• facebook
  • rss
  • Że cię nie opuszczę… aż do rozwodu

    dodane 01.12.2016 00:00

    Gorzów Wielkopolski jest liderem rankingu! Ale nie ma się z czego cieszyć. To ranking rozwodów.

    Statystyki są nieubłaganie: w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców przypada 28,1 rozwodów. To najwyższy wskaźnik w Polsce. Za nami są takie miasta jak Gdynia (25,9), czy Gdańsk (25,5). Zielona Góra uplasowała się na ósmym miejscu, ze średnią 22. Dokładne informacje ma gorzowski Urząd Stanu Cywilnego.

    – Choć sprawy rozwodowe gorzowian toczą się w różnych miejscach w Polsce i za granicą, wszystkie orzeczenia przesyłane są do nas i my rejestrujemy, że dane małżeństwo zostało rozwiązane – tłumaczy Mirosława Winnicka, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Gorzowie Wlkp. Na podstawie dokumentów gorzowskiego urzędu rysuje się tendencja, że wiele małżeństw rozpada się już po paru miesiącach. I wcale nie są to związki ludzi młodych, niedoświadczonych. – W październiku był ślub, a już w lutym jest wyrok rozwodowy z eksmisją. Ludzie mają 50 lat, biorą cywilny ślub po raz drugi albo trzeci. Ale nie mają do siebie cierpliwości, rozstają się po kilku miesiącach – mówi szefowa USC. Dodaje, że sądy wydają postanowienia o rozwodach także małżeństwom konkordatowym. Zapewne znaczący wpływ na liczbę rozpadających się związków ma emigracja zarobkowa jednego z małżonków. Zmiany dokonujące się w rodzinie migrantów są determinowane przez wiele czynników. Istotne znaczenie ma to, który z członków rodziny wyjeżdża, na jak długo, jak daleko położony jest kraj migracji. Oprócz tego ważną rolę odgrywa możliwość wzajemnej komunikacji i częstotliwość spotkań. Cała rodzina w równym stopniu ponosi skutki migracji zarobkowej. Wiele par nie wytrzymuje życia w rozłące. Chociaż sytuacja ekonomiczne zdecydowanie się poprawia, to jednak następuje zerwanie relacji emocjonalnych. – Aż 43 proc. osób przebywających na emigracji wchodzi w wolne związki partnerskie, zdradzając swoich małżonków. Jak twierdzą badani, mają „poranione dusze”, potrzebują bratniej osoby, wobec tego wchodzą w związki tymczasowe, aby zaspokoić potrzebę bliskości. Niekiedy rozpoczynają nowe życie – tłumaczy prof. dr hab. Jacek Kurzępa.

    Pomoc? Nie potrzebujemy

    Specjalistyczna Poradnia Rodzinna Stowarzyszenia Rodzin Katolickich przy parafii p. w. św. Józefa w Gorzowie Wlkp. zorganizowała w minionych miesiącach dwie sesje o sposobach rozwiązywania konfliktów w małżeństwie. Zainteresowanie gorzowian było znikome. – Ludzie chyba nie wiedzą, że mogą zrobić coś dla siebie. Małżonkowie czują, że narasta konflikt w małżeństwie, są kłótnie i wzajemne pretensje, ale nie szukają pomocy. Najczęściej przychodzą do poradni tuż przed złożeniem do sądu wniosku o rozwód, kiedy jest już za późno – mówią organizatorzy sesji. Marzena i Mariusz Kruszakinowie, doradcy rodzinni ze Specjalistycznej Poradni Rodzinnej w Gorzowie Wlkp., przyznają, że nie potrafią wskazać głównej przyczyny kryzysów w małżeństwie. Ale wiedzą z doświadczenia, że najwięcej problemów wynika ze sporów o drobne codzienne sprawy. – Kto ma rozwiesić pranie, by wyschło; kto ma iść wyrzucić śmieci, a kto opróżnić zmywarkę i poustawiać umyte naczynia – to rafy, na których rozbija się wiele związków – tłumaczy doradca. Wykonywanie codziennych obowiązków wiąże się z powszechnym przekonaniem o odrębnych zadaniach kobiety i mężczyzny. Wie o tym doskonale Anita Łukowiak ze Stowarzyszenia Pomocy Rodzinie w Gorzowie Wlkp. – Pewien mężczyzna zażądał, bym określiła, co ma robić żona, a co on. Poprosiłam, by to on wymienił obowiązki żony. „Pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, pomoc dzieciom w odrabianiu lekcji” – to wyrecytował bez wahania. Gdy zapytałam o jego obowiązki, zaniemówił. „Drobne prace domowe” – powiedział po chwili. Drążyłam temat. – Mieszkacie we własnym domku, czyli pan naprawia cieknące rynny, dba o trawnik, maluje płot? – Mieszkamy w bloku – odpowiedział. – Czyli siedzi pan najczęściej z pilotem? – kontynuowałam. – Przecież ktoś musi kiedyś wymienić spaloną żarówkę – wyjaśnił po namyśle mężczyzna.

    Niezrozumienie, brak komunikacji

    Spotkanie mediacyjne. Mediatorka: – Dlaczego każe Pani mężowi wynieść śmieci dokładnie w momencie, kiedy trwa mecz? Czy mógłby to zrobić w przerwie, albo po zakończeniu spotkania piłkarskiego? Żona: – Ma wynieść teraz, bo posprzątałam kuchnię, chcę mieć porządek i w końcu spokój. Też chciałabym odpocząć. A on tylko siedzi przed telewizorem. Brak precyzyjnych komunikatów między małżonkami to jedno ze źródeł nieporozumień. – Jeśli robisz np. listę zakupów, podaj markę majonezu, który mąż ma kupić, bo mężczyzna potrzebuje konkretu. Nie domyśli się, że żonie chodziło o „Kielecki”, nie o „Winiary”. Do mężczyzn trzeba mówić wprost, nie ogólnie. Jest jeszcze inny przykład, który dobrze to ilustruje. Na prośbę żony o obranie ziemniaków, małżonek nawet bardzo chętnie je obierze. Ale oskrobie cały zapas ziemniaków, jaki jest w domu, albo tyle, ile się mieści do największego garnka. I kiedy jest taki straszenie dumny, dostaje burę, bo przecież nikt nie zje takiej ilości ziemniaków. Wystarczyłoby, żeby żona wyraźnie powiedziała: „Kochanie ,proszę, w zielonym garnku ugotuj cztery ziemniaki” – wyjaśnia Anita Łukowiak. Spora część współczesnych młodych ludzi jest uzależniona od gier komputerowych. Spędzają przed ekranem wiele godzin, całkowicie zatopieni w wirtualną akcję. – Znajomym urodziło się dziecko. Pytam młodego ojca: opiekujesz się maluszkiem? On uśmiechnięty mówi: jasne, dziecko śpi mi na ramieniu, a ja gram. Trudno to oceniać jednoznacznie, ale jest to jakaś forma ucieczki od codziennych obowiązków domowych. Dla drugiej strony może to być męczące i trudne do zakceptowania – tłumaczy Anita Łukowiak. Doradcy rodzinni są przekonani, że do poradni zgłaszają się ludzie odważni, którzy chcą jeszcze powalczyć o małżeństwo, albo zdesperowani. Ci szukają kogoś, kto potwierdzi, że oni do siebie nie pasują. Czasami małżonkowie szukają bezstronnej osoby, która potwierdzi, że to on/ona jest bardziej winna rozpadowi związku.

    Spóro władzę

    Małżonkowie często nie pozwalają, żeby ich pouczano, co lub jak mają robić. Oczywiście wiedzą, że istnieje kompromis, ale w ich rozumieniu polega on na tym, że jedna strona ma rację, wie lepiej, więc partner musi przyjąć jej rozwiązania. – Pewnym problemem jest chęć zmiany drugiego człowieka. Większość z nas próbuje ustawić inne osoby i świat według własnego wyobrażenia. Również w małżeństwie – druga strona ma zachowywać się tak, jak ja chcę. To prowadzi do konfliktów. Wiele par potrafi przejść ten etap docierania, gdy trzeba zrezygnować ze swojego egoizmu. Gdy przeważy egocentryzm, związek się rozpada – mówi Marzena Kruszakin.

    Cztery etapy małżeństwa

    Używając schematu opisującego małżeństwo jako proces, można posłużyć się porównaniem do czterech etapów: udawanie – zakochanie, chaos – docieranie, pustka – brak chęci zmiany drugiej osoby, autentyczność – akceptacja współmałżonka, miłość do osoby z jej wszystkim zaletami i wadami. – Muszę przyznać, że na początku małżeństwa mieliśmy takie etapy, że ciężko nam było ze sobą wytrzymać. A teraz chce mi się z tego śmiać. Jestem ekspresyjną osobą i zdarzało mi się w nerwach rzucić w zlewie talerzem, żeby wyładować złość. Ciężko było mi zaakceptować, że Mariusz robi coś inaczej. On z kolei nie mógł zaakceptować tego, że robię pięć rzeczy na raz. Mieliśmy różne doświadczenia rodzinne, chcieliśmy to poskładać w jednym domu. Nagle zderzyły się ze sobą dwa światy. Powstał chaos, który musieliśmy razem opanować. Problemem wielu małżeństw jest brak zdolności przejścia przez ten trudny etap – mówi Marzena Kruszakin.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół