• facebook
  • rss
  • Podpowiedzi Pana Boga

    dodane 14.05.2015 00:00

    O wyrabianiu z gliny, Mszy św. przy krzyżu i chorobie proboszcza z diakonem Jakubem Włodarczakiem rozmawia Krzysztof Król.

    Krzysztof Król: Wkrótce święcenia kapłańskie. Jak to było z powołaniem Księdza Diakona?

    Dk. Jakub Włodarczak: Powiedziałbym – dość zwyczajnie! Jednakże każdy z nas, każdy człowiek, to niezwyczajna historia. Ona się nigdy nie powtórzy, bo Bóg każdego stworzył i wciąż stwarza niepowtarzalnie i oryginalnie. Tak, jak sam chce. Świetnie przedstawia tę właściwość prorok Jeremiasz, który porównuje każdego z nas do naczynia wyrabianego przez Garncarza – Boga. On z gliny wyrabia naczynie takie, jakie sam chce, a oto „jak glina w ręku Garncarza tak jesteście wy (…) w moim ręku”. I tak jest też z moim powołaniem. Odbieram je jako dar, Boży dar z miłości do mnie.

    A kiedy pojawiła się pierwsza myśl o kapłaństwie?

    Wszystko zaczęło się… nie wiem kiedy. (śmiech) Pan dawał mi różne znaki. Pochodzę z niewielkiej wioski Rejów, niedaleko Nowego Miasteczka. Kiedy chodziliśmy z rodzicami i siostrą do kościoła do Nowego Miasteczka, często był to dla mnie wyjątkowy czas. Przez całą Mszę św. spałem. Śmiejemy się nieraz, że teraz odrabiam ten wypoczynek. W mojej wiosce nie było kościoła. Jedyną Mszą św. w Rejowie była rokroczna Eucharystia dziękczynna przy krzyżu. Podczas jednej z nich zerwał się silny wiatr, zaczął padać deszcz. Wtedy „schowaliśmy się” w świetlicy wiejskiej. Do dzisiaj niektórzy wspominają to wydarzenie, gdy płatki farby z sufitu leciały na ołtarz. Była to przełomowa Eucharystia, bo podczas niej ksiądz proboszcz powiedział: „Jeśli wyremontujecie tę świetlicę, będę odprawiał w niej Mszę co tydzień”. I tak też się stało. Świetlica została odnowiona, a Msze św. są w niej odprawiane po dziś dzień. A ja zostałem jednym z pierwszych ministrantów. Wtedy też zrodziło się pierwszy raz pytanie: „Może i ja zostanę księdzem?”.

    Kiedy przyszła ostateczna decyzja?

    Ważnym momentem, który rozpoznaję jako bliższe zaproszenie do ołtarza, była, może to dziwnie zabrzmi, choroba mojego ówczesnego księdza proboszcza. Cierpiał na alzheimera. Kiedy księdzu zdarzało się zapomnieć czegoś, jakiejś części Mszy świętej, starałem się „interweniować”. Tak wyglądała pokrótce moja droga, nie wspominając pieszych pielgrzymek, oaz czy rekolekcji. Wszystkie one to jedna wielka podpowiedź Boga, jak wypełnić Jego wolę w moim życiu. Co zrobić, by być szczęśliwym.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół