• facebook
  • rss
  • A czemu mam być nieszczęśliwa?

    dodane 05.02.2015 00:00

    Światowy Dzień Chorego. – Cieszymy się, że mamy takie dziecko. Bóg dał nam Anię i dobrze zrobił. To nasz anioł – mówi mama Ani.

    Pani dziecko ma zespół Downa – to zdanie dla każdego rodzica jest szokiem. Nie inaczej było w przypadku Doroty Dreszerskiej z Głogowa. – Na początku przez gardło nie mogło mi przejść, że moje dziecko jest upośledzone. Tak naprawdę dopiero po kilku latach to zaakceptowałam – wyznaje głogowianka. – Nigdy jednak nie powiedziałam: „Panie Jezu, dlaczego to ja? Dlaczego to mnie się zdarzyło?”. Jestem wierząca i zastanawiałam się tylko: „Panie Jezu, co chcesz mi przez to powiedzieć?”. Dopiero z czasem zobaczyłam sens tego wszystkiego. Kiedy Ania była mała, była nadpobudliwa i agresywna, w ogóle musiałam włączyć trzeci bieg, żeby ją złapać. Nie prowadziłam prawie wcale życia towarzyskiego, ale skupiłam się na moim dziecku, bo chciałam jej poświęcić wszystko. Z czasem jednak obie bardzo zmieniłyśmy się. Teraz Ania to fajna dziewczyna, do tańca i Różańca. Ja też zrozumiałam, że nie mogę z tym swoim światem zamykać się w czterech ścianach. Musiałam to wszystko zaakceptować i kiedy zaakceptowałam, to się otworzyłam. Wszystko dzięki Bogu.

    Jestem wyróżniona

    W drodze pani Doroty i Ani ważną rolę odegrało Centrum Ochotników Cierpienia, z którego ideą spotkała się w głogowskim Domu „Uzdrowienie Chorych”. Centrum prowadzi apostolat wśród chorych, realizując wizję bł. ks. Luigiego Novarese, aby docierać „do chorego przez chorego”. Jedną z form działalności stowarzyszenia są spotkania formacyjne w tzw. grupach przewodnich dla osób chorych, niepełnosprawnych i cierpiących. – Nasza grupa liczy 15 osób. Spotykamy się raz w miesiącu. Rozważamy dany temat ze specjalnie przygotowanych konspektów, pochylamy się nad słowem Bożym, dzielimy się swoim doświadczeniem cierpienia i modlimy się za ludzi, którzy o to prosili. To mówienie o swoich cierpieniach nie jest formą użalania się nad sobą, ale oczyszczenia i umocnienia. Kto bardziej zrozumie człowieka cierpiącego niż sam człowiek cierpiący? To wspólnota nas niesie i dodaje skrzydeł – mówi pani Dorota. – Pamiętam, jak podczas jednego z spotkań jedna z pań mi powiedziała: „Zawsze myślałam, że rodzice dzieci niepełnosprawnych są nieszczęśliwi, a kiedy patrzę na panią, to nie widzę tego nieszczęścia”. A ja na to: „A czemu mam być nieszczęśliwa? Bóg mi dał takie dziecko. Jestem wyróżniona”.

    Miłość i rehabilitacja

    Ania ma już 28 lat i jest otwarta na świat. Na co dzień uczestniczy w Warsztatach Terapii Zajęciowej „Arka” w Głogowie. Przez ostatnie dwa miesiące miała okazję mieszkać w tzw. mieszkaniu chronionym. – Wróciła przeszczęśliwa! Tam, z pomocą asystentów, mogła wieść samodzielne życie. Dzwoniąc, często słyszałam: „Mamusiu, już kończę, bo muszę coś zrobić”. Człowiekowi tylko serce raduje się, kiedy słyszy, że jego dziecko jest szczęśliwe. Mam nadzieję, że ten projekt będzie kontynuowany, aby dać naszym dzieciom szansę na budowanie własnego życia – mówi pani Dorota. Mama Ani też jest otwarta na świat. Obecnie jest wolontariuszką w Domu „Uzdrowienie Chorych”, prowadzonym przez Cichych Pracowników Krzyża. Można ją spotkać w rejestracji tamtejszego NZOZ „Samarytanin”. – Teraz, gdy udzielam się dla niepełnosprawnych, widzę, że Pan Bóg mnie powoli przygotowywał do tej roli. Jestem szczęśliwa, że mogę tu być i pomagać tym osobom. Bo wiem, że trzeba je przytulić, pogłaskać, zrozumieć, podać rękę... Dla mnie to jest normalne. Miłość i rehabilitacja muszą iść w parze – zauważa pani Dorota.

    Kocham papieża

    Głogowska rodzina prowadzi normalne życie. Jego częścią jest pielgrzymowanie do sanktuariów europejskich. – W Fatimie już byliśmy i znowu mamy zamiar pojechać, w Lourdes byliśmy dwa razy i trzy razy we Włoszech – wylicza pani Dorota. Rok temu Ania z mamą pojechały do Włoch na pielgrzymkę „Szlakiem bł. Luigiego Novarese”, zorganizowaną w 100. rocznicę urodzin błogosławionego. Tam miały okazję spotkać się osobiście z papieżem Franciszkiem, choć wcale nie było to planowane. – Byliśmy strasznie przejęci i z tego momentu niewiele pamiętam. Czułam niesamowitą radość i wielkie wzruszenie. Ania, gdy zobaczyła papieża, powiedziała: „O, Boże!”. Przytuliła i powiedziała: „Kocham cię” – opowiada głogowianka. – Dużo jest takich sytuacji w naszym życiu, w których widać, że Pan Bóg nas kocha i dzieją się niesamowite rzeczy. •

    Skontaktuj się

    Chcesz dowiedzieć się więcej na temat Centrum Ochotników Cierpienia? Zadzwoń: tel. (76) 833 32 97 lub napisz: cpk@lg.onet.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół