• facebook
  • rss
  • Więcej niż filantropia

    dodane 04.10.2012 00:15

    Nagrody za wielkie serca. W swoim życiu kierują się zasadą miłości Boga i bliźniego. Po raz czternasty 7 października bp Stefan Regmunt wręczy statuetki „Człowiek Człowiekowi”. Przyznawane są za szczególne osiągnięcia na polu działalności dobroczynnej, inspirowanej ewangelicznym duchem miłości bliźniego.

    Kategoria: kandydaci indywidualni

    Dorota Hryncewicz Ogardy Od początku powstania Parafialnego Zespołu Caritas w 2006 roku Dorota Hryncewicz jest aktywnie zaangażowana w jego działalność. Odpowiada m.in. za prowadzenie świetlic dla dzieci i młodzieży oraz za dystrybucję żywności unijnej dla najbardziej potrzebujących mieszkańców parafii. Jest inicjatorem akcji parafialnych oraz współorganizatorem ogólnodiecezjalnych. Wiele czasu i energii poświęca drugiemu człowiekowi. Jest przykładem sumienności, pracowitości i wytrwałości w podejmowanych i realizowanych działaniach. We wniosku o przyznanie nagrody czytamy: „Jest przykładem bezinteresownej służby dla innych”.

    Lidia Matuszewska Gorzów Wlkp. Pomimo swojej niepełnosprawności – jest osobą niewidomą i poruszającą się na wózku inwalidzkim – prowadzi działania apostolskie na rzecz Apostolatu Chorych. Od 25 lat troszczy się o innych niepełnosprawnych, wspierając ich m.in. w organizowaniu wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne oraz dbając o ich systematyczną formację podczas comiesięcznych spotkaniach. W uroczystościach i spotkaniach jest osobą reprezentującą Stowarzyszenie Cichych Pracowników Krzyża. We wniosku o przyznanie nagrody czytamy: „Pomimo swojej trudnej sytuacji życiowej zachowała pogodę ducha. Pomimo trudności związanych z jej niepełnosprawnością potrafi motywować do działań apostolskich”.

    Stanisława Tłuczek Nowa Sól Swoją pracę jako wolontariusz rozpoczęła w 1991 roku przy parafii św. Józefa Rzemieślnika w Nowej Soli. Z chwilą utworzenia w 1997 roku nowosolskiej sekcji Caritas pani Stanisława została powołana na stanowisko jej kierownika. W ramach prac sekcji prowadzono: Punkt Apteczny, Magazyn Odzieżowy, zbiórki żywności, domową opiekę hospicyjną, pomoc osobom starszym i samotnym. Z chwilą rozwiązania sekcji Caritas w Nowej Soli i powołania Magazynu Pomocy Żywnościowej i Rzeczowej została jego kierownikiem. We wniosku czytamy: „Jej niezwykła wrażliwość na potrzeby osób starszych, chorych i samotnych oraz głęboka empatia nie pozwalają jej przejść obojętnie wobec osób potrzebujących pomocy”.

    Ludmiła Zając Gorzów Wlkp. Prowadzi wiele istotnych akcji na rzecz dzieci i potrzebujących. Od 2005 roku jest kierownikiem świetlicy prowadzonej przez Stowarzyszenie Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna. Wokół niej jest zawsze duże grono wolontariuszy, zarówno młodzieży, jak i dorosłych. Wraz z nimi przeprowadziła szereg akcji, m.in.: śniadania wielkanocne, jasełka, wigilie świetlicowe. Od 15 lat jest współorganizatorem wypoczynku letniego dla dzieci i młodzieży z rodzin ubogich. Jest też wolontariuszem Parafialnego Zespołu Caritas w parafii Chrystusa Króla w Gorzowie. Działalność wolontaryjną łączy z pracą katechety. We wniosku o przyznanie nagrody czytamy: „Bezgraniczne i bezinteresowne oddanie pani Ludmiły w pracy charytatywnej i ewangelizacyjnej nie może być niezauważone w czasach, w których zanika nadzieja”.

    Kategoria: darczyńcy

    Fundacja „Polska Miedź” Fundacja niejednokrotnie wspierała działalność prowadzoną przez Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie. Otrzymane wsparcie to m.in. adaptacja sali gimnastycznej dla niepełnosprawnych, dofinansowanie organizacji Olimpiady Osób Niepełnosprawnych „VICTORIA”, sfinansowanie zakupu sprzętu rehabilitacyjnego, zakup samochodu do przewozu osób niepełnosprawnych, dofinansowanie organizacji jubileuszowej Diecezjalnej Pielgrzymki Osób Chorych i Niepełnosprawnych do Rokitna. Ogólna wartość przekazanej pomocy to ponad 170 000 zł. We wniosku o przyznanie nagrody czytamy: „Podejmowane inicjatywy, dzięki poparciu ze strony fundacji mogą być realizowane w szerszym zakresie i obejmować swoim zasięgiem coraz większą liczbę osób potrzebujących pomocy”.

    Kategoria: organizacje samorządowe i inne

    Zakład Karny w Głogowie Dzięki przychylności dyrekcji Zakładu Karnego w Głogowie osadzeni wykonują prace wolontaryjne na rzecz domu Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie, np. gospodarczo-porządkowe, ogrodnicze i budowlane. Niektórzy z osadzonych oddelegowani są do pomocy osobom niepełnosprawnym. Praca wykonywana przez osadzonych sprzyja ich resocjalizacji i ułatwia powrót do społeczeństwa. Dzięki otwartości władz Zakładu Karnego możliwe jest dotarcie do osadzonych, pomaganie im w wewnętrznej przemianie. We wniosku o przyznanie nagrody czytamy: „Kilkuletnie doświadczenie współpracy z Zakładem Karnym w Głogowie, jak również bezpośredni kontakt z osadzonymi sprawiają, że niektórzy z nich przechodzą wewnętrzną przemianę, a przynaj-mniej odradzają się ludzkie uczucia”.

     

    Dzięki chorym staję się lepsza

    Ze Stanisławą Tłuczek rozmawia Krzysztof Król. Krzysztof Król:

    Jak się zaczęła Pani przygoda z wolontariatem? Stanisława Tłuczek: – Moja przygoda z pomaganiem innym zaczęła się w 1991 roku przy parafii św. Józefa Rzemieślnika w Nowej Soli, gdzie powstał zespół opieki paliatywnej, a wolontariusze odwiedzali w domach ludzi w stanie terminalnym. To było coś na wzór domowego hospicjum. Chodziło nie tylko o wykonywanie zleceń lekarskich, ale także o opiekę duchową oraz przygotowanie ludzi chorych i ich rodziny do obcowania z cierpieniem i odejściem do wieczności. Później był punkt apteczny z lekami z zagranicy, a do dziś Magazyn Pomocy Żywnościowej i Rzeczowej oraz Wypożyczalnia Sprzętu Rehabilitacyjnego. Wciąż odwiedzam chorych.

    Z zawodu jest Pani pielęgniarką. Świadomy wybór czy przypadek?

    – Wybrałam szkołę pielęgniarską bardzo świadomie i nigdy tego nie żałowałam, bo chciałam być przy człowieku chorym. Zaczynałam pracę na chirurgii, następnie na bloku operacyjnym, w 1992 roku zostałam przełożoną szpitala i oddziałową na oddziale intensywnej terapii, a od 1996 roku do 30 czerwca 2012 roku naczelną pielęgniarką w nowosolskim szpitalu. W dalszym ciągu pracuję jako pielęgniarka w szpitalu.

    Tyle obowiązków zawodowych, dom rodzinny i jeszcze pomoc innym ludziom. Udaje się to pogodzić?

    – Kiedy nadarzyła się okazja opieki nad chorymi w domach, szybko się na to zdecydowałam. Nie umiałam przejść koło kogoś, kto potrzebował pomocy, i nie zatrzymać się. To nic, że był dla mnie zupełnie obcy. Oczywiście rodzina była dla mnie zawsze na pierwszym miejscu, ale jeśli był telefon od chorego, to zawsze spieszyłam z pomocą. Godzina wezwania przez chorego nie miała znaczenia. Udało się wszystkie obowiązki pogodzić dzięki wsparciu męża i rodziny. Poza tym dzieci już wtedy były dorosłe. Wiedziałam, że jeśli czegoś nie zrobię, to nic się nie stanie, bo w obowiązkach domowych zastąpi mnie jedna z córek, a u chorego i samotnego człowieka tak nie będzie. Ja potrzebuję tego chorego i szukam go. W 2000 roku zachorowałam, musiałam przerwać na ponad rok wolontariat. To, że żyję, pracuję i pomagam nadal, to wola Boża. Jakiś czas później miałam możliwość spotkania się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Kiedy usłyszał, że byłam chora, powiedział „Wiem! Nie martw się dziecko” i pobłogosławił mi.

    Od ubiegłego roku jest Pani słuchaczką Szkoły Opieki Duszpasterskiej św. Jana Bożego w Krakowie. Tyle lat praktyki przy chorych, a Pani jeszcze idzie do szkoły?

    – Człowiek całe życie się czegoś uczy. Dziś potrzebny jest nowy model zespołu opieki duszpasterskiej nad chorymi. Przecież ksiądz posługujący w dużym szpitalu nie może być wszędzie, a my, świeccy, możemy pomóc. W niektórych miejscach w Polsce działają zespoły opieki, do chorego przychodzi ksiądz, lekarz, pielęgniarka oraz świeccy wolontariusze. Mam nadzieję, że kiedyś taki zespół będzie działał w naszym szpitalu. Czasem wystarczy niewiele, aby pomóc choremu. Pamiętam, jak pewnego razu zanieśliśmy łóżko do chorego, który leżał na kanapie i krzywił się z bólu. Powiedział, że jest szczęśliwy, bo będzie mógł dobrze usiąść, dowolnie regulować łóżko i wreszcie pomodlić się bez bólu. Trzy dni później umarł. Mam nadzieję, że do niejednego domu udało mi się zanieść Chrystusa. Było naprawdę wiele rozmów o Bogu i wspólnych modlitw.

    Co Pani daje pomoc potrzebującym i kontakt z chorymi?

    – Satysfakcję, że mogę pomóc w cierpieniu fizycznym, a także przynieść ulgę w cierpieniu duchowym. Człowiek, który idzie do chorego, niepełnosprawnego czy samotnego, zmienia się i sam staje się lepszy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół