Koło ratunkowe u Matki

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 18/2019

dodane 02.05.2019 00:00

O modlitwie na klęczkach, przyjaciołach, którzy nie głaskają, i o tym, że lepiej nie mieć wolnej ręki, opowiada Stanisław Szuflak.

▲	Pan Stanisław mieszka w Szczecinie, ale jego drugi dom  to Rokitno. Jest zaangażowany w duszpasterstwo trzeźwości diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. ▲ Pan Stanisław mieszka w Szczecinie, ale jego drugi dom to Rokitno. Jest zaangażowany w duszpasterstwo trzeźwości diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.
Krzysztof Król /Foto Gość

Krzysztof Król: 30 lat temu odbyły się pierwsze rekolekcje trzeźwościowe w sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie. Pewnie jest wiele świadectw z tego czasu. Jakie jest Pana? Stanisław Szuflak: 27 lat temu byłem wycieńczony fizycznie, traciłem wzrok i władzę w nogach. Dostając wypis z detoksu, usłyszałem od pielęgniarki: „Jak dalej będziesz tak chlał, to nie zdążą Cię tu już dowieźć”. Nie wiedziałem, co robić i gdzie iść. I co Pan zrobił? Na mojej drodze Pan Bóg postawił księdza, który podał mi rękę. Zabrał mnie na plebanię i pozwolił zostać. Wkrótce potem trafiłem na rekolekcje do Rokitna. Na początku denerwowały mnie radość i uśmiech ludzi, których tam spotkałem, bo byli zupełni inni niż ja. Zazdrościłem im tego optymizmu.

Ostatniego dnia prowadzący rekolekcje kapłan powiedział, że każdy, kto chce, może podejść do ołtarza i poprosić o modlitwę wstawienniczą. Klęcząc, prosiłem Boga przez Matkę Bożą Cierpliwie Słuchającą o najważniejsze na ten czas dla mnie rzeczy: żebym do końca nie stracił wzroku, żebym mógł chodzić i wreszcie najważniejsze: żebym był trzeźwy, ale nie tak na jeden dzień, tydzień, miesiąc czy pół roku, ale żebym zmienił się wewnętrznie i stał się lepszym człowiekiem. I stał się cud. Zacząłem widzieć, chodzić i trzeźwo żyć. Od 27 lat nie miałem kropli alkoholu w ustach, ale też nie opuściłem żadnych rekolekcji, w których organizacji pomagam. Nie jestem, rzecz jasna, wyjątkiem i świadectw z rekolekcji jest dużo, dużo więcej. Ale pewnie wszystkie problemy nie zniknęły po pierwszych rekolekcjach? Oczywiście.

Musiałem zmierzyć się ze swoim życiem, ale nie sam! Swoje życie poprzez Matkę Bożą Cierpliwie Słuchającą zawierzyłem Jezusowi. Owszem, znam ludzi, którzy bez Boga trwają w trzeźwości, ale moje doświadczenie nauczyło mnie, że z Panem Bogiem jest łatwiej. Bóg stawia na mojej drodze prawdziwych przyjaciół, którzy nie tylko mnie głaskają, ale w sposób konkretny, bo ja o to ich proszę, zwracają mi uwagę. Przez alkohol straciłem żonę i córkę.

Siedem długich lat walczyłem o odzyskanie kontaktu z dzieckiem. Ostatnio byłem u córki na święta i śmiało mogę powiedzieć, że teraz relacja z nią jest nie tylko dobra, ale bardzo dobra. Z Panem Bogiem można wszystko. Czego Pan się nauczył na rekolekcjach w Rokitnie? Przede wszystkim, żeby na co dzień trwać blisko Boga! Tu nauczyłem się, że pomiędzy rekolekcjami jest konfesjonał, jest Msza św. i jest modlitwa. Trzeba Panu Bogu otworzyć drzwi, ale on nie zrobi wszystkiego za człowieka. On daje mi mapę i pokazuje co robić, ale to ja sam muszę dojść do celu. Przez te 27 lat tylko dwa razy z powodu choroby opuściłem niedzielną Mszę św. Nie ma tygodnia, żebym nie był na adoracji Najświętszego Sakramentu. Szczególnie wtedy, kiedy jest mi źle, idę po prostu pogadać z Bogiem. Ważną rolę w mojej drodze wiary pełnią kapłani.

Przy okazji 30. rocznicy rekolekcji nie można nie wspomnieć o diecezjalnym duszpasterzu trzeźwości – ks. Henryku Grządce, który jest dyspozycyjny dla nas w dzień i w nocy. Można powiedzieć, że jest takim dyrygentem przedziwnej orkiestry. Każdy w niej gra co innego, a on dostał partyturę od Pana Boga, aby stworzyć wyjątkową pieśń na Jego chwałę.

Wkrótce, bo już od 17 do 19 maja, w sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbędą się kolejne rekolekcje trzeźwościowe. Pewnie warto powiedzieć o nich innym ludziom? Te rekolekcje służą przede wszystkim temu, by odzyskać z Panem Bogiem kontakt, który przez alkohol ludzie stracili. Jeszcze raz powtórzę, że z Bogiem jest łatwiej trzeźwieć, bo jak jedną ręką człowiek chwyci się ruchu trzeźwościowego, a drugą Pana Boga, to już nie będzie miał wolnej ręki, żeby chwycić za alkohol. Na koniec każdych rekolekcji zachęcam innych do zrobienia sobie jednego ważnego postanowienia: „Raz w roku na rekolekcje przywiozę jedną osobę”. Zachęcam do tego nie tylko uczestników rekolekcji trzeźwościowych w Rokitnie, ale każdego, kto ma w swoim otoczeniu osobę uzależnioną, aby dać jej szansę otwarcia serca na Boga. Tu, w Rokitnie, dzięki kolejnym kustoszom i oczywiście przede wszystkim Matce Bożej, jest ku temu wyjątkowy klimat.