• facebook
  • rss
  • Fajny facet po przejściach

    dodane 11.08.2016 00:00

    – Wiary nauczyła mnie moja babcia. Był jednak czas, że odszedłem od Kościoła, ale Jezus mnie odnalazł i przywrócił do normalnego życia – opowiada Grzegorz.

    Grzegorz Rutkowski kocha Łagów Lubuski, bo tutaj się urodził i mieszka. Jego pasją i zawodem jest pływanie po jeziorze i oprowadzanie turystów. – Kiedy byłem małym chłopcem, mówiłem, że w Łagowie zostanę i będę tutaj woził ludzi łódką po jeziorze. I po latach rzeczywiście tak jest. Od dziecka byłem zakochany w Łagowie. Wychowywałem się nad jeziorem, w otoczeniu przyrody. Rodzice starali się mnie uwrażliwić na piękno tych okolic i nauczyć działania prospołecznego – mówi łagowianin. – Próbowałem mieszkać w mieście, ale beton i tramwaje to nie dla mnie. Tu, w Łagowie, do którego mam wielki sentyment, jest moje miejsce – dodaje.

    Pół roku na statku

    Codziennie od 10.00 do 20.00 Grzegorz pływa po jeziorze. Są to spontaniczne rejsy turystyczne dla indywidualnych osób, ale także dla grup. Kiedy spotyka się z turystami, chce im przekazać jak najwięcej ciekawych informacji o Łagowie. Opowiada o historii, walorach kulturalnych i przyrodniczych tego miejsca. Chce, by wypoczywający na statku turyści byli zawsze zadowoleni z rejsu. – Lubię swoją pracę. Opowiadam ludziom o Łagowie, przekazuję swoją wiedzę. Wiele osób tu wraca i pamięta o mnie. Cieszę się, że są zadowoleni. Znajomi mówią na mnie „Niedźwiedź”, a moja łódka nazywa się „Wielka Niedźwiedzica” – śmieje się kapitan statku. – Pływając statkiem turystycznym, spełniam swoje marzenia. Woduję łódkę w maju i pływam nią przez pół roku. W dzień odbywam rejsy z turystami, a w nocy – wędkuję. To też moja pasja. Od czterech lat poluję na duże karpie. Największy, którego złowiłem, miał 21 kilogramów. Zwykle jednak ryby, które łowię, wypuszczam. Bo tu chodzi o samo łowienie, które daje mi dużą przyjemność – mówi Grzegorz.

    Przyjaźń z bobrem

    Jako przewodnik Grzegorz oprowadza również turystów po Łagowie. Opowiada im o zamku, joannitach, przyrodzie i wydarzeniach kulturalnych. – U nas dużo się dzieje. Jest m.in. Jarmark Joannitów, Festiwal Jednoczącej się Europy, Festiwal Filmowy, imprezy sportowe i zjazdy motocyklowe. Ponadto w naszym parku krajobrazowym gniazduje para bielików, bociany czarne, zimorodki, a w jeziorze pojawiły się bobry. Jest też wiele zwierząt łownych – saren, dzików i lisów – opowiada przewodnik. – Z bobrem nawet się zaprzyjaźniłem, bo kiedy śpię w nocy w łódce na jeziorze, on się pojawia. Wychodzi też na plażę, myje się i udaje, że się mną nie przejmuje, ale kiedy przepływa koło łódki, to zawsze uderzy ogonem o taflę wody, by zaznaczyć swoją obecność. Obserwowanie przyrody z bliska i życie z nią w symbiozie jest niezwykłe i piękne – zauważa Grzegorz.

    On mnie znalazł

    Grzegorz gra również w miejscowej drużynie piłkarskiej, jest bramkarzem. Działał w radzie sołeckiej, pracował w urzędzie gminy, a obecnie należy do drużyny Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jest również raperem – sam pisze teksty i występuje podczas różnych koncertów. – Kiedy miałem 16 lat, w Polsce kształtowała się subkultura hip-hopu. Razem z kolegami założyliśmy kapelę hiphopową. Graliśmy koncerty, ale przy okazji pojawił się alkohol i marihuana. Zespół rozpadł się po kilku latach, ale pojawiły się depresja i pustka. Jako mały chłopak byłem wierzący i zawdzięczam to bardzo mojej babci. Później to się zmieniło – odwróciłem się całkowicie od Boga. Cały czas na dnie serca czułem jednak, że to, co robię, jest złe – opowiada Grzegorz. – Pojawiła się tęsknota za duchowością, ale poszukując jej, znowu źle trafiłem, bo zainteresowałem się astrologią, tarotem i okultyzmem. Wcale nie byłem szczęśliwszy. Wręcz przeciwnie – czułem, że opętał mnie demon. Pewnej nocy myślałem, że umrę. To było straszne. W końcu zawołałem: „Jezu, ratuj!” i w tym momencie wszystko się uspokoiło. Zacząłem wtedy naprawdę szukać Boga. Po wielu latach przystąpiłem do spowiedzi. Pan Bóg postawił na mojej drodze pewnego księdza, który razem ze mną się modlił. Pokazał mi również wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym. Od tego momentu znów zacząłem wierzyć, choć nieraz upadam. Dużo modlę się własnymi słowami, rozmawiam z Bogiem i czytam Pismo Święte. Wiele dają mi też spowiedź i Eucharystia. Dziś wiem, że to Jezus mnie odnalazł – wyznaje. Dzisiaj Grzegorz pisze teksty i wykonuje melorecytację oraz poezję rymowaną. Opowiada w swoich utworach językiem barwnym, ale mało wulgarnym. – Wcześniej mój rap był hedonistyczny, teraz są to moje przemyślenia, m.in. o życiu i Bogu. Podejmuję też tematy związane z historią, duchowością i psychologią człowieka. Rap jest też moją misją. Kiedy recytuję do mikrofonu moje teksty i widzę, jak ludzie to odbierają, to wiem, że to ma sens. Przestrzegam ich też przed zniewoleniami, opowiadam o Bogu. W swoich tekstach jestem spontaniczny, otwarty i szczery – mówi Grzegorz. – W życiu doświadczyłem dużo miłosierdzia i teraz drobnymi gestami i pomocą chcę dziękować i innym dawać dobro. Zawsze, kiedy mogę, to pomagam w mojej miejscowości czy parafii. Wiele razy czułem się przegrany, dziś wiem, że ważne jest to, by nie tracić nadziei, bo Bóg czuwa nad nami, pomaga i daje odwagę oraz radość – podsumowuje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół