• facebook
  • rss
  • Spowiednik ze szkolnej izby

    dodane 22.09.2016 00:00

    „Bo tylko kochać, tylko dobrze czynić i przynajmniej raz dziennie wspomnieć Najsłodsze Imię Maryi” – pisze we wspomnieniach o swoim spotkaniu z o. Kolbe Teresa Przanowska.

    Teresa Sobolewska, z domu Przanowska, mieszka w Gorzowie Wlkp. Ale na świat przyszła w 1930 r. w Grodnie i mieszkała w oddalonej od 12 km Kopciówce. Jej mama, również Teresa, była kierowniczką w tamtejszej szkole i miała okazję spotkać o. Maksymiliana Marię Kolbego, co opisała na kilku kartkach maszynopisu.

    Nawet zrobili konfesjonał

    W szkole dwa razy w miesiącu odbywały się Msze Święte. Przyjeżdżali je odprawiać ojcowie franciszkanie z Grodna. Wśród nich był właśnie o. Maksymilian, który tam wówczas posługiwał i „wydawał »Rycerza Niepokalanej« i inne wydawnictwa religijne. Szerzył kult Niepokalanej przez należenie do Milicji Niepokalanej i miał już wielu członków. (…) Nie było też katolika, który by nie miał na szyi Cudownego Medalika Niepokalanej” – pisze Teresa Przanowska. Ludzie ze wsi pomagali młodej nauczycielce zmienić największą izbę szkolną na kaplicę. „Kobiety przynosiły piękne dywany przez siebie tkane na krosnach, do przyozdobienia ścian i ołtarza. Gospodarze zrobili z desek trwałe wzniesienie, aby ołtarz był wszystkim widoczny, a nawet zrobili konfesjonał” – czytamy w maszynopisie i dalej: „Ojciec Maksymilian był wtedy młody, szczupły, w szkłach na krótkowzroczne oczy. Często kaszlał, przy kaszlu występowały mu na twarz rumieńce. W zakrystii o. Maksymilian rozbierał się z płaszcza, nie odpoczywając nakładał stułę i zasiadał w prymitywnym konfesjonale, usuwając z siedzenia poduszeczkę”. Franciszkanin mówił kazanie oparty o ołtarz. „Przed rozpoczęciem chwilę milczał, przesuwając wzrokiem po twarzach wpatrzonych w niego ludzi. Oczy miał łagodne w wyrazie, ale przenikające, miało się wrażenie, że Ojciec widzi człowieka od wewnątrz” – pisze mama Teresy Sobolewskiej. Mówił dość cicho i bez podnoszenia głosu. „Nawiązywał do Ewangelii, lecz rychło przechodził do sprawy miłości Boga względem ludzi. A kiedy mówił o miłości, to zaraz najśpiewniej, najradośniej spływało z Jego ust imię Maryi. Gdy począł mówić o Niepokalanej, twarz jego raczej pochmurna, dokładniej mówić – skupiona, nabrała życia i weselała. Na bladą twarz występowały rumieńce, oczy błyszczały i stawały się promienne. Ojciec Maksymilian stawał się piękny. Nie mógł się nigdy nachwalić, nawysławiać łaskawości i dobroci Maryi. Odsyłał wszystkich do tej najlepszej z Matek. Nie pozwalał nic w życiu zaczynać bez uciekania się do Niej o pomoc...” – opisuje Teresa Przanowska i kontynuuje: „Gdy skończył kazanie, był bardzo zmęczony. Na bladym czole perliły się krople potu. Widać było, że nie tylko słabość ciała jest przyczyną zmęczenia, lecz wielkie, serdeczne uniesienie, gdy mówił o Swojej Matce umiłowanej…”.

    W serach pozostała wiara

    Po Mszy św. o. Maksymilian często rozmawiał z ludźmi. „Kiedyś jakaś kobiecina żaliła się do Ojca na swój ciężki los, czy prosiła Go o coś, o. Maksymilian łagodnie, z wyrazem niezwykłej dobroci, pocieszał, doradzał, obiecywał pomóc. Nie pozwalał się całować po rękach” – podkreśla Teresa Przanowska, która zawsze zapraszała franciszkanina na obiad. „Zawsze się wymawiał, prosił, aby jak najskromniej, że wystarczy kubek mleka… Matka moja zapraszała serdecznie, pytała, czy smakuje? Chwalił, dziękował, lecz ja byłam przekonana, że nie przywiązywał wagi do tego co je. Starałam się rozmawiać z Ojcem w czasie obiadu, bo miałam różne pytania w kwestii religii dzieci szkolnych, a czasem w sprawach konfliktowych wsi, których do szkoły należało sześć. Ojciec odpowiadał jasno i krótko (…) Kiedy odjeżdżał, stałam u bramy długo patrzyłam za szczupłą postacią na wozie. Szłam myślami po tej drodze, którą Wielebny Ojciec wskazywał jako łatwą. Bo tylko kochać, tylko dobrze czynić i przynajmniej raz dziennie wspomnieć Najsłodsze Imię Maryi” – kontynuuje swój opis. To niejedyne wspomnienia o założycielu „Rycerza Niepokalanej”. „O. Maksymilian był moim spowiednikiem. W kościele oo. franciszkanów były ciemne głębokie konfesjonały. Można było się skryć w ich głębi. Ojciec nie tolerował grzechów powszednich, mówił, że są one niebezpieczne dla duszy i też smucą Boga. Zadawał pytania, roztrząsał sumienie, pomagał radami, wzruszał. Człowiek odchodził skruszony, zawstydzony, żałujący... Dzisiaj, kiedy moje życie dobiega końca, myślę, że w sercu moim ślady tych spowiedzi tkwią do dzisiaj” – czytamy we wspomnieniach i dalej: „Ojciec Maksymilian wyjechał z Grodna, budował wtedy Niepokalanów. Przeniósł drukarnię Rycerza, ale pismo przychodziło i mówiło nam o działalności o. Maksymiliana, o Jego podróżach, misjach, o Japonii. Zbieraliśmy ofiary i wysyłaliśmy. Nie było go już u nas, ale ciągle był z nami i żyła pamięć o »świętym« Ojcu, jak mówili ludzie. Pozostała w sercach wiara, którą głosił, i miłość, bez której nie ma żadnej nadziei”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół