• facebook
  • rss
  • Wszystko robimy wspólnie

    dodane 10.09.2015 00:00

    – Najważniejszy w życiu jest Pan Bóg i rodzina – przyznają Elżbieta i Leszek z Witynia k. Świebodzina, którzy od sześciu lat prowadzą winnicę.

    Rodzina to dla nich bezcenna wartość. A mają czym się pochwalić. – Siedmioro dzieci i sześcioro wnuków. Prawnuków jeszcze nie mamy. Przecież jesteśmy młodymi ludźmi – śmieje się pan Leszek Pietrasik.

    Na Morawach oceniają wysoko

    Osiedlili się w Wityniu k. Świebodzinia pięć lat temu. – Historia naszej miejscowości jest datowana na 1305 rok – wyjaśnia pan Leszek. – Pilnują nas Matka Boża i św. Antoni, który po wojnie został patronem Witynia. Rzeźbiona jest już figura patrona winiarzy, czyli św. Urbana I – dodaje pani Elżbieta, pokazując dwie figurki przy wjeździe do gospodarstwa. Małżonkowie zajmują się głównie rolnictwem. Uprawiają m.in. rzepak, kukurydzę i pszenicę. – Mąż pochodzi z rolniczej rodziny, ale tak naprawdę nikt z nas nie przypuszczał, że będziemy rolnikami. Opatrzność Boża jednak wiedziała, co robić. To wszystko układało się po kolei w jedną całość i dalej się układa – mówi pani Elżbieta. Teraz doszła winnica. – To pomysł żony – uśmiecha się pan Leszek. – Myśleliśmy o winiarstwie już wcześniej, ale odłożyliśmy te plany na później. Potem wstąpiliśmy do Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego. Oni nam bardzo pomogli, wzięli nas na szkolenia i pomogli założyć winnice. Praktycznie wszystko odbyło się pod ich okiem. Rok temu pojechaliśmy z naszym winem na Morawy i oceniono je wysoko – dodaje. Winnica wymaga bardzo dużo pracy. – Nie myślałam, że aż tyle, ale ta praca sprawia przyjemność i daje satysfakcję. To jak opieka nad dzieckiem, bo jeśli wszystko na czas nie zostanie odpowiednio zrobione, to może zginąć owoc i wszystko może przepaść – zauważa pani Elżbieta.

    Latorośl dba o latorośle

    Winnica w Witaniu ma powierzchnię 2,2 ha. Znajduje się w niej ok. 6 tys. krzewów, a wśród nich m.in. takie odmiany jak: Riesling, Chardonnay, Solaris, Hibernal, Pinot Noir. Winnica nosi nazwę „Łukasz”. – To wyraz pamięci o naszym zmarłym synu – wyjaśnia pani Elżbieta. W winnicy nieocenioną pomocą jest córka – Zuzanna. Winiarstwem interesuje się od dawna. – Trzy lata temu zrobiłam kurs enologiczny i od tej pory pomyślałam, że mogę spróbować zająć się tym w miarę moich możliwości – zwierza się córka. – W 2014 roku rozpoczęłam półroczne praktyki w największej winnicy w Ohio „Debonne Vineyard” w USA. Przyglądałam się, jak wygląda winobranie i produkcja wina w tak wielkiej winnicy. Praca tam dała mi wiele doświadczeń, a teraz swoją wiedzę chętnie wykorzystuję u nas – dodaje. Na tym jednak nie koniec. W tym roku pani Zuzanna chce rozpocząć podyplomowe studia enologiczne na UJ w Krakowie. – Winnica jest biznesem rodzinnym, dlatego wszystko robimy wspólnie. Nie ma jasno podzielonych obowiązków. Wspieramy się we wszystkim, a podczas winobrania zaangażowani są nawet mali bratankowie i siostrzeńcy – zapewnia córka. Jaki to będzie rok dla winiarzy? Zapowiadał się pięknie… – Ale jednak sierpniowa susza będzie miała wpływ na zmniejszenie zbiorów. Pogoda nie była tak sprzyjająca jak w ubiegłych latach. Brak opadów dał się nam we znaki, tak samo jak rolnikom w całej Polsce – tłumaczy Zuzanna Pietrasik. Problemów oczywiście nie brakuje, ale to wszystko rekompensują winiarskie radości. – Można je czerpać z obcowania z naturą, przyjemności z podejmowania gości oraz procesu tworzenia i produkcji wina, który jest bardzo ciekawy – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół