Szkoła ducha i charakteru

Krzysztof Król

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 19/2019

dodane 09.05.2019 00:00

– Święty Józefie, prosimy Cię, naucz nas milczeć, walczyć, kochać, ale po twojemu. Być zasłuchanym w słowo Boga, walczyć o coś, a nie z kimś, i kochać, troszcząc się o dobro drugiego człowieka – tak ks. Łukasz Malec, diecezjalny duszpasterz dzieci i młodzieży, zakończył kazanie podczas Pielgrzymki Ministrantów i Lektorów do Paradyża.

Przybyło blisko tysiąc chłopców z każdego zakątka diecezji. Przybyło blisko tysiąc chłopców z każdego zakątka diecezji.
Krzysztof Król

Modlitwa, katecheza, Eucharystia, konkursy i rozgrywki – to w wielkim skrócie pogram Pielgrzymki Ministrantów i Lektorów, która odbyła się 27 kwietnia w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu. W tym roku przyjechało na nią blisko tysiąc ministrantów i towarzyszył im obraz św. Józefa Kaliskiego, który peregrynuje po naszej diecezji.

Służył do Mszy codziennie o szóstej rano

Z ministrantami spotkał się bp Tadeusz Lityński, który sam, służąc jako chłopiec przy ołtarzu, uczestniczył w podobnych wyjazdach. – Wtedy jeździliśmy do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie – powiedział pasterz diecezji. – Formacja ministrancka bardzo dużo mi dała. Dziękuję Bogu, że mogłem swoją służbę w Kościele rozpocząć w taki właśnie sposób – dodał. Jak służba przy ołtarzu wpływa na życie? Dobrze to oddaje przykład papieża Polaka.

– Będąc w Muzeum Jana Pawła II w Wadowicach, dowiedziałem się, że Karol Wojtyła codziennie o godzinie szóstej rano służył do Mszy św. jako ministrant. Potem wracał do domu, jadł śniadanie i szedł do szkoły. I jeśli patrzy się na jego późniejsze pracowite i ofiarne życie, to widać, że ten styl życia, ten czas dla Boga i drugiego człowieka wynosił właśnie z czasów, kiedy był ministrantem. To jest ważne i dzisiaj, bo ministranci pogłębiają swoją wiarę, ale też pracują nad sobą i swoim charakterem. Służba liturgiczna ołtarza to szkoła ducha i charakteru – zauważył biskup.

Staję się lepszym człowiekiem i mężczyzną

Na pielgrzymce posługiwał Mateusz Ryszawy (17 lat) z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Szprotawie. Jego służba zaczęła się w IV klasie szkoły podstawowej. Wtedy często pomagał siostrze zakonnej w przygotowywaniu kościoła do ślubów i pewnego razu ksiądz wikariusz zapytał go, czy nie chciałby służyć przy ołtarzu.

– Po rozmowach z rodzicami i po rocznym przygotowaniu zostałem ministrantem. Przez pewien czas nie zdawałem sobie sprawy, jak wielkie rzeczy dokonują się kilka metrów ode mnie. Gdy zostałem lektorem, zacząłem interesować się liturgią. Będąc w Ruchu Światło–Życie i jeżdżąc na oazy wakacyjne, zrozumiałem, czym naprawdę jest Eucharystia – wyznał Mateusz, który posługuje w diecezjalnej diakonii liturgicznej Ruchu Światło–Życie. – Służba przy ołtarzu wciąż daje mi wiele radości ze względu na bycie tak blisko tych niezwykłych rzeczy, ale też zauważam, że Pan Bóg błogosławi mi w tej służbie. W prezbiterium, przy ołtarzu, czuję się bezpieczny i wolny. Dzięki temu oraz formacji ministranckiej w parafii widzę, że staję się lepszym człowiekiem i przede wszystkim mężczyzną, który umie przyznać się do błędu, ale też umie walczyć i kochać – dodał.

Powód do dumy

Do Paradyża przyjechał także Szymon Konsur z parafii pw. Narodzenia NMP w Zielonej Górze (Zawada), który ministrantem jest od 9 lat, a lektorem od roku. – Ministrantem zostałem dzięki mojemu starszemu koledze. Powiedział: „Szymon, chodź, pójdziemy do kościoła” – wspominał siedemnastolatek. – Oczywiście, na początku to człowiek cieszył się najbardziej, kiedy mógł zarobić na kolędzie na jakieś nowe zabawki. Tak naprawdę zbliżyłem się do Boga i poczułem pasję służenia, gdy pojechałem na oazę i zostałem lektorem. Jestem ministrantem, bo to jest dla mnie ważne i czuję się dobrze w kościele! To jest mój drugi dom i wcale to nie jest jakieś czcze gadanie. Tak naprawdę czuję! – dodał.

Służba przy ołtarzu pomaga bardziej zrozumieć liturgię. – Teraz Msza św. to nie tylko obowiązek. Bycie ministrantem pogłębia wiarę, ale też kształtuje sumienność i wiele innych ważnych cech charakteru. Ministranci mają swój kodeks, który mówi m.in., że ministrant kocha Boga, służy Chrystusowi w ludziach; pracuje nad swoim charakterem i czuwa nad czystością serca i duszy; jest dobrym synem i bratem, a także przez swoją pilność i sumienność staje się przykładem dla innych – wyjaśniał Szymon. – Nigdy nie doświadczyłem, żeby koledzy się ze mnie śmiali z powodu tego, że jestem ministrantem, może z powodu mojej postury. (śmiech) Oczywiście czasem trochę podśmiewają się ogólnie z Kościoła i jak to słyszę, to staram się prostować i mówić, by nie oceniali tylko na podstawie usłyszanych stereotypów, ale sami poznali Kościół. Bycie ministrantem to dla mnie powód do dumy. Polecam to każdemu! – zachęcał.

Chcę być ministrantem

Dziś jest mniej chętnych do służby przy ołtarzu niż dawniej, ale wciąż ich nie brakuje. – Do przyjazdu do Paradyża zainspirował nas siedmioletni syn, który jest aspirantem. Chcemy, żeby został ministrantem, ponieważ służba przy ołtarzu to dobre miejsce formowania młodego człowieka. Dom rodzinny przede wszystkim, ale Kościół też ma ważną rolę w wychowaniu – wyjaśniał Krzysztof Żmijowski z Przemkowa, który sam był kiedyś ministrantem i dziś jest zaangażowany z całą rodziną w scholę parafialną. Jego syn Bartek dodał z przekonaniem: – Chcę być ministrantem, aby służyć Bogu.