Ona rozumie i słyszy

kk

|

Gość Zielonogórsko-Gorzowski 25/2019

dodane 20.06.2019 00:00

Gdzie szukać pomocy w najtrudniejszych momentach? Najlepiej u Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej! Przekonują o tym Barbara i Roman.

▲	Rodzina pod czujnym okiem Pani z Rokitna. ▲ Rodzina pod czujnym okiem Pani z Rokitna.
Krzysztof Król /Foto Gość

Ta historia zaczęła się 27 maja 2017 roku. Tego dnia Basia i Romek sakramentu małżeństwa udzielili sobie w kaplicy Matki Bożej Rokitniańskiej przy parafii pw. Ducha Świętego w Zielonej Górze. Siedem miesięcy później dowiedzieli się, że ich rodzina się powiększy. – Radość nie do opisania – wspomina Basia, ale zaraz potem dodaje: – Ten stan towarzyszył nam do 18. tygodnia ciąży. Wtedy dostałam skierowanie do szpitala w trybie pilnym. Diagnoza: małowodzie. Dla dzieciątka to oznaczało, że poród może się odbyć w każdej chwili. Wyjazdy do Warszawy, konsultacje, badanie przyczyny, eliminowanie czarnych scenariuszy. To był nasz chleb codzienny. Chwila w domu, potem na oddział patologii ciąży, znowu trochę w domu i tak w kółko.

W tym czasie ogromna grupa ludzi wiernie i gorliwie trwała na modlitwie, a ja nie byłam w stanie nic mówić. W tych najtrudniejszych momentach w szpitalnej sali, zwłaszcza gdy mój kochany mąż musiał już wyjść, płakałam jak szalona. Wtedy patrzyłam na wizerunek Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. Tylko to dawało mi względny spokój w sercu. Czułam, że Ona rozumie, słyszy i cierpi razem ze mną.

Tydzień przed narodzinami Karola trafiłam na oddział. Dostałam sterydy, żeby płuca dziecka zdążyły się jak najlepiej rozwinąć. W tym czasie w Rokitnie odbywały się Diecezjalne Dni Młodzieży. Był tam Romek, najlepszy mąż na świecie, który powierzał Maryi Cierpliwie Słuchającej naszą rodzinę – opowiada Basia.

Mały Karol przyszedł na świat 18 czerwca, czyli dokładnie w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Rokitniańskiej! Byłam pewna i jestem pewna do dziś, że Maryja ma naszą rodzinę pod swoją opieką. Jej wizerunek jest blisko nas, a w szpitalu był też w łóżeczku synka. Jest oczywiście w naszym domu i Karol często rozmawia z Maryją. Wprawdzie po swojemu, ale sama chciałabym kiedyś tak porozmawiać z Maryją jak on – uśmiecha się Basia.