• facebook
  • rss
  • Kochani bracia, bez żadnego „ale”

    dodane 06.04.2017 00:00

    – Kapłaństwo jest moim życiem. Moje życie jest kapłaństwem – w ustach księdza, który swoje święcenia miał 60 lat temu, brzmi to niezwykle prawdziwie.

    Honorowe obywatelstwo Głogowa, Gorzowa Wlkp. i Zielonej Góry, tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Zielonogórskiego… Tych ziemskich zaszczytów jest oczywiście o wiele więcej. Wszystkie są ważne, ale najważniejszego dla niego jest coś nie z tego świata. – Decyzję o kapłańskiej drodze podjąłem zdecydowanie i nie miałem w swoim życiu ani chwili zwątpienia. Zawsze w najtrudniejszych chwilach czułem, że kapłaństwo to coś nierozerwalnego ze mną. I dlatego, jak tylko umiałem i na ile sił miałem, starałem się służyć Bogu. Jestem szczęśliwym księdzem – mówi bp Adam Dyczkowski.

    Najszczęśliwsze lata

    Biskup Adam przyszedł na świat w małopolskich Kętach w 1932 roku. Zapytany o początki powołania, odpowiada, że nie potrafiłby wskazać jakiegoś konkretnego momentu. – W 1939 roku ojciec poszedł na wojnę, a mama codziennie prowadziła nas do kościoła, aby modlić się o szczęśliwy powrót z wojny. Od razu ksiądz mnie wciągnął do ministrantury i tak przywiązałem się do liturgii, że służyłem przy ołtarzu aż do matury. Myśl o kapłaństwie zaczęła dojrzewać już w szkole, a kiedy po egzaminie dojrzałości powiedziałem rodzicom, że chcę iść do seminarium, tato powiedział mi: „Troszkę za młody jesteś do podjęcia takiej decyzji. Pójdź na studia i jeżeli ci nie minie to pragnienie, to w każdej chwili będziesz mógł pójść do seminarium, a jeśli się okaże, że to słomiany zapał, będziesz miał już zawód w rękach” – opowiada bp Adam. – Ale już wtedy podpadałem dość mocno komunistom i posłali za mną wilczy bilet do Krakowa, więc na żadną uczelnię nie mogłem się dostać, a ponieważ wciąż byłem zdecydowany pójść do seminarium, ojciec powiedział mi: „Jeżeli trwasz dalej przy tym zamiarze, to idź”. Nie wybrał jednak bliższego seminarium w Krakowie, ale to we Wrocławiu. Ważnym argumentem za takim, a nie innym wyborem były słowa kolegi z sąsiedztwa, który właśnie tam przygotowywał się do kapłaństwa: „Słuchaj, Adam, tu, w Krakowie, mają księży dosyć, a tam bardzo ich brakuje”. – Po święceniach miałem pojechać na zagraniczne studia, ale Polska Ludowa nie dała mi paszportu. Abp Bolesław Kominek powiedział mi: „Idź na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Filozofia przyrody stoi tam bardzo dobrze i nic nie stracisz”. Tak zrobiłem, a po skończonym doktoracie od razu ściągnęli mnie do diecezji. Miałem wykłady w seminarium i jednocześnie byłem wikarym we wrocławskiej katedrze. Tam dostałem pod opiekę młodzież i od razu tę pracę pokochałem. Wkrótce potem zacząłem współpracę z duszpasterzem akademickim ks. Aleksanderm Zienkiewiczem, który też uwielbiał pracę z młodzieżą. Ks. Zienkiewicz to była wyjątkowa postać. W tej chwili toczy się jego proces beatyfikacyjny. On widział, że mam bardzo wielki zapał, ale nie zawsze rozsądek, i potrafił mnie bardzo fajnie ustawiać. A wtedy było co robić, bo duszpasterstwo skupiało około tysiąca studentów. To były najszczęśliwsze lata mojego kapłaństwa. Wśród młodzieży czułem się cudownie. Wprawdzie od świtu do nocy trzeba było być do ich dyspozycji, ale to była bardzo radosna praca. Do dziś co roku na moje imieniny przyjeżdża cały autokar z Wrocławia i wiele samochodów moich dawnych wychowanków – opowiada bp Dyczkowski.

    Patrz, Adam, tu można się modlić

    Z tym okresem, a także późniejszym czasem, wiąże się wiele miłych wspomnień ze spotkań z Janem Pawłem II, a wśród nich te związane z górami. – Pewnego razu wybraliśmy się na narty. Podjechaliśmy najwyżej, jak to możliwe, pod Lubań. Stamtąd trzeba było w śniegu po kolana brnąć na szczyt, gdzie żywej duszy w zimie nie ma. On miał tzw. foki [specjalne pasy montowane pod nartą, umożliwiające wchodzenie pod górę – przyp. red.] i podchodziło mu się bardzo wygodnie, za to ja musiałem brnąć w śniegu. Gdy więc wszedłem na szczyt, byłem cały mokry. Ale Pan Bóg to wszystko wynagrodził śliczną pogodą. Był tak cudowny widok. Tyle razy byłem na Lubaniu, ale taki widok miałem jeden jedyny raz. Tak staliśmy urzeczeni i nikt się nie odezwał, aby tej cudownej ciszy nie zmącić. On powiedział: „Patrz, Adam, tu można się modlić”. Ale, niestety, trzeba było jechać, bo słońce już coraz niżej schodziło – opowiada bp Adam. Decyzja papieża o nominacji biskupiej dotarła do ks. Adama Dyczkowskiego po pielgrzymce w 1978 roku. – Chodziliśmy w pielgrzymce warszawskiej. To była wtedy jedyna dozwolona przez władze komunistyczne pielgrzymka. Po powrocie zamierzałem wyjechać, odpocząć kilka dni, a tu nagle przychodzi pismo od prymasa Stefana Wyszyńskiego. Pomyślałem, że pewnie chodzi o spotkanie duszpasterzy po pielgrzymce. Przyjechałem, ale oprócz mnie nie było nikogo. Wszedłem do kardynała, który tylko tajemniczo się do mnie uśmiechnął. Nic nie mówiąc, wręczył mi pismo od Ojca Świętego mianujące mnie biskupem pomocniczym. Zgłupiałem całkowicie – przyznaje bp Adam. – Tłumaczyłem mu, że mam za wiele szacunku dla Kościoła, żeby mu życzyć takich biskupów jak ja. Ale kardynał powiedział tylko: „Ojcu Świętemu się nie odmawia”. I musiałem zrezygnować z ukochanego duszpasterstwa młodzieży, chociaż oczywiście od czasu do czasu mieliśmy wspólne spotkania.

    Witamy arcypasterza

    Święcenia biskupie przyjął w 1978 roku. Najpierw został biskupem pomocniczym archidiecezji wrocławskiej, a w 1993 roku – biskupem pomocniczym nowo powstałej diecezji legnickiej. – Niedługo potem zadzwonił mój serdeczny przyjaciel, niestety już nieżyjący prof. Tadeusz Styczeń, którego Ojciec Święty darzył wyjątkową sympatią. Zdzwonił wieczorem i od razu powiedział: „Idziesz na ordynariusza do diecezji zielonogórsko-gorzowskiej”. No cóż, jak to prymas powiedział: „Ojcu Świętemu się nie odmawia” – uśmiecha się bp Adam, który podkreśla, że w nowym miejscu spotkał się z życzliwością od pierwszych dni. – Pamiętam, jak w trakcie ingresu do zielonogórskiej konkatedry fruwał po niebie samolot ciągnący napis: „Witamy arcypasterza”. Od razu więc poczułem się bardzo dobrze – dodaje. Wkład w rozwój regionu bp. Adama Dyczkowskiego naprawdę jest nieoceniony. Nie byłoby województwa lubuskiego, gdyby nie porozumienie paradyskie zawarte 13 marca 1998 roku. To właśnie do Wyższego Seminarium Duchownego w Gościkowie-Paradyżu zaprosił parlamentarzystów z północy i południa na wspólne rozmowy. – To była trudna dyskusja i żeby umożliwić ją na neutralnym terenie, zaprosiłem wszystkich do Paradyża – wyjaśnia. W naszej diecezji bp Adam posługiwał aż do przejścia na emeryturę w 2007 roku. Dziś mieszka w Domu Księży Emerytów w Zielonej Górze. – W tej diecezji miałem szczęście, naprawdę szczęście, służyć 15 lat jako ordynariusz i mam bardzo wiele miłych wspomnień związanych z tym czasem – zauważa biskup. – Moi następcy prosili, żeby pomagać im, dokąd siły pozwolą. Zwolniono mnie tylko z wizytacji duszpasterskich, a poza tym ciągnę wszystkie inne obowiązki łeb w łeb z nimi. I Bogu dzięki. Wprawdzie jak się ma 85 lat, to sił jest już mniej, ale z drugiej strony człowieka to dopinguje i czuje się jeszcze przydatny – uśmiecha się biskup i zachęca młodych kapłanów w każdym wieku do jednego: – Kochani bracia, całe swoje życie poświęćcie tej służbie, bez reszty, bez żadnego ale. Zwłaszcza w młodych latach jest pokusa, żeby poświęcić się całkowicie aktywności, ale wtedy można zaniedbać życie duchowe. A to jest bardzo niebezpieczne, bo wtedy łatwo stać się pracownikiem, a trzeba być kapłanem. Ksiądz nie może zaniedbać ani modlitwy, ani ludzi.

    Jubileusze kapłańskie

    60-lecie kapłaństwa bp Adam DYCZKOWSKI – rezydent DKE w Zielonej Górze ks. Czesław UCIEKLAK – rezydent parafii pw. św. Stanisława BM we Wschowie ks. Jan DYRDA – rezydent DKE w Zielonej Górze ks. kan. Józef ANDRZEJEWSKI – rezydent parafii pw. NSPJ w Rzepinie ks. kan. Jan BŁĄD – rezydent we Wrocławiu ks. Zygmunt MALICKI – rezydent DKE w Zielonej Górze ks. Henryk NOWIK – rezydent DKE w Zielonej Górze ks. kan. Zenon PRĘTKI – rezydent DKE w Zielonej Górze ks. kan. Tadeusz SZEWCZYK – rezydent w Głogowie ks. kan. Dionizy ŁYDUCH – rezydent DKE w Zielonej Górze 50-lecie kapłaństwa ks. kan. Franciszek MATUŁA – rezydent w Turzy (diecezja rzeszowska) ks. kan. Jan TRUTY – proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła w Nowej Soli

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół