• facebook
  • rss
  • Da Bóg szczyńście!

    dodane 17.12.2015 00:00

    Najstarsi polscy górale bukowińscy wciąż pamiętają tradycje bożonarodzeniowe. Mało tego – wiele z nich wciąż pielęgnują.

    Filomena i Zygfryd Seulowie mieszkają we Wrzesinach k. Brzeźnicy niedaleko Żagania. Oboje urodzili się na Bukowinie. On w Starej Hucie, ona w sąsiedniej wiosce Baniłów. Nie zapomnieli o bukowińskich tradycjach.

    Adwentowe śpiewanie

    Na Bukowinie przygotowania do świąt Bożego Narodzenia rozpoczynały się już od 25 listopada, czyli od św. Katarzyny. Mawiano wtedy: „Jagwint Katarina zawiunzuje, a Andrzej potwierdzuje”. W długie adwentowe wieczory chłopcy uczyli się kolędować. – Spotykali się grupkami u gazdy, który miał dobry głos i znał dużo kolęd. Nazywano takiego człowieka „żywą kantyczką”. Takich paczek we wsi było kilka, a każda chciała najlepiej śpiewać – wspomina pan Zygfryd. W wigilijny poranek chłopcy chodzili z połaźniczką, czyli małą choinką. – Odwiedzali sąsiadów i winszowali: „Da Bóg szczyńście, do szczyńście na tyn Nowy Rok!/ Dzieciątko się rodzi, różowy kwiat wschodzi,/ A to Dzieciątko do nieba drogę toruje,/ Gdzie Najświętsza Panna koronę gotuje./ A ta korona w niebieskim stanie, czego sobie żądacie panie gospodarzu/ I Pani gospodyni, niech się wum to stanie./Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!” – opowiada pan Zygfryd. – Za te życzenia otrzymywali parę groszy albo orzechy, jabłka, słodycze. Jeżeli gospodarze byli starszymi ludźmi i nie mieli choinki, chłopcy zostawiali im połaźniczkę – dodaje. „Biegnijcie prędko do szopki, pokłon Mu oddajcie,/ I wesoło hejże, hejże przed Nim wykrzykujcie./ Hejże, hejże Panie Jezu, hejże, hejże hoc, hoc,/ Niech Ci będzie wieczna chwała za tę szczęśliwą noc” – to jedna z bukowińskich pastorałek.

    Opłatek z miodem

    Tymczasem w domu od rana trwały przygotowania do najważniejszej wieczerzy w roku. – Pod stołem kładziono siano, w niektórych domach w kącie izby stawiano snopek słomy. Po świętach siano i słomę wykorzystywano do robienia powróseł i wiązania młodych drzew w sadzie. Na przykrytym białym obrusem stole stawiano najpierw krzyżyk, świecę, opłatek, płacinty, czyli małe bułki z makiem, których się nie kroiło, tylko łamało. Obowiązkowo należało również położyć cebulę i główkę czosnku – wyjaśnia Jadwiga Parecka, siostra pana Zygfryda. – Potem dostawiano kolejne potrawy. Pojawiały się naczynia z gotowanym bobem i grzybami. Najważniejszym daniem była oczywiście pszeniczka, potrawa gotowana i przyprawiona miodem oraz dużą ilością bakalii. Podawano zupy grzybową i grochową, postne gołąbki z kaszą kukurydzianą, śledzie smażone i marynowane, pierogi z kapustą i pierogi słodkie, na przykład z powidłami czy makiem, oraz kompot z suszonych owoców. Potrawy okraszano olejem. Barszczu czerwonego z uszkami nie było. To teraz doszło. W tej chwili w domach bukowińskich zostały stare potrawy, ale oczywiście dochodzą też nowe potrawy – dodaje. Wigilię rozpoczynała modlitwa najstarszej osoby w rodzinie. Potem dzieliła się opłatkiem ze wszystkimi, poczynając od najstarszej, a na najmłodszej kończąc. – Co ciekawe, ten opłatek maczało się w miodzie. Potem kilka kolęd się zaśpiewało i dopiero się jadło – wyjaśnia Filomena Seul. – Był przesąd, że jak gospodyni usiadła, to już do końca wigilii nie mogła wstać, bo jakby to zrobiła, to by jej kwoka nie siedziała i nie miałaby kurcząt. Swoją drogą to było bardzo mądre, bo przecież ta gospodyni przez cały dzień była bardzo zmęczona. Trzeba powiedzieć, że na wieczerzy wigilijnej spotykało się nawet po kilka rodzin. Najpierw u jednych kolędowało się i jadło, a potem szło się do następnych i tam to samo. Długo się wieczerzało, aż do Pasterki – dodaje.

    Tańce po małej wigilii

    W Boże Narodzenie po południu chłopcy zwani pastuszkami chodzili grupkami po kolędzie. – Nie omijali żadnego domu. Najpierw kolędowali pod oknem. Nie to, że jedna zwrotka, ale wszystkie. Chociażby pastorałkę „Stała się nam dziś nowina” trzeba zaśpiewać całą, bo na samym końcu wychodzi główny sens – opowiada pan Zygfryd. A co w ostatni dzień starego roku? Na Bukowinie nie obchodzono uroczyście zakończenia starego roku i witania nowego. W nowym roku chłopcy i gospodarze odwiedzali kolejne zagrody i mówili: „Do Bóg szczyńscie, do szczyńście na tyn Nowy Rok!/ Aby się wum rodziła pszeniczka i groch/ Na stateczki rozchowanie, na dziateczki pocieszynie./ Hojności, plenności, w Kumorach, stodołach wszystkiego dość,/ A po śmierci Królestwo Niebieskie. Amen”. – W wigilię Trzech Króli górale bukowińscy urządzali „małą wigilię” na znak solidarności z sąsiadami obrządku prawosławnego. Dopiero wtedy urządzano zabawy z tańcami – wyjaśnia pani Filomena.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół