• facebook
  • rss
  • Watra płonie od 45 lat

    dodane 22.05.2014 00:15

    Górale czadeccy. – Nieraz nam zarzucano, że ciągle to samo gramy. Mamy nagrodę im. Oskara Kolberga, która nas zobowiązuje do wierności tradycjom przodków – mówi Jadwiga Parecka, kierownik zespołu „Watra” z Brzeźnicy.

    Śpiewają, tańczą i grają, kultywują dawne bukowińskie zwyczaje, ale przede wszystkim podtrzymują tradycję, wiarę i własną tożsamość. Bukowińczycy, złośliwie zwani Rumunami, pochodzą z Bukowiny Rumuńskiej i z okolic Czadcy. Na Ziemie Zachodnie przybyli w 1945 roku. Część z nich osiedliła się w okolicach Żagania, m.in. w Brzeźnicy. Choć Bukowińczycy przybyli tu zaraz po wojnie, nie od razu ośmieli się mówić o swoich rodzinnych stronach i pokazywać bogaty folklor, w tym muzykę, tańce i ludowe stroje. Powodem było złe nastawienie i krytyka innych mieszkańców wsi. Stąd też zespół „Watra” powstał dopiero w 1969 roku i przez wiele lat własnym wysiłkiem i przy pomocy etnografów walczył o swoją tożsamość. – Kiedy zespół powstawał, „bukowińskie” było określeniem pejoratywnym, dlatego w nazwie daliśmy „górale czadeccy”, chociaż logicznie byłoby „bukowińscy” i również dlatego, że w okręgu czadeckim nasi przodkowie mieszkali krócej niż na Bukowinie. Wtedy to było dla nas trudne, dziś nikt się już tego nie wstydzi – wyjaśnia Jadwiga Parecka.

    Autentyzm siłą

    Pierwszym występem „Watry” było „Wesele Bukowińskie”, które zespół zaprezentował 22 maja 1969 roku na Powiatowym Przeglądzie Amatorskiego Ruchu Artystycznego w Żaganiu. – Dostaliśmy się wtedy na przegląd wojewódzki i pojechaliśmy do Słubic. Wtedy nikt nie wierzył, że grupa przetrwa tyle lat – mówi kierowniczka zespołu. W 1970 roku pojechali do Szczyrku na VII Tydzień Kultury Beskidzkiej, a w 1980 roku w Zakopanem dostali już jedną z ważniejszych nagród, Srebrną Ciupagę. – Śpiewałem i tańczyłem w zespole od początku. Byłem zachwycony pierwszymi próbami, były jednak momenty, że wątpiłem w to wszystko, ale później stwierdziłem, że tego nie można zostawić. Zbieraliśmy materiały, niełatwo było wiernie odtworzyć np. stroje czy tańce. Chodziliśmy do krawców, którzy to jeszcze pamiętali, uczyliśmy się tańczyć od starszych – wspomina Czesław Najdek. – Profesor Rajfus ukierunkował działalność naszego zespołu. Powiedział, że właśnie autentyzm to wielka siła „Watry”. I tak rzeczywiście było, bo kiedy wchodziliśmy na scenę, zapominaliśmy, że na niej jesteśmy, a grając np. wesele, czuliśmy się jak na prawdziwym weselu – dodaje.

    Z pokolenia na pokolenie

    Na Bukowinie życie nie było łatwe. Codzienności towarzyszyła ciężka praca. Kobiety zajmowały się domem i gospodarstwem, a mężczyźni pracowali głównie w lesie. – Wypasano owce, ale przede wszystkim mężczyźni przynosili drewno na budulec i opał. Z gałęzi składali stosy, obrzucali ziemią i wypalali węgiel drzewny, a potem wozili go do miasta i sprzedawali, to była ciężka praca – tłumaczy Czesław Najdek. Jedyną rozrywką był śpiew, którego uczono się z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest dziś w zespole „Watra”, do którego należą czasem całe rodziny. Starsi młodszych uczą tańca i śpiewu, tak jak to było kiedyś, bo Bukowińczycy bardzo mocno trzymają się swoich korzeni i tradycji przodków. – Urodziłam się na Bukowinie, a kiedy tu przyjechaliśmy z całą rodziną, miałam trzy lata. Kiedy wyszłam za mąż i wyjechałam w okolice Gorzowa Wlkp., to mimo wszystko ciągnęło mnie do Brzeźnicy. To jest coś takiego, co ma się we krwi i nie można bez tego żyć – mówi Maria Garczyk. – Kiedyś chodziliśmy na tzw. pierzajki czyli skubanie piór, bo hodowało się bardzo dużo gęsi. Pracowało się również przy kukurydzy, to były łupaczki. Kiedyś jak nie było telewizji to takie zajęcia, które trwały czasem po kilka godzin dziennie, były rozrywką. Właśnie wtedy bardzo dużo się śpiewało. Kiedy dzieci podorastały dopiero znalazłam czas na zespół i tak jestem już w nim od dziesięciu lat. Śpiewam, bo lubię i również dlatego, że śpiewu uczyła mnie moja mama – dodaje. – My jesteśmy jedną wielką rodziną. Spotykamy się, wspominamy i cieszymy się sobą – mówi Maria Garczyk – Pomiędzy nami jest więź. Kiedyś nawet pracę wykonywano wspólnie. Najpierw pracowało się u jednego gospodarza, później szło się do drugiego – dodaje Eugeniusz Parecki. Zespół liczy ponad 50 osób. Są w nim dziadkowie i wnuki, rodzice, i dzieci oraz małżeństwa. – Jesteśmy w zespole od 5 lat, zachęciły nas nasze dzieci. Najpierw w zespole był syn, później córka. Tańczymy i śpiewamy, i odrywamy się od rzeczywistości, bo mamy gospodarstwo i ciężko pracujemy na co dzień. Zespół daje nam radość i jest dla nas rozrywką – wyjaśniają Zofia i Ludwik Poliszuk. – Moje pierwsze zetknięcie z zespołem to 1971 rok. Bardzo mi się podobały wyjazdy z zespołem. Najpierw tylko śpiewałem, później nauczyłem się tańczyć. Moja żona Maria pochodzi z kieleckiego i nie należała do zespołu. Dopiero, kiedy przyszła na 15-lecie zespołu i zobaczyła, co robimy, bardzo jej się spodobało. Od tej pory występujemy już razem – dodaje Stanisław Irski.

    Tego nie mają inni

    Bukowińczycy są wyjątkowi, bo mają w swojej tradycji i folklorze to, czego nie można znaleźć u innych Kresowiaków. Smaczne są ich regionalne potrawy. Wśród nich wymienić należy m.in. strudle z serem, jabłkami czy makiem, mamałygę z kaszy kukurydzianej, tocie z ziemniaków (placki pieczone w piecu chlebowym) i pierogi bukowińskie z serem. Nie tylko góralski, ale barwny i ciekawy jest również ich ludowy strój. Strój męski składa się m.in. z prostych białych spodni, kamizelki, białej koszuli z wyszywanym przodem (bogatsze koralikami, biedniejsze kolorowymi nićmi), kierpcy, skarpet i kłobuka (kapelusza). Strój kobiecy to wyszywana koszula, spódnica kolorowa w kwiaty, z materiału zwanego dziś tybetem, i zapaska, półhalka, kierpce i skarpety oraz dla kobiet chustka, a dla panien wianuszek z mirty i różowej lub czerwonej pelargonii zwanej sztingilizą. Górale czadeccy byli i są mocno przywiązani do wiary. – Rodzice uczyli nas wielu modlitw i to trzeba było znać. Sprawa wiary była na pierwszym miejscu, np. nabożeństwo majowe to była sama radość. Robiło się wszystko, żeby pójść do kościoła – mówi Jadwiga Parecka. Bukowińczycy mają również swoją gwarę, nad której usystematyzowaniem pracuje kierowniczka zespołu „Watra”. – Tworzę słownik gwary bukowińskiej, w której będą zamieszczone również ludowe porzekadła. Moim marzeniem jest, aby w każdym bukowińskim domu, gdzie ginie to słownictwo, znalazła się ta książka – mówi Jadwiga Parecka. – Tym się różnimy od innych zespołów, ze zostaliśmy przy swoim, jesteśmy wierni tradycji. To jest naszą siłą – dodaje Eugeniusz Parecki. Zespół występuje w kraju i za granicą. Znany jest nie tylko w Lubuskiem, ale również w wielu miejscach Polski, m.in. Żywcu, Szczyrku, Krakowie, Warszawie i Międzyzdrojach. Za granicą również występował wiele razy. Był m.in. w Rzymie, Moskwie, San Marino i Wenecji. Wszędzie, bez względu na miejsce, jest wierny swojej tradycji i dziedzictwu. – Powstaje wiele zespołów góralskich, ale one próbują stylizować, uwspółcześniać i zmieniać to, co dawne. My wiemy, że jesteśmy autentyczni i że po nas coś zostanie. Chociaż jedni do zespołu przychodzą, inni odchodzą, to jednak ta „Watra” cały czas płonie. Wierzymy, że wraz z nami nie zaginie to, co przekazali nam nasi przodkowie – mówią zgodnie członkowie zespołu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół