Witku, „Szefie” brakuje nam Ciebie

ks. Marcin Siewruk

publikacja 30.01.2016 10:43

W gorzowskiej filharmonii odbył się koncert dedykowany pamięci „Szefa”, wspaniałego człowieka, księdza, aktora, patrioty.

Witku, „Szefie” brakuje nam Ciebie Koncert "Misjonarz szczęścia" dedykowany był zmarłemu przed rokiem ks. Witoldowi Andrzejewskiemu ks. Marcin Siewruk /Foto Gość

W przeddzień 1. rocznicy śmierci charyzmatycznego duszpasterza akademickiego, duszpasterza ludzi pracy, rekolekcjonisty, pioniera ruchu pielgrzymkowego w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, duszpasterza policji, aktora, autora audycji radiowych, wspaniałego, ciepłego człowieka w Filharmonii w Gorzowie Wlkp. odbył się 29 stycznia koncert „Misjonarz szczęścia”.

W koncercie uczestniczyli m. in. biskupi: Tadeusz Lityński i Adam Dyczkowski, Wojewoda Lubuski Władysław Dajczak, Prezydent Gorzowa Wlkp. Jacek Wójcicki, gorzowscy duszpasterze, wychowankowie „Szefa” z duszpasterstwa akademickiego i mieszkańcy miasta.

Ks. Witold Andrzejewski skupiał wokół siebie ludzi, wzbudzał autorytet i zaufanie. W niezwykły sposób łączył w sobie głęboką wiarę, mądrość i odwagę.

– To był spontaniczny pomysł. W ubiegłym roku mieliśmy koncert z okazji Dnia Pamięci i Pojednania z orkiestrą z Herfordu, kiedy zmarł ksiądz Andrzejewski. Pomyślałam, że ta uwielbiana w Gorzowie Wlkp. i tak barwna postać zasługuje na takie wspomnienie – powiedziała Monika Wolińska, dyrygent Orkiestry Filharmonii Gorzowskiej. Koncert składał się z pięciu części: Teatr, Ludzie, Wolność, Kapłaństwo i Pamięć. Utworom muzycznym towarzyszyły wspomnienia Janusza Dreczki i recytacje w wykonaniu Aliny Czyżewskiej.

W programie znalazły się pełne refleksji kompozycje inspirujące do postawienia sobie najważniejszych pytań. Gorzowscy filharmonicy wykonali m. in. pełne liryki, nastrojowe „Adagio na smyczki” Samuela Barbera, refleksyjne intermezzo z opery „Thais” Masseneta oraz wzruszającą „Chacconę” z „Requiem” Krzysztof Pendereckiego. Na zakończenie zabrzmiał utwór Nenio Morricone „Nella Fantasia” z filmu „Misja”.

– Niesamowite, po prostu niesamowite! 40 lat i tak sobie siedzę, i modlę się. Pojawiają się refleksje. 1975 r. i byłem blisko „Szefa” do 1981 r. Później moje małżeństwo, gdzieś mi zniknął, wyjechałem z Polski i dzisiaj sobie uświadomiłem, że „Szef” był zawsze nasz. Miałem 3 domy w których czułem się fantastycznie, dom mojej mamy – dom rodzinny, mój dom – moja żona, dziecko i dom „Szefa”, który był zawsze otwarty, obojętnie o której godzinie, pełny luz, ekstremalny, czułem się tam fantastycznie. I dzisiaj przyglądałem się, że był nie tylko dla nas, ale też dla wielu innych osób i ten ostatni moment koncertu, kiedy pani dyrygent pokazała ręką na ks. Witolda, to „padliśmy” wszyscy, piękna uczta, piękne wspomnienie, chcę czegoś takiego za rok – powiedział Andrzej Wierzbicki, „Rumian”.

Uczestniczy byli zauroczeni atmosferą koncertu, muzyką.

– Koncert bardzo nas poruszył, przeżywaliśmy go w gronie przyjaciół. I to ostanie, główne zdjęcie, które pokazało się na ekranie, ks. Witold Andrzejewski w berecie. Czy mogliśmy go nie kochać? Nie mogliśmy. Szliśmy z nim przez różne sytuacje, ogromnie wiele zyskaliśmy. Zawsze uczył nas pokory, wolności, że musimy wybaczać, był niesłychanie dobrym człowiekiem, nawet jeśli zdarzały się upadki, to uczył nas z tego powstawać. Mówił nam o błogosławieństwie, że to jest bycie szczęśliwym. Ten koncert w przedziwny sposób to pokazał, że wszyscy będąc w drodze, pewnego dnia staniemy wszyscy razem w jednym chórze i zaśpiewamy, tak jak nam się zdarzało za „komuny”, np. 200 osób na dworcu głównym w Poznaniu śpiewaliśmy Alleluja, ni stąd ni zowąd. Żyliśmy tak radośnie, wspaniale, przede wszystkim szukając Boga. „Szef” uczył nas słuchania słowa. Z tym wyszliśmy z duszpasterstwa akademickiego i trwamy w wierze, oraz czekamy, że spotkamy się wszyscy razem – mówił Leszek Wajchert, dyrektor Szkoły Katolickiej w Gorzowie Wlkp.