• facebook
  • rss
  • Męczenniczki ze Świebodzina

    ks. Witold Lesner

    |

    Zielonogórsko-Gorzowski 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    Rocznica śmierci sióstr boromeuszek. 30 stycznia 1945 r. wojska pierwszego frontu białoruskiego wkroczyły do Świebodzina. To, co działo się później, nazywano wyzwalaniem, ale dla wielu skończyło się tragiczną śmiercią.

    Rodzina Stania Chwałowice (koło kościoła) Serdeczne pozdrowienia od siostry Senna z Jastrzębia (Schwiebno). Chcę zawiadomić, że (siostra) córka państwa, która razem ze mną była w Swiebusie już nie żyje.” To pierwsza wiadomość o śmierci s. Marii Leutbergis Stania, która dotarła do rodziny tzw. pocztą pantoflową. Z czasem relacji i świadectw było więcej…

    Armia Czerwona wyzwala

    Jedna ze świebodzińskich boromeuszek, s. Maria Aphrodisia Latzel, 10 sierpnia 1945 r. z Görlitz napisała list do przełożonej, matki Marynii. „W mieście zaroiło się od okrutnych band z Syberii i ludów mongolskich. Napastowali kobiety, niektóre były gwałcone 60–100 razy, po czym umierały. Niestety, ważyli się oni także napastować siostry. W dniu 3 lutego zastrzelili siostrę Edmarę, ponieważ nie pozwoliła się tknąć Rosjaninowi. Strzał w głowę – siostra żyła jeszcze kilka minut i otrzymała ostatnie namaszczenie. Jest pochowana w ogrodzie probostwa. W dniu 4 lutego zajechał samochód, dwoje Rosjan wdarło się do probostwa i zastali siostry w pokoju. Rosjanka zadecydowała: ta, ta, ta i ta siostra muszą pójść z nimi, wrócą za dwie godziny.

    Siostra Parmenia miała być tą czwartą, udało jej się wyskoczyć przez okno. Siostra Orlanda zaofiarowała się pójść za siostrę Parmenię. Nasza droga Matka poleciła drogim siostrom Speziosie, Luitburgis, Melisie i siostrze Orlandzie wsiąść do samochodu. Siostra Speziosa powiedziała: »Żegnajcie. Już się nie zobaczymy«. (…) …siostry straciły życie w bardzo, bardzo haniebny sposób. Odcięto głowy, przybito do futryny drzwi, odcięto piersi, były i inne okropieństwa. Jak tylko pomyślę o tych wszystkich potwornościach będących w Świebodzinie na porządku dziennym, płaczę w głos. (…)Droga siostra Libia została zastrzelona na oczach rodziny, gdy powstrzymywała panią doktorową i nie oddała Rosjanom maleńkiej córeczki doktorostwa”. To tylko wąski wycinek tragedii tamtych dni. – W podobny sposób ginęły tu setki osób. Są świadectwa, opowiadania mieszkańców, że Rosjanie, jak ktoś się im sprzeciwił czy był podejrzany, zabijali po prostu strzałem w głowę. Po okolicznych lasach było wiele grobów – mówi ks. kan. Zbigniew Nosal, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Świebodzinie.

    Odwaga i wierność

    Siostra Edmara zginęła broniąc swojej czystości i godności wierna złożonym Bogu ślubom. „Rano ok. godz. 09:00 do mieszkania weszło dwóch Kozaków (…) …jeden Kozak… zobaczył jednak młodszą siostrę i ruszył w jej stronę. Ona cofała się, broniła rękoma i krzyczała: »Proszę mnie nie dotykać, proszę strzelać! « Kozak ściągnął karabin maszynowy i tym samym momencie siostra osunęła się koło szafy, trafiona w czoło przez jedną z kul” – wspominał później dr Johannes Kaps w swojej książce „Martyrologia kobiet na Dolnym Śląsku podczas II W.Ś.” Cztery siostry pielęgniarki poszły zakładać lazaret dla żołnierzy radzieckich. Jedna z nich, s. Orlanda zgłosiła się za inną, chociaż zdawała sobie sprawę, co ją czeka. Głośno wypowiedziała to s. Speciosa: „Żegnajcie. Już się nie zobaczymy”. Natomiast s. Lybia, najstarsza z zabitych, stając w obronie dziecka, odważnie po polsku powiedziała rosyjskim żołnierzom: „Miejsce dziecka jest przy matce”. I zdążyła jeszcze – jak wspomina s. M. Ernesta Neumann – wyrwać żołnierzowi dziewczynkę i przekazać matce, nim rozzłoszczony Rosjanin ją zastrzelił. Pozostałe zakonnice musiały opuścić Świebodzin. Uciekając na Zachód, żyły w ciągłym strachu. „Dwa razy stałyśmy, osiem sióstr i ludzie cywilni pod murem, byłyśmy podejrzane jako »siostry hitlerowskie« i miałyśmy być rozstrzelane. W końcu skończyło się na kilku uderzeniach kolbą, potrzebowano nas jako siłę roboczą” – opisuje w swoich wspomnieniach s. Petrusa Richter. Przez wiele lat te „chlubne” dni wyzwalania Ziem Zachodnich przez Armię Czerwoną były wyciszane przez władzę ludową w imię „dobrych stosunków międzysąsiedzkich i wdzięczności” za odzyskaną wolność. W „czasie milczenia” historia została zapomniana, a dowody, pamiątki i zdjęcia z tamtego czasu zaginęły. Dopiero niedawno sytuacja się zmieniła.

    Odtwarzanie prawdy

    W roku 2010 osoby z Akcji Katolickiej przy parafii św. Michała Archanioła w Świebodzinie zabrało się za porządkowanie bezimiennych grobów sióstr boromeuszek znajdujących się na miejskim cmentarzu. – Na początku wiedzieliśmy tylko tyle, że pochowane są tu zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza – mówi Ryszard Łotarewicz. – Odnawiając ich mogiły chcieliśmy na płycie wypisać imiona, więc rozpoczęło się szukanie. Powoli coraz bardziej odkrywaliśmy tragiczną historię końca życia sióstr. One są męczenniczkami i, ja w to wierzę, są w niebie. Mam nadzieję, że pewnego dnia będziemy je czcić jako błogosławione – dzieli się prezes parafialnej Akcji Katolickiej. Zgromadzenie sióstr boromeuszek z Trzebnicy zmotywowane działaniem osób świeckich rozpoczęło kwerendę zakonnych archiwów i nawiązało kontakty z rodzinami zmordowanych współsióstr. – Przeglądamy kroniki i księgi chrztów parafii, z których pochodziły siostry, spisujemy świadectwa krewnych, odszukujemy zdjęcia. Nie ma tego wiele, ale powoli życiorysy naszych sióstr zyskują nowe szczegóły – mówi s. Jana Gabriel z Trzebnicy. – Jak dotąd najlepiej znamy s. Leutbergis. Rodzina zachowała jej listy, są też napisane przez nią modlitwy. Wyłania się z nich obraz duchowego piękna i harmonii – dodaje siostra. Powoli rodzi się w mieszkańcach Świebodzina i siostrach pragnienie beatyfikacji męczenniczek. – Gdy jeszcze pracowałam w Świebodzinie, nie znałam dokładnie historii tych sióstr. Jednak z wielkim sentymentem chodziłam na ich groby, zwłaszcza, gdy było mi ciężko. I zawsze wracałam pocieszona na sercu – dzieli się s. Krzysztofa Kubaj, jedna z boromeuszek odpowiedzialna za gromadzenie świadectw o zamordowanych współsiostrach. – Są to osoby, które na pewno wstawiają się za nami i wierzę, że pewnego dnia te nasze siostry dostąpią chwały ołtarzy. Z perspektywy czasu widzę, że Pan Bóg wyprzedza nas i do tego prowadzi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół