• facebook
  • rss
  • Cudowne przymioty Rokitniańskiej Pani

    dodane 15.06.2017 00:00

    Odzyskane zdrowie, odnaleziona miłość życia, oderwanie się od nałogu – zwyczajni ludzie przed ikoną Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej doświadczają głębokich, osobistych przeżyć.

    Ty jesteś wpisany w ten obraz Maryi na wieki, na wieczność całą – napisał abp Józef Michalik w liście pasterskim w 1987 r. W latach powojennych ludność napływowa żyła w ogromnej niepewności, czy nie trzeba będzie znowu zabierać skromnego dobytku i wracać w rodzinne strony. Brak perspektyw, ubóstwo, ciężka praca na nieznanej ziemi. Jedynym pewnym miejscem był kościół, gdzie sprawowano sakramenty, odmawiano te same modlitwy co w rodzinnych stronach, śpiewano znane pieśni.

    Odwiedziny u Matki Mieszańcy miejscowości wokół Rokitna chętnie przyjeżdżali na uroczystości odpustowe do Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. Przybywali do Maryi, która wysłuchiwała ich niepewności, radości i nadziei. – Już wieczorem tata przygotowywał wóz, wykładał słomą, kocami. Trudno było zasnąć z emocji. Wcześnie rano pobudka, o świcie wyjazd. Wszyscy – dziadkowie, rodzice i dzieci siadaliśmy na wóz zaprzężony w dwa konie i ruszaliśmy na pielgrzymkę do Rokitna, na odpust. To była wspaniała podróż, konie człapały powoli, słychać było śpiew ptaków, dorośli odmawiali Różaniec, śpiewali. W Rokitnie uczestniczyliśmy we Mszy św. i wracaliśmy do domu. Po drodze jedliśmy to, co przygotowała mama. Pamiętam, że wszyscy byli uśmiechnięci, radośni. Dlatego dzisiaj, po prawie 60 latach, wizyta u Matki Bożej w Rokitnie przypomina mi tamte wydarzenia, moich najbliższych. To jest bardzo trudne do opisania, ale niezwykle wzruszające – opowiadała Genowefa Zajączkowska, dawna mieszkanka Glińska.

    Niebieskie kokardki

    W latach poprzedzających koronację cudownego obrazu, dojazd do sanktuarium był bardzo utrudniony, a dla pielgrzymów niemających samochodu – wręcz nie do zrealizowania. Uroczystości koronacyjne w 1989 r., w które byli zaangażowani wszyscy diecezjanie, były nowym impulsem. – Pamiętam pierwszy raz, gdy pojechaliśmy do Rokitna z okazji koronacji obrazu Matki Bożej. Nasze dzieci były jeszcze małe. Z Nowogrodu Bobrzańskiego pojechaliśmy autobusem, parkingi były daleko przed sanktuarium, tam, gdzie obecnie są stacje Kalwarii. Były tłumy pielgrzymów, mnóstwo autokarów. Nasze dziewczynki miały we włosach niebieskie kokardki i to bardzo głęboko zapadło mi w pamięci. Od tego momentu jeździłam już bardzo często do Rokitna, organizowałam pielgrzymki z parafii. Ale z rodziną również starliśmy się odwiedzać Maryję. Zawsze jadąc nad morze i w drodze powrotnej, wstępowaliśmy do kościoła, żeby pomodlić się przed cudownym obrazem. W Rokitnie człowiek się wyciszał, nabierał pewności siebie, można było się wzmocnić duchowo, i to działo się tak bardzo naturalnie. Muszę przyznać, że z czasem nabierałam coraz większej pewności, że w rokitniańskim sanktuarium naprawdę dzieją się cuda. Powiedziałam to głośno podczas pielgrzymki Róż Różańcowych. Wyznałam, że jeśli prosi się o coś Matkę Bożą Cierpliwie Słuchającą, to się to otrzymuje. Prośmy szczerze, nie wstydźmy się tego, po prostu ufajmy w to, co mówimy. I to się wydarzy. Rokitno to jest święte miejsce. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, to radzę tylko pójść i się wyciszyć – mówi Krystyna Tomaszewska z Nowogrodu Bobrzańskiego. Bogusia i Mirek spotkali się po raz pierwszy w 1998 r., właśnie w Rokitnie, dokładnie na schodach przed Domem Rekolekcyjnym. Za miesiąc będą obchodzić 10. rocznicę ślubu. Mają dwoje dzieci. Pochodzą z dwóch krańców diecezji, z Gorzowa Wlkp. i Żar, więc gdyby nie Rokitno, trudno by im było trafić na siebie. – Najpierw osobno formowaliśmy się w Ruchu Światło–Życie. Poznaliśmy się w Rokitnie we wrześniu 1998 r. Odtąd związani przyjaźnią jeździliśmy na Oazy do Tylmanowej, a w ferie zimowe przez 13 lat zawsze tup, tup do Maryi Roktniańskiej na Kamuzo. Nie sposób przecenić wpływu Maryi na nasz związek – tak miało być, taki jest Jej plan. Będąc w Rokitnie, jesteś jak u Mamy w domu. Serce tu bije inaczej, spokojniej. Dzięki formacji oazowej, rozmowom z księżmi w tym miejscu, cennym przyjaciołom tam poznanym, a co najważniejsze Jej Matczynej Opiece doszliśmy to tego, kim jesteśmy: szczęśliwym małżeństwem i szczęśliwymi rodzicami. Bez wsparcia Maryi nigdy byśmy tego nie osiągnęli. W zeszłym roku nasza córka miała wypadek, miesiąc spędziliśmy w szpitalu. Kiedy ona spała, ja się modliłam. Kiedy była na badaniach czy zabiegach, to tylko Różaniec dodawał mi sił. Hania jest dzisiaj zdrowa. Kilka dni po powrocie do domu, w pierwszą sobotę, pojechaliśmy na wyjazd dziękczynny do Rokitna. Dziękujemy, Maryjo, za Twoją obecność w naszym życiu rodzinnym – mówiła ze wzruszeniem Bogusława Płaszczyk. Delikatne oblicze Maryi, pochylona głowa w geście uważnego słuchania. Matka Boża ma odsłonięte prawe ucho, oczy przymknięte i spuszczone. Dokładna historia powstania ikony znajdującej się w bazylice nie jest znana. Obraz został namalowany na początku XVI wieku przez artystów szkoły niderlandzkiej. Do Rokitna trafił w 1669 roku, a rok później został uznany za cudowny. – Król Michał Korybut Wiśniowiecki najpierw zaprosił obraz do Warszawy, a później postanowił wyruszyć z nim do miejscowości Gołąb, leżącej między Puławami i Lublinem. Tam miało dojść do bitwy z rokoszanami. Król wyprosił z rycerzami łaskę pokoju dla Rzeczypospolitej i do bratobójczej walki nie doszło. To był rok 1670. W podzięce król nałożył na obraz koronę królewską oraz ryngraf z Orłem Białym. Napis widniejący na ryngrafie wokół Białego Orła brzmi: „Daj Panie pokój naszym dniom”. Obraz do Rokitna wrócił 24 listopada 1671 roku – wyjaśnia ks. Józef Tomiak, kustosz rokitniańskiego sanktuarium.

    Oto Matka twoja

    Gest słuchającej Ducha Świętego i Słowa Matki Boga jest wyraźnym znakiem dla wiernych wpisanych w Jej oblicze. Maryja cierpliwie słucha Stwórcę, a jednocześnie każdego człowieka, bo przecież jesteśmy Jej dziećmi. O szczególnym macierzyństwie Maryi przekonał się dk. Dariusz Korolik. – Dokładnie 15 lat temu zmarła moja mama. I dokładnie 15 lat temu pojechałem na swoją pierwszą oazę wakacyjną, właśnie do Rokitna. Kiedyś podczas Apelu Jasnogórskiego spojrzałem na obraz Maryi i powiedziałem: „Skoro już nie mam ziemskiej matki, chcę, żebyś Ty była teraz moją Mamą”. Miałem wtedy 12 lat. I byłem przekonany już wtedy, że Pani Cierpliwie Słuchająca mnie wysłuchała. Tam przeżyłem także swoje pierwsze nawrócenie – nie mam wątpliwości, że to właśnie Maryja przyprowadziła mnie wtedy do Jezusa. Za każdym razem, kiedy mam okazję być w Rokitnie, moje serce bije jakoś mocniej. I wiem, że Ona mnie wysłuchuje. Wierzę, że to Ona, Matka Słuchająca – w jakiś cudowny sposób – ukształtowała moją relację z Jezusem, a także moje powołanie. Kiedy mam okazję przebywać w Rokitnie, odczuwam zawsze wewnętrzny spokój. Poza tym uważam, że wizerunek Maryi z Rokitna jest najpiękniejszym wizerunkiem, jaki kiedykolwiek mogłem widzieć i kontemplować. Zasłuchana, delikatna, pokorna – uczy także mnie tego oddania się Chrystusowi jako narzędzie – powiedział dk. Dariusz. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół