Życie pod znakiem lilijki

Krzysztof Król

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 8/2019

dodane 21.02.2019 00:00

„Starajcie się zostawić ten świat odrobinę lepszym, niż go zastaliśmy” – zachęcał założyciel ruchu skautowego sir Robert Baden- -Powell.

Życie pod znakiem lilijki – Dzięki temu, że moje córki są harcerkami, instruktorkami, są odpowiedzialne i zorganizowane. Potrafią szybko reagować w różnych sytuacjach i mam wrażenie, że często widzą więcej niż inne osoby w ich wieku – mówi o Michalinie (na zdjęciu) mama Katarzyna Gertych. archiwum michaliny gertych

Michalina Gertych ze Wschowy mówi o sobie, że harcerstwo wyssała z mlekiem matki. – Moja mama jest w harcerstwie, moi dziadkowie byli instruktorami Związku Harcerstwa Polskiego, a teraz ja, moja siostra oraz najbliższy kuzyn również jesteśmy instruktorami – uśmiecha się wschowianka. – Od najmłodszych lat chętnie pomagałam mamie. Często razem coś organizujemy. Tylko tata nie jest w harcerstwie, ale zawsze wspiera nasze działania i jest przyjacielem naszego hufca – dodaje.

Chłopak też z harcerstwa

Pierwszy raz na kolonie zuchowe pojechała w wieku sześciu lat. – Należałam do gromady zuchowej, potem drużyny harcerskiej, a następnie drużyny wędrowniczej. Prowadziłam przez siedem lat 67. Gromadę Zuchową „Wesołe Jeżyki”, ale kiedy poszłam na studia do Poznania, przekazałam swoją jednostkę mojemu przybocznemu, a konkretnie kuzynowi Kamilowi – wyjaśnia Michalina. – Zostałam wówczas mianowana namiestnikiem zuchowym Hufca ZHP Wschowa i jestem nim do dziś. Kiedy obejmowałam tę funkcję, hufiec miał trzy gromady, a teraz, po pięciu latach, liczymy siedem gromad zuchowych ze Wschowy, Wijewa, Dębowej Łęki oraz Szlichtyngowej. Moim zadaniem jest organizowanie imprez dla podlegających mi jednostek oraz koordynowanie pracy gromad. Staram się być wsparciem dla moich drużynowych, zwłaszcza tych młodych – dodaje.

Co Michalinę pociąga w harcerstwie? – Spotkałam na swojej drodze harcerskiej wielu wspaniałych ludzi. Przyjaźnię się z dwoma małżeństwami – jedno z nich nawet poznało się właśnie w harcerstwie. U jednej pary byłam świadkiem na ślubie, a druga poprosiła mnie na chrzestną syna. To pokazuje, że harcerstwo jest jak wielka rodzina. Mojego chłopaka również poznałam w harcerstwie. Należeliśmy do jednej drużyny. I tak zaczęła się nasza przygoda – zwierza się Michalina.

Im więcej na głowie, tym lepiej

Harcerstwo uczy wielu rzeczy, jedną z nich jest na pewno dobra organizacja. – Wielu ludzi pyta mnie, jak to wszystko godzę: pracę, studia dzienne w Poznaniu, prowadzenie scholi przy parafii, Katolicką Wschowę oraz działalność w harcerstwie – uśmiecha się Michalina. – To właśnie dzięki ZHP nauczyłam się organizować sobie czas. Jestem takim typem człowieka, który lubi, gdy dużo się dzieje. Większość czasu poświęcam na pracę społeczną i wolontariacką. Poszłam na studia pedagogiczne ze względu na harcerstwo. To ono mnie zainspirowało. Chciałam zostać nauczycielką i to marzenie się spełniło – dodaje.

Harcerstwo otworzyło Michalinę na innych ludzi. – Kilka lat temu byłam osobą zamkniętą. Dzięki harcerstwu prowadzę i organizuję ogólnopolskie konferencje metodyczno-naukowe, np. serię konferencji „Harcerstwo jako pedagogia” – wyjaśnia Michalina. – To harcerstwo przygotowało mnie do pracy z dziećmi, a zdobyte w nim doświadczenie procentuje w relacji z moimi uczniami. Wielokrotnie na lekcjach wykorzystuję metodę harcerską – dodaje.

Boże Ciało z gitarą i nogą w gipsie

Wschowianka jest zaangażowana nie tylko w harcerstwo. W parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika we Wschowie prowadzi scholę. – Wzbogacamy swoim śpiewem niedzielną młodzieżową Mszę Świętą. Zorganizowaliśmy już wspólnie cztery koncerty kolęd i pastorałek, a w zeszłym roku, jako schola, pomagaliśmy w organizacji Bożego Ciała we Wschowie – opowiada Michalina.

Schola to dla niej sposób na modlitwę. Wschowianka wierzy w to, że jej zaangażowanie przy Kościele było możliwe dzięki łasce Pana Boga. – Pięć lat temu miałam wypadek samochodowy. Zasłabłam za kierownicą i uderzyłam w drzewo. Policjanci byli zdumieni, że mam tylko złamaną nogę, bo samochód nadawał się do kasacji. Pielęgniarka powiedziała mi wtedy, że mam chyba jeszcze dużo do zrobienia na ziemi, bo miałam takie szczęście. I ja też tak to odebrałam. Tydzień po moim wypadku było Boże Ciało. Co roku na procesji wraz ze scholą gramy przy ołtarzach. Choć miałam nogę w gipsie, dziewczyny ze scholi pchały mnie na wózku inwalidzkim przez całą procesję – wspomina z uśmiechem.

Od ubiegłego roku Michalina jest także zaangażowana w inicjatywę Katolicka Wschowa. Wszystko to efekt pielgrzymki do Medjugorja. – Poznałam tam niesamowitych ludzi i po powrocie z pielgrzymki bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Postanowiliśmy też, że chcemy coś zrobić w naszym mieście. I tak narodził się pomysł Jedno Miasto w Jednym Duchu. Rozpoczęliśmy 9-miesięczną nowennę, każdego miesiąca odprawianą w innej parafii, aby zjednoczyć nasze miasto i powierzyć je Matce Bożej w Boże Ciało. I tak 31 maja ubiegłego roku odbyło się pierwsze wspólne Boże Ciało i inicjatywa Jedno Miasto w Jednym Duchu. Były koncerty zespołu niemaGOtu oraz chóru wschowskich parafii, adoracja Najświętszego Sakramentu, a także zawierzenie miasta Matce Bożej. I to nie była nasza ostatnia propozycja, to był raczej początek – podkreśla Michalina. – W swoim życiu staram się pamiętać o wyjątkowych słowach papieża Franciszka, które powiedział do nas w Krakowie – też tam byłam – abyśmy zeszli z kanapy i działali – dodaje.•