• facebook
  • rss
  • Wielka akcja w małym Saganie

    dodane 20.03.2014 00:15

    Wielka Ucieczka. Tę historię zna cały świat, choć wydarzyła się w niewielkim wojskowym mieście – Żaganiu. Mija właśnie 70 lat od ucieczki jeńców 
 z niemieckiego stalagu Luft III.


    Wczasie wojny Żagań (Sagan) należał do Trzeciej Rzeszy i był miastem typowo militarnym, ponieważ znajdowały się w nim m.in. wojskowe lotnisko, koszary i kompleks obozów dla jeńców wojennych. Pierwszy z nich Stalag VIII C wybudowany został przez Wehrmacht w 1939 roku i był przeznaczony dla żołnierzy szeregowych i podoficerów wojsk lądowych. – Stalag to skrót od niemieckiego Stammlager, oznaczający obóz stały. Takie obozy były tworzone w całej Trzeciej Rzeszy, która była podzielona na 21 okręgów wojskowych – wyjaśnia Marek Łazarz, dyrektor Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu. – Każdy okręg miał swoją numerację. Żagań i dzisiejszy Dolny Śląsk znajdował się na terenie VIII okręgu wojskowego, stąd nazwa obozu VIII. Był na przykład obóz VIII a w Zgorzelcu, VIII b w Opolu, a VIII c w Żaganiu – dodaje.
W 1942 roku Niemcy wybudowali drugi obóz, Stalag Luft 3, przeznaczony dla oficerów i podoficerów lotnictwa alianckiego. Obóz zarządzany był przez Luftwaffe. Znajdowało się w nim ok. 10 tys. lotników, z czego prawie 7 tys. to lotnicy amerykańscy i ok. 3 tys. lotników RAF-u: m.in. Brytyjczyków, Australijczyków, Kanadyjczyków, 112 Polaków – lotników polskich dywizjonów na Zachodzie, w tym słynnego Dywizjonu 303, oraz Czechów. – W większości byli to piloci załóg samolotów bombowych, które bombardowały Trzecią Rzeszę. Zabierani byli do niewoli po zestrzeleniu lub ewakuacji z zestrzelonego samolotu. Trafiali najpierw do obozu przejściowego niedaleko Frankfurtu, gdzie po rejestracji i wstępnych przesłuchaniach kierowani byli do obozów macierzystych, takich jak Stalag Luft 3 w Żaganiu – wyjaśnia Marek Łazarz. – Dla przykładu Stalag Luft 2 znajdował się w Łodzi, gdzie przetrzymywano lotników radzieckich. Specjalny obóz dla Rosjan znajdował się również w Świętoszowie. Tam, w odróżnieniu od stalagów w Żaganiu, było złe traktowanie, choroby, zdarzało się też rozstrzeliwanie jeńców. Stalagi dla aliantów były pod nadzorem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża oraz państw opiekuńczych, w przypadku Żagania była to Szwajcaria – dodaje.


    Zabić nudę


    
Przez wiele lat po wojnie wszystkie obozy niemieckie traktowano jednakowo. Stalagi zaliczano do tej samej kategorii co obozy koncentracyjne. – Stalagi to zupełnie odrębna kategoria obozów. To nie znaczy, że w obozach jenieckich było jak na wczasach, ale obowiązywały w nich zasady Konwencji Genewskiej, która mówiła o tym, że jeńców wojennych należy traktować tak, jak własnych żołnierzy w jednostce, tzn. nakarmić, ubrać, leczyć, a nawet wypłacać im żołd – mówi dyrektor muzeum.
Mimo tego, że stalagi nie były obozami pracy i zagłady, to dla żołnierzy były jednak niewolą, z której chcieli się wydostać. W stalagu funkcjonował teatr, była kaplica i biblioteka. Organizowano również uniwersytety obozowe i naukę języków obcych. – We wszystkich obozach jenieckich dochodziło do prób ucieczki, dlatego, że taka ucieczka z obozu jenieckiego była obowiązkiem każdego oficera. Ponadto była szansą na odzyskanie wolności i kontynuacji walki, a przede wszystkim zabijała nudę, która była podstawowym wrogiem żołnierzy – wyjaśnia historyk.
Konwencja genewska zabraniała drastycznego karania jeńców za próbę ucieczki, dlatego żołnierze bez oporów szukali wszelkich możliwych dróg powrotu do wolności.


    Drewniany koń


    Najbardziej powszechną metodą ucieczki z obozów jenieckich było kopanie podziemnych tuneli. Całą akcję nadzorował specjalny komitet ucieczkowy. Jedną z bardziej znanych udanych ucieczek była akcja z roku 1943 o nazwie „Drewniany Koń”. W sektorze wschodnim jeńcy wybudowali skrzynię gimnastyczną, którą codziennie ustawiano na boisku sportowym. Grupa pozorantów uprawiała ćwiczenia, a wewnątrz skrzyni jeden z oficerów kopał tunel. Udało się wykopać tym sposobem 40-metrowy korytarz. Prace trwały cztery miesiące. Z Żagania uciekło wtedy trzech angielskich oficerów. Przedostali się najpierw na stację kolejową i pociągami dotarli do Szczecina, gdzie po nawiązaniu kontaktów z marynarzami szwedzkimi przedostali się do Szwecji, która w czasie wojny była państwem neutralnym, i odzyskali wolność.


    Tom, Dick i Harry


    Przygotowania do słynnej Wielkiej Ucieczki rozpoczęły się wiosną 1943 roku, kiedy na terenie stalagu Luft 3 otworzono sektor brytyjski, tzw. północny. Nad projektem ucieczki, którą nadzorował Anglik mjr Roger Bushell, pracowało ponad 600 osób. Były m.in. grupy kopaczy, osoby, które przerabiały mundury na ubrania cywilne, fałszerze dokumentów oraz grupy ostrzegawcze. W ciągu dnia oprócz wartowników na wieżach, w sektorach nie było Niemców. Pojawiali się tylko w określonych godzinach, co dawało jeńcom pewną swobodę w wykonywaniu prac związanych z ucieczką. Plan Wielkiej Ucieczki zakładał, że z obozu ucieknie ponad 200 jeńców, dlatego postanowiono wykopać trzy tunele, w trzech barakach, umożliwiając drogę ucieczki w różnych kierunkach. Tunele miały swoje kryptonimy, w celach bezpieczeństwa otrzymały męskie imiona: Tom, Dick i Harry.
Tunel „Tom” wychodził z baraku 123, „Dick” z baraku 122, obydwa w kierunku zachodnim. Tunel „Harry” swój początek miał w baraku 104 i skierowany był na północ. Tunel „Tom” odnaleziony został przez Niemców podczas rutynowej kontroli. Odkrycie „Toma” przesądziło losy sąsiedniego tunelu „Dick”, który został zamknięty i przekształcony w magazyn. Jedyną szansą na ucieczkę został „Harry”.


    Droga do wolności


    Tunel „Harry” kopano w narożniku baraku 104, gdzie stał piec. Najpierw wykuto właz w ceglano-betonowym fundamencie baraku, by dalej drążyć tunel. Podziemny korytarz kopano na głębokość 9 metrów i szalowano deskami, by nie obrywały się jego ściany. W tunelu zainstalowano również prowizoryczną instalację elektryczną oraz tory i wózek do przemieszczania się. Długość tunelu wynosiła 111 metrów. Fragment podziemnej drogi znajdował się pod częścią niemiecką, na której był szpital obozowy, karcer i budynki administracyjne. Jeńcy musieli zrobić również podkop pod brukowaną drogą i częścią wykarczowanego lasu. Po 11 miesiącach prac ustalono termin ucieczki na piątkową noc z 24 na 25 marca 1944 roku. Wszystko było dokładnie zaplanowane m.in. po to, by zdążyć przed weekendową przerwą na stacji kolejowej. Ucieczka stała się jednak pasmem nieszczęśliwych przypadków. – Wyjście z tunelu, które miało być w lesie, przez pomyłkę w obliczeniach znalazło się kilka metrów przed linią lasu, na otwartym polu, blisko drogi i wieży wartowniczej. Szyb wejściowy został zabezpieczony deskami, które napęczniały od wilgoci i spowolniły wyjście z tunelu. Dodatkowo około północy był nalot lotniczy, dlatego zaciemniono obóz i wygasły też światła w tunelu – wymienia dyrektor muzeum. – Część ludzi spanikowała w tunelu, część zrezygnowała z powodu klaustrofobii. Doszło też do kilku zawaleń w tunelu. Ucieczki nie można było przełożyć na inny dzień, bo fałszywe dokumenty przygotowano z konkretnymi datami – dodaje. Do 5.00 nad ranem z planowanych 220 osób z tunelu wydostało się tylko 76 jeńców. Z tej grupy tylko 3, w tym 2 Norwegów i Holender, odzyskało wolność. – Norwegowie przedostali się koleją do Szczecina. Holender dostał się do Wrocławia, później przez Holandię, Francję, Pireneje aż do Madrytu, a potem na Gibraltar i do Wielkiej Brytanii. Pozostałe 73 osoby zostały złapane w ciągu tygodnia na terenie Dolnego Śląska – mówi Marek Łazarz.
Uciekinierom nie pomogła konwencja genewska. Kiedy o ucieczce jeńców dowiedział się Hitler, chciał rozstrzelać wszystkich uciekinierów. Komendant obozu został natychmiast zabrany przez gestapo. Najbliższe otoczenie Hitlera, w tym Goering, który obawiał się odwetu na jeńcach niemieckich, sprzeciwiało się rozstrzelaniu uciekinierów. Hitler jednak nie ustąpił. Ostatecznie zamordowano 50 lotników. Jeńców likwidowano w czasie drogi powrotnej do obozu, podczas której organizowano np. przystanki na toaletę i zabijano ich na mocy tzw. rozkazu żagańskiego podczas domniemanej ucieczki. Później zwłoki szybko kremowano, a urny z prochami odsyłano do obozu, gdzie następnie pochowano je na niewielkim cmentarzu obok stalagu. Po wojnie przewieziono je do Poznania na cmentarz wojenny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół