroczny Festiwal Życia wyreżyserowała dwugodzinną sztukę „Dziecko Noego”, opowiadającą m.in. o życiu, zmaganiu się z przeszłością, Holokauście, podobieństwach judaizmu i chrześcijaństwa. – Trudno jest znaleźć tekst, który będzie pasował wyłącznie dla mężczyzn, bo zwykle w sztukach występują też postaci żeńskie. Staram się jednak to robić, jeśli tekst mi na to pozwala, i w wyborze sztuk zawsze kieruję się tym, by niosły one jakąś wartość – dodaje. – Nie wyobrażam sobie dzisiaj życia bez teatru, bo kocham to, co robię. Praca na scenie, ale i w roli prowadzącego, i reżysera grupy teatralnej daje mi dużą satysfakcję i spełnienie. Teatr jest moją drugą miłością, bo pierwszą jest moja rodzina – wyznaje.