• facebook
  • rss
  • Nie marnujemy czasu

    dodane 16.06.2016 00:00

    „Bądźmy słonecznikami rozsiewającymi naokoło promyki ciepła, światła i Bożego szczęścia” – te słowa swojej patronki, św. Urszuli Ledóchowskiej, starają się wprowadzać w czyn.

    To wolontariusze z Zespołu Szkół Katolickich w Nowej Soli skupieni w Szkolnym Kole Wolontariatu, które działa od czterech lat, od chwili powstania szkoły w budynku katechetycznym przy parafii pw. św. Józefa. – Wszystko to inicjatywa uczniów, którzy sami przyszli i powiedzieli: „Proszę Panią, chcielibyśmy pomagać w wolontariacie” – wspomina z uśmiechem pedagog Renata Bielicz.

    Nie można się jej bać

    Zaczęło się od nawiązania współpracy ze Specjalnym Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym, gdzie znajduje się Nowosolskie Centrum Wolontariatu. – Tam odbywają się szkolenia dla opiekunów, a także dla samych wolontariuszy. Właśnie od szkoleń rozpoczęliśmy współpracę z ośrodkiem, która trwa już czwarty rok – wyjaśnia pedagog. Uczniowie uczestniczą w cotygodniowych zajęciach. – To warsztaty artystyczne, na które chodzimy po lekcjach ok. 14.30. Z uczniami niepełnosprawnymi wykonują różne prace plastyczne. Naprawdę piękne rzeczy powstają! Poza tym dwa razy do roku chodzimy na imprezy w ramach lekcji. Pierwszy raz w okolicach Bożego Narodzenia, a drugi – w pierwszy dzień wiosny. Wtedy też wykonujemy prace plastyczne, prezentujemy przedstawienia teatralne i wspólnie bawimy się – mówi Grzegorz, wolontariusz. Dodatkowo starsi uczniowie pomagają przy sportowej olimpiadzie „Radość”, która odbywa się w okolicach Dnia Dziecka. – W jej trakcie wolontariusze pomagają osobom niepełnosprawnym w konkurencjach sportowych. Ta działalność pozwala zrozumieć, czym jest niepełnosprawność. Uczy, że nie można się jej bać i od niej uciekać, a przede wszystkim kształtuje postawę niesienia pomocy tym, którzy jej naprawdę potrzebują – opowiada pani Renata.

    Nawet bracia najmniejsi

    Wolontariusze współpracują też z Caritas. – Przy okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy nasi uczniowie stoją w nowosolskich marketach i rozdają przy wejściu ulotki zachęcające do zakupu żywności i ofiarowania jej dla osób najuboższych – tłumaczy opiekunka. – Poza tym mamy w szkole zbiórki żywności przed świętami dla rodzin ubogich z okolic. Zbieramy też pieniądze w ramach jałmużny wielkopostnej – dodaje. Młodzi wolontariusze reagują na potrzeby. – Zbieraliśmy gry, zabawki i maskotki dla dzieci z oddziału onkologii w Poznaniu. Mieliśmy chorego ucznia i z taką propozycją wyszła jego mama, a uczniowie chętnie przystali na taki pomysł – tłumaczy pani Renata. – Braliśmy też udział w akcji Pola Nadziei, aby wesprzeć powstające w Nowej Soli hospicjum. Cały czas mamy zbiórkę nakrętek dla Eli ze Stupułowa na wózek inwalidzki. Ostatnio też podpisaliśmy porozumienie z Fundacją „Dziewczynka z zapałkami”. Będziemy sprzedawać zapałki w marketach, a pieniądze ze zbiórki pójdą na dofinansowanie kolonii i wypoczynku dla dzieci z uboższych rodzin – dodaje. Uczniom Katolika nieobcy jest też duch franciszkański i troska o naszych najmniejszych braci. – Raz w semestrze jeździmy do schroniska dla bezdomnych zwierząt. Pomagamy chociażby wyprowadzać zwierzęta. A czasem tak bywa, że nasi uczniowie zachęcają rodziców do zabrania psa do domu – tłumaczy opiekunka.

    Świat staje się lepszy

    W pomoc innym włączają się wzorowi uczniowie, ale także ci, którzy sprawiają kłopoty. – Wolontariat uwalnia w człowieku pokłady dobra. Dzięki temu sami już dostrzegają sytuacje, w których trzeba komuś pomóc. Pamiętam, jak jeden z trudnych uczniów poszedł z nami i okazało się, że świetnie pracował z osobami niepełnosprawnymi. Nie ma więc co narzekać na gimnazjalistów, ale trzeba ich mobilizować do działania. Jak się ich zmotywuje, to potrafią z siebie dużo dać – tłumaczy opiekunka. – Tutaj uczniowie przełamują też swoje lęki. Pamiętam jedną z uczennic, która mówiła, że nie przyjdzie na to spotkanie z osobami niepełnosprawnymi. Powiedziałam, że nie ma problemu i nie musi iść. Ale następnego dnia przyszła i powiedziała: „Przemyślałam, chcę spróbować” i okazało się, że świetnie współpracowała z uczniami niepełnosprawnymi. Staramy się pokazywać uczniom różne możliwości wolontariatu, aby potem oni sami mogli odnaleźć się w konkretnym działaniu – dodaje. Jedno jest pewne – wolontariat płynący z serca rozwija. Przekonują o tym sami uczniowie. – Moja siostra jest chora i wiem, ile ona potrzebuje pomocy. Dlatego łatwiej mi zrozumieć osoby niepełnosprawne, które odwiedzamy. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak chorzy potrzebują, aby ktoś poświęcił im czas. Wystarczy naprawdę niewiele, aby wnieść radość w ich życie. To oczywiście działa w obie strony – zapewnia Grzesiek. – Uśmiech na twarzy kogoś, komu poświęciło się czas, to bezcenne. Jak skończę gimnazjum, to będę chciała być wolontariuszką – kontynuuje Bogusia. – Pomagając innym, nie marnujemy czasu. Wręcz przeciwnie! Dzięki nam świat staje się lepszy – dorzuca Ania.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół