• facebook
  • rss
  • Trzeźwość z miłości

    dodane 21.08.2014 00:15

    – Pomimo różnych krzywd, łez, nieprzespanych nocy z powodu uzależnienia męża wiem, że to Pan Bóg dał nam miłość i zdecydował, że mamy być razem – mówi Lidia Rzecka.

    Lidia i Krzysztof Rzeccy mieszkają w Dębnie, ale z diecezją zielonogórsko-gorzowską związani są poprzez Rokitno, które jest dla nich miejscem modlitwy i nadziei. Małżonkowie należą również do Apostolstwa Trzeźwości, które właśnie w Rokitnie ma swoje rekolekcje i spotkania.

    Zwierciadło prawdy

    Krzysztof nie pije od 24 lat. Z Lidią mają dwóch dorosłych synów. Wygrał z nałogiem nie tylko dzięki własnej decyzji, ale ogromnemu uporowi i wsparciu żony. – Uważałem siebie za smakosza, który nikomu nie szkodzi, nikogo nie krzywdzi i nie okrada rodziny. Kiedy piłem, nałóg rządził mną i narzucał mi rytm działania i myślenia. W końcu żona zawiozła mnie na siłę do psychologa. Tam coś zrozumiałem, ale nie do końca. Jeszcze blisko dwa lata trwałem w nałogu – opowiada Krzysztof. – Pewnego dnia spojrzałem w lustro i zobaczyłem siebie, człowieka młodego, ale zeszmaconego. Nie spałem po rowach, miałem dom, rodzinę i pracę, ale czułem się zrujnowany. Zrozumiałem, że krzywdzę siebie i wszystkich dookoła, żonę, dzieci, rodziców. Wtedy właśnie postanowiłem nie pić. Miałem 33 lata i błagałem Jezusa, by mi pomógł wytrwać. Wtedy chciałem nie pić tylko przez rok, a stało się tak, że nie piję już 24 lata – dodaje.

    Kocham, więc pomagam

    Problem alkoholowy Krzysztofa dotknął całą jego rodzinę, a w szczególności żonę Lidię, która ze wszystkich sił walczyła z chorobą męża. Pomimo ciągłego stresu, lęku o przyszłość, nie zwątpiła w Bożą pomoc i wymodliła trzeźwość dla męża. – Kiedy mąż pił, całe życie dostosowane było do jego nałogu. To było czekanie na niego, plany, które niejednokrotnie musiały być zmienione. Mimo że minęły 24 lata, od kiedy mąż nie pije, to pamiętam widok, kiedy siedział, pił i rozmawiał sam ze sobą. Wtedy zrozumiałam, że to jest początek końca. Miałam poczucie winy, że przeze mnie pije, że jestem niedobrą żoną i matką. Macierzyństwo nauczyło mnie jednak, że trzeba dać z siebie wszystko, jeśli się kocha, a ja dzieci i męża kochałam, więc próbowałam go ratować – wspomina Lidia. – Z alkoholikiem to nie jest życie, ani małżeństwo, wiedziałam, że muszę coś zrobić. Założyłam sprawę o rozwód, to miał być taki straszak, uciekałam się do różnych sposobów. Kiedy jechaliśmy razem autobusem na sprawę rozwodową, przejeżdżaliśmy obok kościoła. Prosiłam Matkę Bożą, żebyśmy nie dostali tego rozwodu. Po drugiej sprawie rozwodowej dalej się modliłam, chciałam mieć rodzinę. Pamiętam, jak po tej sprawie mąż wyszedł z sądu i poszedł się napić. Wtedy zrozumiałam, że jak nawet dostanę ten rozwód, to nic nie zmieni, że on nie przestanie pić, i że jeżeli go kocham, to muszę mu pomóc – uzupełnia. Lidia zawiesiła sprawę rozwodową, zaczęła szukać specjalistycznej pomocy, ale przede wszystkim o pomoc prosiła Maryję. – Gdyby nie wiara, nie przeżyłabym takich trudnych sytuacji. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Rokitna, płakałam przez całe rekolekcje. Nie nad swoim losem, ale dlatego, że czułam się duchowo wypełniona. Takiego stanu ducha jak tu nigdy nie miałam. Wierzę, że to, o co się tutaj prosi, prędzej czy później się spełnia – mówi Lidia. Żona Krzysztofa, żeby pomóc mężowi nieść ciężar walki z nałogiem, postanowiła, że nie będzie spożywała alkoholu. – Pamiętam, że krótko po tym, jak mąż przestał pić, pojechaliśmy na imieniny. Postawiono nam kieliszki i zaczęto nalewać alkohol. Pomyślałam, że mężowi będzie ciężko odmówić, dlatego ja podziękowałam za nas oboje. Od tamtej pory również nie spożywam alkoholu – mówi Lidia.

    Trzeba być twardym

    Fakt, że przestało się pić, nie oznacza, że nie trzeba nad sobą pracować, że jest się zupełnie wolnym, bo alkoholizm to choroba, która na zawsze pozostaje zagrożeniem i trzeba robić wszystko, by nie powróciła. – Żeby wytrwać w trzeźwości, trzeba być twardym, uczciwym w stosunku do bliskich, rodziny i przyjaciół, mieć kontakt z Kościołem i wiarą oraz wspólnotą anonimowych alkoholików. To jest gwarantem powodzenia, jeśli się myśli, by wytrwać w postanowieniu na dłuższą metę. Potrzebne jest wsparcie duchowe, a także fizyczna obecność i pomoc specjalistów oraz osób bliskich – wyjaśnia Krzysztof. Istotna jest też sytuacja osób towarzyszących alkoholikom, które również powinny zostać objęte pomocą i opieką. – Osoby współuzależnione muszą ciągle nad sobą pracować. Chociaż mąż nie pije już tyle lat, ja wciąż chodzę na spotkania grupy wsparcia. Nie da się zapomnieć tego, co było, ale można nauczyć się nie pielęgnować w sobie złych wspomnień – mówi Lidia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół