• facebook
  • rss
  • Miód nie tylko na serce

    dodane 11.09.2014 00:00

    Dożynki w pasiece. Trudny rok, mało miodu, ale zamiłowanie do pszczół niezmienne. Pszczelarze, jak co roku, dziękują Bogu za zbiory.


    Ewa i Roman Kalarusowie z Glinika koło Deszczna prowadzą „Pasiekę pod lasem”. Małżeństwo ma prawie 100 pszczelich rodzin. Pan Roman zajmuje się bezpośrednio pracowitymi owadami, pani Ewa natomiast trudni się przetwórstwem miodu, pyłkiem i woskiem pszczelim. Zamiłowanie do pszczół do małżeństwa wniósł mąż i zafascynował nim żonę.


    – Mój ojciec był pszczelarzem. Pierwsza jego pszczela rodzina to był rój złapany na ściernisku. Mieszkaliśmy w Płonicy, tam ojciec prowadził gospodarstwo i miał ok. 20 uli. W 1980 roku na pszczoły przyszedł ciężki czas. Zaatakowała je tzw. warroza, pajęczak, który niszczy owady. Ojcu zostało tylko 6 rodzin i wtedy pomyślałem, że pomogę mu
i uratujemy te pszczoły – mówi Roman Kalarus. – Po leczeniu zostały tylko 3 rodziny. Ta choroba zmobilizowała mnie do pracy w pasiece, ale i zainteresowała, dlatego zacząłem pracować razem z ojcem. Później przeprowadziłem się do Glinika, rozbudowałem pasiekę i mija już 35 lat, odkąd zajmuję się pszczołami.


    Żądło, które motywuje


    Pierwsze kontakty z pszczołami zarówno dla pani Ewy, jak i dla pana Romana nie były przyjemne, ponieważ oboje zostali ciężko pożądleni. Ukłucia nie zniechęciły jednak żadnego z małżonków do porzucenia pszczelarstwa, a wręcz przeciwnie – zmotywowały do pracy, pogłębienia wiedzy o pszczelarskiej profesji.


    – Kiedy byłem dzieckiem, pszczoły bardzo mnie pożądliły. Później, kiedy pomagałem ojcu, często uciekałem od pszczół, bo się ich bałem. Pamiętam, jak kiedyś tata pojechał do miasta, a tu wyszły dwa roje i usiadły na śliwce. Zdecydowałem, że je zdejmę. Pierwsza rodzina mnie pożądliła, ale nie zrezygnowałem i tę drugą zdjąłem już prawidłowo. Pszczelarstwa uczyłem się na własnych błędach – wspomina pan Roman.


    – To mąż zaraził mnie pszczelarstwem. Na początku małżeństwa bałam się pszczół, może dlatego, że kilkakrotnie mocno mnie pożądliły. Później się przyzwyczaiłam i lęk był coraz mniejszy. Pomimo to mój kontakt z pszczołami jest ograniczony i nie zajmuję się nimi bezpośrednio, ponieważ jestem uczulona na jad pszczeli. Pomagam natomiast mężowi przy wirowaniu miodu – Roman przywozi mi plastry, a ja wiruję i zlewam miód, wykonuję też świece z wosku pszczelego – tłumaczy pani Ewa.


    Słodki efekt 
pracy robotnic


    Podstawowym produktem, który uzyskuje się dzięki czynnościom pracowitych owadów, jest miód. Słodki przysmak dogadza nie tylko ludzkim podniebieniom, ale spełnia też funkcje lecznicze. Jego produkcja to złożony proces wymagający pracy tysięcy pszczół.


    – W jednym ulu mieszka jedna rodzina. W rodzinie w okresie letnim, kiedy pszczoły intensywnie pracują, jest ich ok. od 60 do 80 tys. Taka rodzina potrafi pracować na obszarze 1200 ha. By uzyskać konkretny miód, wywozi się pszczoły na plantację rzepaku czy gryki lub do lasu, gdzie jest np. więcej akacji. Pszczoła wylatuje z ula, zbiera nektar, a później wraca z nim „do domku” – wyjaśnia R. Kalarus. – Następnie przekazuje go robotnicom ulowym. Nektar jest kilkakrotnie przerabiany przez inne pszczoły i zagęszczany, składany do komórek i zasklepiany.


    Gdy miód jest dojrzały, następuje jego odwirowanie i zlewanie oraz sprzedaż lub przechowywanie w specjalnych beczkach i słoikach. – Miody są dobre na różne schorzenia, choroby i są bardzo zdrowe. Miód rzepakowy jest dobry na wątrobę, drogi żółciowe i serce, akacjowy – na nerki, układ moczowy, przewód pokarmowy, lipowy – na przeziębienia, górne i dolne drogi oddechowe, wrzosowy – na przewód pokarmowy, a gryczany – na serce i krwiobieg. Bez względu na rodzaj, każdy miód jest dobry i zdrowy – mówi pszczelarz.


    Pyłek, świece i przetwory


    Oprócz miodu, pszczelarze z Glinika zbierają również pyłek kwiatowy, który ma właściwości lecznicze. – Zawiera dużo witamin i jest łatwo przyswajalny przez organizm. Wzmacnia go i regeneruje – twierdzi pan Roman. Ponadto małżeństwo zajmuje się produkcją świec z wosku pszczelego. – Mają właściwości zdrowotne, bo są naturalne, jonizują powietrze, pochłaniają zapachy, wytwarzają przy spalaniu w powietrzu mikroklimat, dzięki któremu lepiej się oddycha i śpi – przekonuje pani Ewa. – Robię też przetwory na bazie miodu, bo staramy się jak najmniej używać cukru, a jak najwięcej zdrowego miodu.


    Chociaż pszczelarstwo nie jest łatwym zadaniem i wymaga ogromnego zaangażowania, daje wiele satysfakcji. – Dopóki będę żył, będę zajmował się pszczołami, bo to moja pasja. Praca w pasiece jest także naszą modlitwą. W tym roku, który był trudny dla pszczelarzy, mamy miód wielokwiatowy, rzepakowy, lipowy i wrzosowy. Cieszymy się z tego, bo wielu pszczelarzy w ogóle nie zebrało miodu. Nie sprzyjała pogoda i nie doszło do systematycznego nektarowania. Wiosną był miód wielokwiatowy i rzepakowy, a później trochę miodu lipowego – jedna trzecia tego, co zbieraliśmy w poprzednich latach – mówi pan Roman. – Praca w pasiece jest podobna do pracy w rolnictwie. Zajęcie jest cały rok. Wiosną i latem trzeba zebrać miód, pyłek kwiatowy, zrobić przegląd uli. Zimą też nie brakuje pracy, bo naprawia się ule czy drutuje ramki. To jednak nasza pasja – dodaje pani Ewa.


    Pszczoły uczą pokory


    ks. Jarosław Leśny, duszpasterz pszczelarzy z południowej części diecezji i proboszcz parafii pw. św. Antoniego w Przylepie


    – Obserwacja pszczół jest pochyleniem się nad pięknem świata stworzonego, nad dziełem Boga i Jego wszechmocy, dlatego jest to pasja, która uwrażliwia człowieka, uczy pokory, ale i otwartości na świat i jego doskonałą harmonię. Pszczoły są społecznością, która charakteryzuje się troską o siebie nawzajem, nie pozwolą, by działa im się krzywda, dbają o właściwą temperaturę, bezpieczeństwo i pożywienie w swojej rodzinie. Cudowna jest muzyka pszczół. Śpiew matki, która wychodzi w nastroju rojowym, by porwać połowę rodziny, jest przepiękny. Obserwacja pszczół jest moją pasją, która towarzyszy mi od dzieciństwa, a którą mogę realizować jako kapłan, dlatego że pszczoły czekały na mnie w parafii w Przylepie po zmarłym poprzedniku, który je hodował. Mam 5 rodzin pszczelich. Jako duszpasterz towarzyszę pszczelarzom m.in. podczas święta
 św. Ambrożego, ich patrona, i pielgrzymek do Rokitna, gdzie udają się w ostatnią niedzielę sierpnia, by Panu Bogu wyrazić wdzięczność, a jednocześnie prosić Go o opiekę, siły i zdrowie dla siebie i swoich rodzin, a także o opiekę dla pszczół.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół