• facebook
  • rss
  • Mówię, że idę do domu

    dodane 20.12.2012 00:00

    Pomoc dla najmniejszych. Po wieczerzy wigilijnej pójdziemy do kościoła na Pasterkę. W tę szczególną noc taca w całej diecezji przeznaczona jest na Diecezjalny Fundusz Ochrony Matki i Dziecka im. bp. Wilhelma Pluty.

    Zadaniem funduszu, który został utworzony pod koniec 1996 roku, jest wspieranie różnych dzieł związanych z szeroko rozumianą troską o rodziny i życie. – Dzięki wsparciu diecezjan pomoc otrzymuje m.in. Diecezjalny Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy w Gorzowie Wlkp., który przygotowuje pary do adopcji, Ruch Obrony Życia „Gaudium Vitae” z Zielonej Góry pomagający głównie samotnym matkom i ubogim rodzinom wielodzietnym, a także Dom Samotnej Matki w Żarach. Wspieramy także takie działania jak np.: Festiwal Życia, czy rekolekcje, szkolenia i konferencje – tłumaczy ks. Mariusz Dudka, dyrektor Diecezjalnego Duszpasterstwa Rodzin, który wraz z komisją funduszu dysponuje środkami. – Wiele dziś mówi się o kryzysie rodziny, n asz fundusz jest małym narzędziem, które wiele zmienia, począwszy od formacji do sakramentu małżeństwa, a na pomocy rodzinie skończywszy. Składając ofiarę podczas tej Mszy św. można poczuć się jak pasterz, który dostrzegł ubóstwo Nowonarodzonego – dodaje.

    600 kobiet, 800 dzieci

    Dziś zaglądamy do Domu Samotnej Matki w Żarach, który istnieje od 1992 roku. Prowadzi go Towarzystwo Pomocy św. Brata Alberta, a mieszkają tu kobiety i dzieci skrzywdzone przez los. Przez 20 lat pomoc otrzymało ponad 600 kobiet i około 800 dzieci. Dom Samotnej Matki oferuje pomoc kobietom w ciąży oraz matkom z dziećmi, które mają zagrożone poczucie bezpieczeństwa, doznają przemocy psychicznej lub fizycznej, są nieakceptowane we własnym środowisku lub w konflikcie z własną rodziną. Schronienie mogą tutaj znaleźć też ojcowie, tak jak dwa lata temu, ale to jednostkowy przypadek. – Nasi podopieczni mogą m.in. liczyć na bezpieczne schronienie, zaspokojenie niezbędnych potrzeb bytowych, opiekę medyczną – wyjaśnia kierownik Dorota Ławniczak. – Kobiety nie siedzą tutaj bezczynnie. Prowadzony jest z nimi program usamodzielnienia się. Otrzymują pomoc w załatwieniu alimentów, mieszkania socjalnego i pozostałych spraw życiowych, a także są aktywizowane do poszukiwania pracy. Mamy psychologa, mieszkanki mogą chodzić do Ośrodka Pomocy Społecznej, gdzie są realizowane różne programy i działają grupy wsparcia. Muszą tylko chcieć – wyjaśnia kierownik. Kierownik DSM jest przekonana, że uchronił on wiele dzieci przed aborcją albo inną tragedią. – Trafiają do nas kobiety w ciąży, które mówią wprost: „Ale wie pani, ja przyszłam tutaj, żeby to dziecko oddać. Myślałam, że nie będę się ujawniać… urodzę i porzucę. Ale namówiła mnie jedna i druga koleżanka”. Najczęściej potem zmieniają zdanie – mówi Dorota Ławniczak. Każdy przypadek w historii tego domu jest inny. Niektórym mamom nie udaje się poukładać życia, ale wielu – tak. Są też osoby, które przyjeżdżają po latach i pytają się: „Pani mnie nie pamięta? Ja tu byłam!”. – Opiekujemy się też dawnymi mieszkankami z okolicy. Pomagamy im materialnie, ale i merytorycznie w różnych kłopotach. Niektórym mamom udaje się do tego stopnia, że same zaczynają pomagać innym. Jedna z nich sama założyła dom samotnej matki – mówi pani Dorota.

    Już dotknęłam dna

    Obecnie w DSM w Żarach przebywa 10 kobiet i 10 dzieci. Od miesiąca jest w nim pani Anna z synkiem Kubusiem. To jej siódme dziecko, pozostałe trafiły do adopcji m.in. przez brak domu, pracy, a także alkohol i więzienie mamy. Ale gdyby poprzestać nam tym jednym zdaniu, byłoby to zbyt krzywdzące uproszczenie. – Urodziłam się w Gorzowie Wlkp. Moja mama była alkoholiczką. Już w wieku 9 lat zostałam wyrzucona z domu – zwierza się pani Anna. Pierwsze dziecko urodziła, mając 19 lat. – Byłam z chłopakiem do czasu, aż dowiedział się, że jestem w ciąży. Przed urodzeniem trafiłam do Domu Samotnej Matki w Międzyrzeczu, gdzie urodziłam córkę i mieszkałam 1,5 roku. Potem moja matka odezwała się, chciała, abym wróciła do domu i nie robiła wstydu. Pojechałyśmy z panią kierownik na wywiad. Mama była trzeźwa i było idealnie. Dwa miesiące później znowu mnie wyrzuciła. Poszłam mieszkać do znajomych, gdzie poznałam ojca pozostałych moich dzieci – opowiada pani Anna. – On był alkoholikiem i ja też zaczęłam pić. A gdzie jest picie, tam nie ma dzieci. W końcu pani Anna dostała się na Śląsk. Tam przez kradzieże trafiła na rok do więzienia. – W więzieniu przeszłam terapię. Nie piję już 2,5 roku – zapewnia. Cztery miesiące temu na świat przyszedł Kubuś. Jednak pani Anna nie jest już z jego ojcem. – Bo nie dorósł do ojcostwa – tłumaczy mama Kubusia. Ale może jednak chłopiec będzie miał nowego tatę. – Jakiś czas temu poznałam mężczyznę, który miał być początkowo tylko chrzestnym mojego dziecka, ale chyba będzie też moim partnerem życiowym. Codziennie dzwoni, szuka dla nas mieszkania, dobrze się między nami układa. A w przyszłości myślimy o ślubie kościelnym – mówi z uśmiechem. Wszystkie jej dzieci są w ado- pcji. Pani Anna nie wie gdzie. – Na początku interesowałam się, ale serce za bardzo boli. Na pewno dzieciom jest dobrze w tych rodzinach i lepiej, niż gdyby przez ten czas były ze mną. Dlatego nie będę ich szukać. Zresztą bałabym się im spojrzeć prosto w oczy. Zabrali mi je i nie ma dla mnie żadnego wytłumaczenia. Żałuję wszystkich błędów i chcę wykorzystać swoją szansę. Już sięgnęłam dna, a teraz próbuję się podnieść – przyznaje.

    Będę tu wracać

    Historie podopiecznych Domu Samotnej Matki są bardzo różne. Czasem kobiety nie są niczemu winne, tylko brakuje im pomocnej dłoni. Pani Irena mieszka w Żarach już drugi rok. – Jak tu trafiłam? Po prostu nie miałam dachu nad głową – wyjaśnia. Wszystko, co pamięta z dzieciństwa, to dom dziecka. – Od urodzenia to był mój jedyny dom. Tata nie żyje, a matka mnie nie wychowywała. Do tej pory nie wiem, dlaczego mnie porzuciła – tłumaczy mieszkanka. Dobre wspomnienia z tego okresu mieszają się ze smutnymi. – Najgorsze były piątki, niedziele, czas przed feriami i wakacjami, a także przed świętami. Na Boże Narodzenie zostawałam sama, bo po inne dzieci rodziny przyjeżdżały. Nie lubię świąt – przyznaje szczerze. Po wyjściu z domu dziecka zdobyła zawód opiekuna osób chorych i niepełnosprawnych. – Czemu ten zawód? To mój wybór. Zawsze chciałam ludziom pomagać. Jak ktoś chce to robić, to nie ma w tym nic ciężkiego. Zaczęłam pracować w zawodzie, poszłam na wynajem i do pewnego czasu się udawało. Ale zaczęło brakować pieniędzy na opłacenie mieszkania. Przy dwójce dzieci nie jest łatwo samej się utrzymać – mówi. – Dzieci mają ojca, ale nie ma z nim kontaktu, bo on się nimi nie interesuje. Pani Irena najpierw była w innym ośrodku, dopiero później trafiła do Żar. – Ten dom dał mi wszystko. Gdyby nie on, straciłybyśmy dzieci, a same znalazły się na ulicy. Dzieci mają ciepło, mają co jeść i gdzie się wykąpać, czujemy się tu bezpieczne – zapewnia. Mamie z dwójką synów marzy się mieszkanie. Niestety, dostała pismo z gminy, że wolnych lokali nie ma, i na razie zostaje w Domu Samotnej Matki. Spędzi tu kolejne święta Bożego Narodzenia. – Tu są normalne święta. Jest choinka i wigilia. Wszystko same przygotowujemy – opowiada mieszkanka. – To, że nie lubię świąt, to nie znaczy, że ich nie obchodzę. Mam dzieci i chcę ich nauczyć, co to święta. Dom Samotnej Matki nazywam domem. Jak wracam skądś, to mówię, że idę do domu. Gdy się stąd wyprowadzę, to będę tu wracać, bo za dużo mi pomogli w życiu.

    Czuwajmy jak pasterze

    Dorota Ławniczak kierownik Domu Samotniej Matki w Żarach – Dzięki Domowi Samotnej Matki wiele kobiet w ciąży zdecydowało się urodzić i wychowywać dziecko lub w ostateczności oddać je do adopcji. W tym domu kobietom łatwiej się odnaleźć. Tu odkrywają radość macierzyństwa, odbudowują zerwane więzi rodzinne oraz podejmują walkę o własne godne życie. Czas świąt Bożego Narodzenia jest czasem rodzinnym. Przypomina nam, że życie jest darem Bożym i mamy je otaczać troskliwą opieką, choć w wielu przypadkach poczęty człowiek staje się przyczyną trudności dla niektórych rodzin lub samotnych matek. Pasterka upamiętnia czuwanie modlących się w Betlejem pasterzy, którzy wyczekiwali narodzin Bożego Dzieciątka, dlatego czuwajmy jak pasterze, czekajmy na Niego z radością i wspierajmy nowe życie. Chrońmy macierzyństwo oraz ojcostwo także wtedy, gdy nie jest oczekiwane, bo przecież gdzie rodzi się życie, tam jest radość. Każdy datek podarowany na tacę pasterkową wspiera życie poczęte i daje kobietom możliwość odnalezienia się w macierzyństwie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół