• facebook
  • rss
  • Trzeba być człowiekiem

    dodane 10.12.2015 00:00

    „Każdemu ubogiemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież” - te słowa wypowiedziane przez św. Alberta Chmielowskiego wzięli sobie do serca.

    W głogowskiej parafii pw. NMP Królowej Polski od 20 lat działa już Kuchnia Brata Alberta. Prowadzi ją Parafialny Zespół Caritas. Powstała, kiedy proboszczem był ks. Ryszard Dobrołowicz. – W kościele jest puszka, do której można wrzucać ofiary na działalność kuchni. I rzeczywiście jest ona systematycznie zapełniana, parafianie są bardzo ofiarni. Od paru lat otrzymujemy też dotacje z miasta – wyjaśnia obecny proboszcz ks. Witold Pietsch.

    Człowiekowi trzeba pomóc

    Trzy razy w tygodniu – w poniedziałki, środy i piątki – ciepły posiłek mogą zjeść tu osoby bezdomne i potrzebujące. – To zupa z wkładką – wyjaśnia Eugenia Walczak, która w parafialnej kuchni gotuje od 11 lat. – Czasem jednego dnia przychodzi nawet 70 osób. Na miejscu jest też łazienka i pralka, więc niektóre osoby biorą kąpiel, piorą swoje ubrania – opowiada. Zdecydowana większość osób przychodzących na posiłki to bezdomni, ale są także osoby bezrobotne. – Są w różnym wieku. Przychodzą głównie panowie, ale pań też nie brakuje – dzieli się obserwacjami pani Eugenia. – Zżyłam się już z tymi ludźmi. Nie mam z nimi problemów, są grzeczni wobec nas. Czasem mają między sobą zatargi, ale jak poprosimy, zaraz się uspokajają. Zjedzą, podziękują i nie ma problemu. Czasami nawet porozmawiamy. Opowiadają wtedy o swoich problemach i o tym, jak znaleźli się na ulicy. Nie oceniam ich i nie potępiam. Po prostu nie wyszło im w życiu. Trzeba być człowiekiem i pomóc drugiemu – dodaje.

    Nic na siłę

    W największej głogowskiej parafii obowiązków duszpasterskich nie brakuje. Nikt tu jednak nie myśli nawet, aby zamknąć kuchnię. Do dalszego działania proboszcza i parafian motywuje patron, które relikwie są od niedawna w parafii. – Powiedziałem parafianom, że ten patron jest potrzebny przede wszystkim mnie, abym umiał z miłością patrzeć na tych ludzi. Potrzebny jest każdemu z nas, aby dostrzec w nich człowieka w którym jest Jezus i któremu trzeba pomóc – przekonuje proboszcz. Większość korzystających z kuchni ma problem z alkoholem. To przeszkadza im znaleźć stałe miejsce w przytulisku, bo tam alkohol jest wykluczony. – To oczywiście rodzi pytanie o sens pomocy takim ludziom, ale przecież człowiek dotknięty chorobą alkoholową też ma prawo być głodny. Wydaje się, że parafianie to rozumieją, czego wyrazem są ich ofiary. Św. Albert uczy nas, że każdy zasługuje na pomoc. Pewnie można byłoby jeszcze więcej zrobić, ale robimy tyle, ile możemy – dodaje proboszcz. Księża z parafii starają się docierać do osób bezdomnych ze strawą duchową – Mam świadomość, że nasza pomoc nie może polegać tylko na dawaniu jedzenia. Idziemy więc do nich z Ewangelią. Niektórzy słuchają, a nawet dyskutują. To jest bardzo trudne, ale próbujemy coś robić, aby ich ewangelizować. Co roku w stołówce jest wigilia. W zeszłym roku było około 100 osób – opowiada ks. Pietsch. – Na pewno nie można robić nic na siłę. Pan Bóg zawsze jakoś w końcu dotrze do człowieka. Niedawno był taki przypadek, że jeden pan przyszedł i poprosił, aby któryś z księży poszedł do szpitala, żeby udzielić sakramentów jego umierającemu koledze. Ta bieda ich jakoś łączy – dodaje.

    Przykład, który daje nadzieję

    Wielu korzystających z kuchni od lat już żyje na ulicy. – Przychodzę tu wykąpać się i wyprać swoje ubrania. Oczywiście przede wszystkim na obiad, a panie naprawdę bardzo dobrze gotują. Tak od serca – mówi z uśmiechem pan Wojtek. – Obecnie mieszkam w garażu. Nie mam problemów z alkoholem. W moim przypadku zaczęło się od rozstania z żoną, miałem też wypadek i nie mogę pracować. Kiedyś to nawet chciałem odebrać sobie życie. Dziś jest lepiej i mam nadzieję, że to wszystko się jeszcze jakoś poukłada, a wiele mi nie trzeba – dodaje. Na drodze wielu osób stoi jednak alkohol. – Żona mnie zostawiła, bo piłem. Chciałbym coś zrobić ze swoim życiem, ale nie wiem jak – mówi z bezradnością w oczach pan Piotrek. – Takie miejsca są potrzebne. Można coś zjeść i ogrzać się. Teraz mieszkam na śmietniku – dodaje. Światełko w tunelu zawsze jednak jest. Niektórym udaje się wyjść na prostą. Tak było w przypadku pana Krzysztofa, który kiedyś korzystał z głogowskiej Kuchni Brata Alberta. – Co roku przychodzi do nas z tortem – mówi z uśmiechem pani Eugenia. Pan Krzysztof ma dom i rodzinę i co najważniejsze – nie pije już od 15 lat. – Wyjść z bezdomności pomógł mi ks. Ryszard Dobrołowicz. Dał mi ubrania i znalazł mi miejsce do spania, a jak szedłem z pielgrzymką na Jasną Górę, to nawet oddał mi swoją walizkę – uśmiecha się pan Krzysztof. – Wielu kolegów już poumierało, a mnie Pan Bóg zostawił. Chyba na poprawę, żebym w tym życiu coś dobrego dla innych jeszcze zrobił – dodaje z uśmiechem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół