Nowy numer 17/2018 Archiwum

Modlitwa uratowała Aleksandra?

Mieli już jednego syna, ale chcieli mieć więcej dzieci. Okazało się, że nie mogą. Bóg jednak nie zamyka człowiekowi bramy życia.

Dawno, dawno temu żyła rodzina, która składała się z mamy, taty i syna. Rodzice pracowali, a syn chodził do szkoły. Spędzali każdą wolną chwilę. Lubili razem grać w gry planszowe, oglądać wspólnie filmy familijne oraz wyjeżdżać na wakacje.

W sercach rodziców pojawiło się pragnienie, aby podzielić się miłością z kolejnym dzieckiem. Niestety, nie było to takie proste, jak im się wydawało. Po wspólnej rodzinnej naradzie postanowili wyruszyć w podróż. Dowiedzieli się bowiem, że w pewnym miejscu jest dom, w którym są dzieci potrzebujące troski i miłości. Spakowali się dokładnie i wyruszyli – to początek bajki, jaką napisali zielonogórzanie Magda i Andrzej Terkowie dla swojego przyszłego dziecka. – Taką bajkę piszą uczestnicy szkolenia w Ośrodku Adopcyjnym w Zielonej Górze. Później okazało się, że wszystko tak mniej więcej wyglądało – wyjaśniają małżonkowie.

Na narodziny trzeba czekać

Myśl o adopcji zrodziła się po kolejnych latach nieudanych starań o drugie dziecko. – Nic z tego nie wychodziło, choć wcześniej urodziłam już syna. Chodziliśmy do lekarzy i oczywiście też oddawaliśmy Panu Bogu te wszystkie sprawy, bo zawsze marzyliśmy z mężem o dużej rodzinie i chcieliśmy mieć przynajmniej trójkę dzieci. Nawet nie przypuszczaliśmy, że będziemy mieli taki problem. Po jakimś czasie pomyślałam o adopcji. Powiedziałam o tym Andrzejowi. Oboje potrzebowaliśmy czasu, aby dojrzeć do tej decyzji. Niezwykle ważne jest, aby to była decyzja przemyślana, bo przecież dziecko to nie rzecz, którą można zwrócić do sklepu – rozpoczyna swoja opowieść Magda. Były rozmowy, była modlitwa, aż w końcu przyszedł czas na wspólną decyzję. Małżonkowie poszli do ośrodka adopcyjnego. Tak naprawdę był to dopiero początek drogi. Cała procedura adopcyjna trwała trzy lata. – Załatwienie samych formalności zajęło rok. Dokumentów, które musieliśmy zebrać, było mnóstwo, począwszy od opinii psychologicznych, poprzez badania lekarskie, zaświadczenie o niekaralności, na opiniach polecających od rodziny, z pracy czy od znajomych kończąc. Oczywiście nieraz mieliśmy już wszystkiego dosyć, ale trzeba było uzbroić się w anielską cierpliwość, stawić temu czoła. Z perspektywy czasu widzimy, że to było dobre, bo dzięki temu utwierdziliśmy się jeszcze bardziej w powziętej decyzji. Oczywiście współczesny człowiek chce mieć wszystko tu i teraz, ale czas oczekiwania jest bardzo potrzebny. Przecież na narodziny dziecka też trzeba poczekać – zauważają małżonkowie. Po skończeniu szkolenia na swoje upragnione dziecko czekali ponad rok. Dwuletni Aleksander trafił do ich domu 9 grudnia ubiegłego roku, a 14 lutego tego roku decyzją sądu stali się jego pełnoprawnym rodzicami. – Mały świetnie się zaaklimatyzował. Ten czas przed świętami przeżyliśmy tak, jakby to Pan Jezus narodził się w naszej rodzinie. Boże Narodzenie było naprawdę wyjątkowe – mówią małżonkowie.

Aleksander jest wymodlony

Oczywiście rodzicielstwo to nie sielanka. – To całkiem inne macierzyństwo niż to pierwsze. Mogę porównać i widzę ogromne różnice. Gdy rodzi się dziecko, to rodzice dostają jakby białą kartkę, którą zapełniają. A tutaj dostaliśmy zapisaną kartkę, którą musimy rozszyfrować, a to jest czasem nie lada wyczyn. Jest znacznie trudniej niż przy naszym pierwszym synu, ale to nie znaczy, że nie jest to piękne. To zupełnie inne i nowe doświadczenie, które uczy pokory i cierpliwości. On się uczy nas a my uczymy się jego. I musimy się zgrać – mówi z uśmiechem Magda. Bez cienia przesady można powiedzieć, że Aleksander jest wymodlony. Od kilkunastu lat Magda i Andrzej podejmują Duchową Adopcję Dziecka Poczętego. Zaczęło się jeszcze przed ślubem. – Kiedyś Magdzie powiedziałem: „Mam dziecko!”, a ona zbladła. Oczywiście zaraz potem dodałem: „Ale w duchowej adopcji” – śmieje się Andrzej, a Magda kontynuuje: – Andrzej wytłumaczył mi, o co chodzi, i od tamtego momentu też podjęłam się tej modlitwy. Mało tego, dzięki temu zaczęliśmy się razem modlić. Motywujemy się do modlitwy. Podejmujemy się duchowej adopcji, bo wiemy, jakie to niesie dobro i jesteśmy przekonani, że niejedna kobieta dzięki temu powstrzymuje się od decyzji o aborcji. I nawet jeśli nie wychowuje tego dziecka, to przynajmniej oddaje do adopcji i później takie osoby jak my z tego korzystają. Małżonkowie polecają to dzieło każdemu. – Wielu ludzi mówi, że nie dadzą rady odmawiać dziesiątki Różańca, ale tak naprawdę jak człowiek się modli, to na wszystko starcza czasu. Nie wyobrażam sobie teraz, abyśmy nie podejmowali się duchowej adopcji i nie modlili się za te dzieci. Być może nasza modlitwa uratowała też Aleksandra – zauważają małżonkowie. Rodzina pisze dalej swoją historię. A marzeń rodzinie Terków nie brakuje. Już się przekonali, że z Bogiem można góry przenosić. – Jakie mamy marzenia? Wspaniałe wakacje… (śmiech). Oczywiście to też, ale na razie chcielibyśmy wytrwać najpierw w naszych postanowieniach wielkopostnych. Chcielibyśmy też dobrze wychować naszych synów, żeby kiedyś podjęli męską decyzję, że chcą być mężem albo księdzem. Po prostu: żeby dobrze odczytali swoje powołanie – tłumaczą zielonogórzanie i zaraz potem dodają z uśmiechem: – A może mieć jeszcze więcej dzieci? Kto wie?•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma