Małe gesty – wielkie serca

Krzysztof Król

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 16/2019

dodane 18.04.2019 00:00

„Wstań, spójrz na krzyż, jego moc powie ci, jak trzeba żyć. Zmieniać świat, lepszym być. Wstań, spójrz na krzyż, jego moc powie ci, jak zmieniać świat, aby w nim pokój był” – śpiewali sulechowscy uczniowie zaraz po scenie zmartwychwstania. I oni faktycznie zmieniają świat!

Scena finałowa misterium Męki Pańskiej przygotowanego przez Koło Misyjne przy parafii pw. św. Stanisława Kostki w Sulechowie. Scena finałowa misterium Męki Pańskiej przygotowanego przez Koło Misyjne przy parafii pw. św. Stanisława Kostki w Sulechowie.
Krzysztof Król /Foto Gość

Ale po kolei! Świecka misjonarka z naszej diecezji – Ewa Starzyńska – została posłana na misje przez bp. Tadeusza Lityńskiego. Stało się to podczas wrześniowej pielgrzymki Ruchu Światło–Życie w Rokitnie. Niedługo potem, na początku października, pojechała do Rwandy, ale wcześniej spotkała się z Kołem Misyjnym działającym przy Szkole Podstawowej nr 3 i parafii pw. św. Stanisława Kostki. Było to dosłownie kilka dni przed jej wyjazdem. Opowiedziała wówczas uczniom o misjach. – Swoim zapałem, radością i chęcią niesienia pomocy innym pobudziła naszych wolontariuszy do włączenia się w to dzieło. I tak nasze Koło Misyjne swoim patronatem objęło kolejną placówkę, a konkretnie Przedszkole im. św. Franciszka z Asyżu w Karama w Rwandzie, gdzie wolontariuszka pracuje pod okiem s. Stanisławy Oszywy, która jest przełożoną Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej w Rwandzie – wyjaśnia Krystyna Zamolska, katechetka i opiekunka koła.

Najważniejsze, że jesteśmy razem

Młodzi sulechowianie są w stałym kontakcie ze świecką misjonarką. Wkrótce po wyjeździe do Rwandy pani Ewa informowała: „W Karama czekało na mnie ok. 125 rozśpiewanych i roztańczonych dzieci. Ze wzruszeniem i ogromną radością patrzyłam na ich piękne twarze pełne ciekawości. Przywitanie było bardzo serdeczne. Na powitanie oczywiście rozdałam cukierki, które są rarytasem, więc było sporo radości. Dzieci nie odstępowały mnie na krok i tak było każdego dnia. W naturalny sposób okazują, że chcą być blisko”. Dzieci w przedszkolu są w wieku od 3 do 7 lat. „Mamy trzy klasy, pomieszczenia są małe, dwie najstarsze grupy mają ławeczki, więc zajęcia odbywają się na siedząco. Najmłodsza grupa maluszków ma rozłożone maty. W klasach jest smutno, ponuro i bardzo duszno, ale kiedy śpiewamy, tańczymy i uczymy się, czujemy, że najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Przywiozłam ze sobą trochę pomocy, więc mogłam urozmaicić zajęcia. Dzieci w klasie jest bardzo dużo, więc trudno jest o skupienie. Kiedy chłopcy siedzą na ławce obok siebie, często szukają zaczepki i trzeba mieć wszystko pod kontrolą. Dzieci to istny żywioł. W czasie przerwy zaskakują mnie swoją pomysłowością. Do zabawy mamy tylko skakankę, którą przywiozłam z Polski, i podartą piłkę. Skakanka zrobiła furorę, skaczemy pojedynczo i parami, wyłoniliśmy nawet mistrzów tej nowej dyscypliny” – opisywała pani Ewa.

Prawdziwa lekcja pokory

Wszędzie – jak podkreśla świecka misjonarka – widać ubóstwo. „Kilka razy wybrałam się na wzgórza, na początku to miał być spacer, ale to było spotkanie z okrutną rzeczywistością, z tym, jak wygląda życie rwandyjskiej rodziny. Po drodze spotykałam dzieci, ich ubrania były w strzępach, nawet nie mogłam zrobić zdjęcia, nie miałam odwagi. Nigdy wcześniej nie widziałam tak zaniedbanych dzieci. Chętnie do mnie podchodziły i witały się. Nawet odprowadziły mnie do domu. Jednego razu częstowałam dzieci cukierkami, myślałam, że nie poradzę sobie, ponieważ nawet dorośli zaczęli napierać na mnie z ogromną siłą, a to były tylko cukierki. To było porażające doświadczenie, myślałam, że przewrócę się. W drodze powrotnej była ulewa i schroniłam się w jednym z domów. Ściany były w stanie surowym i bijący chłód, na podłodze leżała mata. Dzieci stały pod ścianą i trzęsły się z zimna. Taką prawdę o życiu można zobaczyć w każdej wsi, przerażającą biedę. To prawdziwa lekcja pokory, prawda, z którą mierzę się każdego dnia” – wyznała. Na początku stycznia pani Ewa napisała, że uczestniczy w wielkim wydarzeniu, jakim jest budowa nowego przedszkola. „Na moich oczach z każdym dniem przybliża się chwila otwarcia budynku. Z nadzieją patrzę, jak prace nabierają tempa. Cieszę się, że mogę uczestniczyć w tak pięknym wydarzeniu. Dla naszych dzieci to szansa na godne warunki nauki i zabawy. Czeka nas sporo pracy, to wielkie wyzwanie dla wszystkich – udział w wyposażeniu klas. Będą krzesełka i stoliki, co za radość” – napisała pani Ewa.

Pod koniec lutego to, co wydawało się nieśmiałym marzeniem, stało się faktem, i to dzięki młodym sulechowianom, którzy wystawili jasełka, aby pomóc dzieciom z Rwandy. „Kochani, serdecznie Was pozdrawiam. Dzielę się z Wami radością, że dzisiaj zakupiłam 70 pięknych krzesełek dla naszych dzieciaczków. Dzięki Waszemu zaangażowaniu i ofiarnej pracy dla misji możemy spełniać marzenia i ofiarować nadzieję. Z całego serca dziękuję w imieniu siostry Stasi, rodziców i dzieci” – pisze misjonarka. Wróciła do tego tematu również w niedawnej korespondencji: „Kiedy po raz pierwszy dzieci usiadły na krzesełkach, widziałam w ich oczach radość. Dziękuję Wam za każdy dar serca, to dzięki niemu będziemy mogli zakupić niezbędne rzeczy do pracy z dziećmi. Niech Wasza bezinteresowna pomoc poruszy serca wielu ludzi i jednocześnie będzie inspiracją w podejmowaniu działań na rzecz misji”.

Pomagają z pasją

A jak konkretnie młodzi misjonarze pomagają pani Ewie? Tydzień przed Niedzielą Palmową Koło Misyjne zorganizowało misterium Męki Pańskiej w Sulechowskim Domu Kultury pod tytułem „Wstań, spójrz na krzyż”. Była to opowieść muzyczna o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa opowiadana z perspektywy Marii Magdaleny. Pieniądze, które uczniowie tego dnia uzbierali z dobrowolnych datków, przekażą na pomoc misjom. – Teraz pomagamy w nauce angielskiego. Pozyskujemy środki na zorganizowanie 60 kart pracy do nauki tego języka. To jest nadrzędny cel naszego występu – wyjaśnia Krystyna Zamolska. Uczniów nie trzeba namawiać do pomocy. – Pomagając, sprawiam, że świat, w którym żyję, staje się bardziej ludzki, przyjazny. Nawet najmniejsze nasze wsparcie staje się cegiełką, która buduje lepszy świat. Na przykład wysłanie podręcznika dla dzieci z Afryki to niby nic, a jednak może się przyczynić do zapewnienia komuś lepszej przyszłości – zauważa Adam Adler, który grał Kajfasza.

Koło misyjne chce działać, bo ciągle dookoła rozgrywa się wiele ludzkich dramatów. – Złe informacje nieustannie do nas docierają, tak że w pewnym momencie przestajemy w tym wszystkim widzieć konkretną ludzką tragedię. Fakt, że jakieś dziecko umiera z głodu, inne nie może chodzić do szkoły, bo jego rodziców na to nie stać, jeszcze inne nie ma zabawek i chodzi w postrzępionych ubraniach, staje się dla nas czymś powszednim – zauważa Krystyna Zamolska. – Tłumaczymy się, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. A przecież to nie jest cała prawda o otaczającej nas rzeczywistości. Posiadanie wielkiego serca to już bardzo wiele! Czasami mały gest – wykonanie jakiegoś przedmiotu na kiermasz, upieczenie ciasta do kawiarenki, wystąpienie w przedstawieniu, zbieranie środków opatrunkowych – może uczynić świat lepszym. Współpraca z misją w Rwandzie otwiera nam oczy i daje szansę spojrzenia na własne życie z innej perspektywy. Pokazuje, że często narzekamy i nie potrafimy cieszyć się z tego, co mamy. Jestem wdzięczna Ewie Starzyńskiej, że chce z nami współpracować, bo dzięki niej i jej podopiecznym w Karama odkrywamy w sobie pasję działania na rzecz człowieka w potrzebie. I chociaż to my wyciągamy pomocną dłoń w stronę potrzebującego, to tak naprawdę ubogacamy siebie i zmieniamy życie nie tylko dzieci w Afryce, ale przede wszystkim własne – dodaje.