Śpiew im w duszy gra

kk

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 8/2019

dodane 21.02.2019 00:00

Chór „Con Anima” przy parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Żarach działa już ponad 70 lat. W czasach powojennych pomagał jednoczyć ludność przybyłą z różnych stron i robi to do dziś!

Repertuar zespołu to głównie pieśni religijne, ale nie brakuje także patriotycznych. Repertuar zespołu to głównie pieśni religijne, ale nie brakuje także patriotycznych.
Krzysztof Król /Foto Gość

Wszystko zaczęło się w 1946 roku. Inicjatorem był utalentowany organista i nauczyciel śpiewu Kazimierz Augustyński, który prowadził chór przez wiele lat. Po jego śmierci pałeczkę dyrygenta przejął Lucjan Grabowiecki, a później Józef Markulak. Kolejnymi dyrygentami byli: Katarzyna Pawłowicz, Izabela Kudokas, Mieczysław Świdkiewicz i Krystyna Gowik. Obecnie chór prowadzi Krystyna Januszewicz.

Dwa razy się modlą

Chór można usłyszeć na Mszy św. w kościele pw. Wniebowzięcia NMP zawsze w ostatnią niedzielę miesiąca.

– Oprócz tego śpiewamy podczas wszystkich Nocy Fatimskich i większych uroczystości. Robimy to także w innych parafiach. Na przykład przez cały styczeń troszczyliśmy się o kolędową oprawę Mszy św. we wszystkich żarskich kościołach, aby ludzie przypomnieli sobie, jak brzmi liturgia z udziałem chóru – wyjaśnia dyrygentka. – Jesteśmy zapraszani na różne uroczyste Msze św. z okazji odpustu, kapłańskiego jubileuszu czy dożynek – dodaje.

Chór razem z dyrygentką liczy dziś 37 osób. Wśród nich najdłuższy staż – 60 lat! – ma Józefina Wawrzyniak.

– Śpiew jest moją pasją, nie mogę bez niego żyć. Sprawia mi przyjemność, zadowolenie i daje wypoczynek. Na pewno jak człowiek śpiewa całą duszą i ciałem, to dwa razy się modli – podkreśla pani Józefina. – Zawsze lubiłam śpiewać i to tkwi we mnie. A teraz jestem na emeryturze, mam dużo czasu i chcę robić to, co lubię, wśród ludzi, których dobrze znam i lubię. Śpiewanie na chwałę Boga daje radość – zauważa z kolei Zofia Maksań. – Tu wykonujemy wiele pięknych pieśni religijnych. To rozwija duchowo i pogłębia wiarę – dodaje Krystyna Korzeniowska.

Ja to kocham

Na próby chóru z radością przychodzi także prowadząca. – Znam tych ludzi ponad dziesięć lat, a chór prowadzę dwa lata i widzę, jak niektórzy zmienili się przez ten czas. Są starsi, schorowani, a jednak znajdują w sobie tyle siły i pasji w tym, co robią, że przychodzą dalej na próby. Niektórzy mają problemy z wejściem po schodach, niektórzy nie dają rady z powodów zdrowotnych stać podczas długich, czasem dwugodzinnych Mszy, a jednak mimo bólu i zwyczajnej ludzkiej słabości trwają, śpiewając pięknie na chwałę Pana – zauważa Krystyna Januszewicz. – Podziwiam i szanuję ich za to, co robią. Sama czasem jestem po ludzku zmęczona – praca, dom, troje dzieci i granie w kościele – ale widok moich chórzystów dodaje mi sił. Czasem myślę, że nie damy rady, bo coś nam długo nie wychodzi, ale gdy zaczyna się Msza, ci ludzie dają z siebie tyle, że zawsze wszystko wychodzi. Więc myślę, że tym śpiewem naprawdę dwa razy się modlą – dodaje.

Chórzyści spotykają się nie tylko na próbach. – Udało nam się stworzyć rodzinę. Lubimy też spotykać się prywatnie, często przy ognisku śpiewamy wszystko, co nam w duszy gra. A śpiew daje nam bardzo dużo radości – podkreśla Danuta Zielonka. – Dlaczego śpiewam w chórze? Bo ja to kocham! Z ludźmi człowiek się spotyka, można się pobawić i wspólnie pomodlić – zauważa Zdzisław Stadler. – Teraz ludzie zamykają się w sobie, w swoich mieszkaniach i smartfonach. A śpiewanie otwiera na ludzi, na Boga i daje chęć do życia – dorzuca Eugeniusz Zagórski.