• facebook
  • rss
  • Kuchenne zapachy i porcelanowe filiżanki

    dodane 01.04.2015 00:00

    Tuż przed świętami kuchnie stawały się miejscami, gdzie królowały smaki i zapachy. Już z daleka unosiła się woń pieczonych serników, drożdżowych ciast z kruszonką i babek. A ze spiżarni… delikatnie pachniało wędzoną szynką i kiełbasami.

    Spacerując po czystych i schludnie zamiecionych uliczkach Dąbrówki Wielkopolskiej, przyglądam się gospodyniom myjącym okna. Na podwórkach suszy się pranie, pościel, firany. Wszystko po zimie musi być odświeżone. Przygotowania do świąt Zmartwychwstania Jezusa odbywają się w podobnym rytmie jak przed dziesiątkami lat, bez pośpiechu, zgodnie z przyjętym planem.

    Wielki Tydzień rozpoczynał się od poświęcenia samodzielnie przygotowanych palm. W zielne gałązki bukszpanu kobiety i dziewczęta wplatały zakwitające wczesną wiosną kwiaty w przydomowych ogródkach i gałązki kwitnącej wierzby. Wiele osób było przekonanych, że po uroczystym poświęceniu palemek trzeba zjeść kilka puchatych wierzbowych kotków, bo to najlepsze lekarstwo na choroby gardła. Przyglądając się dąbrowieckim zwyczajom z perspektywy czasu, kreśląc kolejny szkic w naszym brulionie, wyruszamy najpierw w przeszłość z grupą najuboższych dzieci, których rodzice nie byli gospodarzami. Dzieci w radosnej atmosferze chodziły w Wielki Czwartek od gospodarstwa do gospodarstwa i prosiły o jajka. Obowiązywał wtedy niezwykle dobry zwyczaj dzielenia się z najbiedniejszymi mieszkańcami, żeby nikt w świąteczne dni nie był głodny. Na wielkanocny stół we wszystkich domach przygotowywano kolorowe jajka, których skorupki farbowano w zielonym życie, wysuszonych łupinkach cebuli lub w burakach. Wielokolorowe jajka wkładano do dużych koszy, dodawano kiełbasy, szynki, chrzan, sól, masło, pieczoną babkę w formie wielkanocnego baranka i tak przygotowany „koszyczek” był święcony w Wielką Sobotę. W tym czasie kuchnie stawały się wyjątkowymi i niepowtarzalnymi miejscami, gdzie królowały smaki i zapachy. Już z daleka unosiła się woń pieczonych serników, drożdżowych ciast z kruszonką i babek. Ale to nie wszystko – ze spiżarni delikatnie dawało się wyczuć zapach wędzonych szynek i kiełbas. Dla łakomczuchów były to trudne dni, tym bardziej że od Środy Popielcowej, po dokładnym wyszorowaniu garnków z tłuszczu, ściśle przestrzegano zasad postnego jedzenia. Dzieci w oczekiwaniu na Niedzielę Zmartwychwstania w domowych ogródkach i sadach przygotowywały z siana gniazda, do których rodzice w niedzielny poranek wkładali słodycze. Jednak zanim maluchy mogły wyruszyć na poszukiwanie słodyczy, najpierw cała rodzina szła na uroczystą Mszę rezurekcyjną. Miejscowi ubrani byli w świąteczne tradycyjne stroje, a śpiew chóru nie pozostawia ani krztyny wątpliwości, że Jezus Chrystus zmartwychwstał i jest zwycięzcą śmierci. Ściany świątyni aż dudniły od śpiewu, a radosne pieśni zmartwychwstania brzmiały dobitnie w czasie procesji. Po uroczystościach w kościele rodziny zasiadają w rodzinnym gronie do wielkanocnego śniadania. Ojciec prowadzi krótką modlitwę i rozpoczyna składanie życzeń, dzieli się poświęconym jajkiem. Na śniadaniu nie może zabraknąć białej kiełbasy, wędzonych rarytasów, chrzanu i oczywiście kolorowych jaj. Gospodarze zjadają ich sporo, by dbać o honor rodziny. Na popołudniowym spacerze sąsiedzi na pewno zapytają, ile pan domu zjadł wielkanocnych jaj. Wtedy dobrze jest odpowiedzieć, że 10 albo nawet 15. Po uroczystym śniadaniu dzieci mają wielką frajdę, bo wyruszają na poszukiwania słodyczy w przygotowanych wcześniej przez siebie gniazdach. Nie każde gniazdko kryje niespodziankę, więc podczas poszukiwań emocji nie brakuje. Gospodynie nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo przygotowują świąteczny obiad. Na stole nie może zabraknąć różnego rodzaju pieczonych mięs: karkówek, szynek, drobiu. Po sutym posiłku i krótkim odpoczynku rodziny odwiedzały się wzajemnie – wyruszano w hejcy. W gościnie degustowane były ciasta i popijano parzoną w porcelanowych dzbankach kawę. Aromatyczny napój podawany był w cieniutkich porcelanowych filiżankach. Często odwiedziny przedłużały się i goście podejmowani byli przez gospodarzy w czasie „podkurka” (między kawą a kolacją) małymi kanapkami. Spotkania były okazją do rozmów. Kiedy omawiano poważne sprawy, dzieci musiały wyjść na dwór, żeby nie przeszkadzać dorosłym w dyskusji. Naszą świąteczną, wielkanocną przygodę w Dąbrówce Wielkopolskiej kończymy w drugi dzień świąt. W poniedziałkowy poranek żadna z dziewcząt nie mogła nie zostać oblana strugami chłodnej wody. Woda lała się wiadrami i wręcz nie wypadało, żeby w wielkanocny poniedziałek dąbrowiczanki przynajmniej parę razy nie zmieniały świątecznego stroju.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół